Strony: 1 2

Płacz zwierząt

Print Friendly, PDF & Email

Nie muszę chyba nikogo przekonywać o tym, że my ludzie, płaczemy. Płaczemy z różnych powodów. Najczęściej są to łzy bólu, łzy rozpaczy i przygnębienia, łzy samotności i niemocy, ale płaczemy również ze szczęścia, w chwili wielkiego wzruszenia oraz ze śmiechu.  Łzy uzewnętrzniają nas stan emocjonalny, zdradzają nastrój człowieka i pozwalają rozładować napięcie emocjonalne. Płacz jest zatem naturalną formą obrony naszego organizmu, dla którego najmniejsze napięcie nerwowe lub długotrwały stres może doprowadzić do ciężkiej choroby a w skrajnych przypadkach do śmierci. Takim przykładem jest, chociażby zawał serca wynikły z nadmiernego wzruszenia czy też strachu. Płaczą dzieci i dorośli, płaczą mężczyźni i kobiety, płaczą duzi i mali, słabi i mocni, płaczą osoby uczuciowe i wrażliwe, ale też płaczą ludzie, których nigdy byśmy o to nie podejrzewali, jak na przykład psychopaci i okrutni przestępcy. Oni też ronią łzy, choć się do tego nie przyznają i robią to skrycie.

Przyzwyczajeni jesteśmy do ludzkiego płaczu, lecz niewiele osób ma pojęcie o płaczu zwierząt, które tak samo, jak ludzie, odczuwają smutek i rozpacz, ból i cierpienie, radość i szczęście. One, co prawda, nie płaczą tak często, jak ludzie, a nawet, gdyby płakały codziennie, jestem przekonany, że większość z nas przyzwyczaiłaby się szybko do tego i nie zwracałaby na nie najmniejszej uwagi. Bo jak powiedział Yormūn – główny bohater mojej książki – „Czubek nosa. Tyle są w stanie dojrzeć istoty mówiące same o sobie – homo sapiens”.

W świecie skazującym nas na konsumpcję i ukierunkowanym na wyzysk, w Systemie monetarnym, gdzie najważniejszym dobrem człowieka jest pieniądz, oddalamy się coraz bardziej od Natury, dużo mniej obcujemy z pięknem i przyrodą, tracimy naturalny kontakt ze światem zwierząt i duchowych wrażeń. Odrzucamy te wspaniałe wartości dla martwego plastiku, otaczamy się zbędnymi przedmiotami i częściej niż kiedyś szukamy miłości i przyjaźni w sieci, które nic wspólnego z prawdziwą przyjaźnią, a tym bardziej z miłością, nie mają.

Zanim opowiem króciutką, choć nieco smutną przygodę, która mnie spotkała, postanowiłem umieścić artykuł Natalii Bogowolskiej, zamieszczony w numerze piątym czasopisma miesięcznego: „Przyjaciel Zwierząt”, z roku 1893. On to właśnie przywołał we mnie dawne wspomnienia i sprawił, że postanowiłem podzielić się z Wami swoimi myślami.


Pisownię i interpunkcję zachowuję zgodnie z oryginałem.

Płacz zwierząt

Niezaprzeczoną jest prawdą że niektóre zwierzęta, posiadają fizyczne warunki do śmiechu, tak samo jak i obdarzone są zdolnością wylewania łez. Nie mówimy tu o owym płynie zwilżającym jak u ludzi tak u zwierząt gałkę oczną a ułatwiającym jej ruchy ale o owych kropelkach łzawych, wydzielających się z oczu obficie, pod wrażeniem bólu, żalu i wszelkich gwałtownych wstrząśnień moralnych. Do jakich rozmiarów wrażliwości, uczucia te władają zwierzętami – dociec niepodobna, ale zarody ich muszą być mniej więcej takie jak i u człowieka z tą różnicą że nie są rozwinięte lub spaczone wykształceniem ani też podniecane namiętnością, chciwością, żądzą zaszczytów, lub gorączką złota.

Złośliwi utrzymują że ludzie a zwłaszcza płeć piękna ma łzy na zawołanie; bierze tu prawdopodobnie górę nastrój chorobliwo-nerwowy, musi tak być rzeczywiście, bo nie podobna przypuścić, aby łzy, tak ściśle połączone z wrażeniami bólu lub gwałtownej radości, wytryskiwały jak fontanna z sztucznych kombinacji.

Zwierzęta płaczą, gdy mają rzeczywisty ku temu powód, co stwierdzają badacze na polu psychologji zwierząt. Liczne spostrzeżenia dowiodły, że pies, koń, bydło w ogóle, muł, osioł, niektóre gatunki jelenia, niedźwiedź, szympans, mandryl oraz inne rodzaje małpy; wielbłąd, żyrafa, słoń a nawet ów szkodnik szczur, wylewają łzy gdy są smutne. Szympans płacze gdy się obawia kary, małpy gdy chore lub rozżalone nie doprowadzane do skutku swych chęci, niektóre zaś kwilą żałośnie, wylewając łzy skoro się je pożałuje. Słoń pojmany i uwięziony, jeleń gdy dostrzega, że nie ujdzie już prześladowcy ronią łzy; szczur płacze z rozpaczy.

Podróżni opowiadają, że w pustyniach widziano nie raz płaczących wielbłądów spragnionych a pozbawionych wody. Muł, mający przebitą nogę dwu calowym gwoździem płakał jak dziecko rzewnymi łzami. Lewingston, sławny i badacz środkowej Afryki opowiada o malutkim szakalu który, gdy go nie wzięto na ręce, jak tego sobie życzył, wybuchnął gwałtownym płaczem. Doktor Börlage, zwiedzając wyspę Jawę, strzelił do małpeczki siedzącej na drzewie, strzał dosięgł, zwierze spadło na ziemię tuląc w objęciach jedno ze swego potomstwa, a ciężko ranione zdechło płacząc. Widziano również żyrafę ranioną od strzału, zdychającą ze łzami w swych ciemnych i marzących oczach. Gordon Cuming opowiada o łzach wielkości grochu, spływających z oczów konającego słonia. Starsze szczury rozpaczają gdy znajdą młodego szczura utopionego. Gdyby szczur nie był tak niesympatycznem że tak powiemy stworzeniem, boleść ta byłaby rozczulającą.

Ostatecznie, na poparcie tego wywodu, służą niektóre znane i utarte przysłowia, które są jak wiadomo mądrością narodów, a jako takie, zawsze na pewnej opartej podstawie. Jeżeli się więc mówi „płacze jak bóbr rzewnymi łzami”, to dla tego, że zwierzątko to, napadnięte i ścigane, płacze rzeczywiście rzewnymi łzami, a nadto dla ułatwienia sobie ucieczki, obcina zębami torebki z tak zwanym i cenionym w medycynie, strojem bobrowym.

Oddając każdemu co się mu należy, wspomnieć jeszcze wypada o „łzach krokodylich”. Straszne to łzy! Drapieżny ten wodno-ziemny płaz czczony niegdyś jako bóstwo przez starożytnych Egipcjan, wabi ku sobie ofiary swej żarłoczności, jękami podobnymi do płaczu dziecka. Biada łatwowiernym! Dodajmy i to, że łzy krokodyle znane są… nie tylko pod Nilem…

Natalia Bogowolska


3 komentarze

  1. Byłam dzieckiem, gdy pojechaliśmy z tatą do znajomych na wieś. Trafiliśmy na świniobicie. Nie zapomnę wrzasków rozpaczy i przerażenia tych biednych świnek, gdy siłą ciągnęli je na miejsce kaźni. One czuły, gdzie idą. Stawiały opór. Jedna się wyrwała, ale złapali ją. Uciekłam. Łzy miałam w oczach, rozpłakałam się. Nie mogłam na to patrzeć i słuchać. Nigdy nie miałam w ustach mięsa. Nie rozumiem, jak można zabijać i jeść zwłoki zwierząt. To takie ohydne. Omijam sklepy mięsne z daleka, bo okropnie śmierdzą. Gotowane i pieczone mięso cuchnie tak wstrętnie, że mdli mnie i muszę panować nad żołądkiem, żeby nie zwymiotować. Kto je od urodzenia mięso nie zrozumie, o czym piszę. Został zmuszony (przez matkę, ojca, babkę, dziadka itd.) i przyuczony. Przyzwyczaił się i bezmyślnie powtarza program w głowie – który zgodnie z tradycją nakazuje mu jeść trupy. Świnie to bardzo miłe i uczuciowe zwierzątka. Niczym psy przywiązują się do ludzi. Nie zasługują na los, jaki zgotował im człowiek. Cielak to przecież DZIECKO krowy. Jak można z czystym sumieniem zabijać DZIECI? Mam nadzieję, że kiedyś ludzie dojrzeją duchowo i przestaną zabijać zwierzęta.

    1. Masz rację z tym zapachem. Mięso okropnie śmierdzi i nie ma znaczenia czy jest świeże, czy leży już dłuższy czas na półce. Nabiera dopiero zapachu, gdy zostaną dodane do niego mocne przyprawy i zioła albo skropi się je, powiedzmy, cytryną. Tyle że to nie jest już zapach mięsa. Co do przyzwyczajenia. Nos ludzki ma tę właściwość, że przystosowuje się do różnych nieprzyjemnych zapachów i po jakimś czasie coś, co było dla niego przykre, staje się obojętne, a nierzadko przyjemne. Na przykład nałogowy palacz, któremu aromat papierosów sprawia przyjemność, a który nagle rzuci palenie, po pewnym czasie stwierdza: „Ależ to syf! Jak mogłem to palić!” (słowa mojego śp. ojca). Odzwyczajony, odkrywa prawdziwą woń papierosowego dymu i jest ogromnie zdziwiony, że wcześniej tego nie zauważył. Podobnie jest z jedzeniem mięsa. Długoletni wegetarianie, z którymi poruszałem ten temat, potwierdzają Twoje słowa: mięso śmierdzi. To samo dotyczy smaku. Kiedyś, aż wstyd się przyznać, lubiłem kurczaki pieczone – dziś nie mogę znieść ich zapachu, nie mówiąc już o zjedzeniu tego czegoś. Wszystko jest bowiem kwestią przyzwyczajenia, a raczej programu, jak to trafnie ujęłaś. Ludzie zabijają i jedzą zwierzęta, bo są zaprogramowani przez innych ludzi na zabijanie. Są dwa sposoby na przerwanie tego okrucieństwa. Pierwszy, przestać zmuszać dzieci do jedzenia mięsa, a więc wychować je na diecie bezmięsnej. Drugi, uczyć je od maleńkości szacunku do wszystkich istot żywych. Ale do tego potrzeba, żeby rodzic miał w sobie trochę wrażliwości, a o to niezwykle trudno, gdyż sam nie wie, co to jest wrażliwość, współczucie i prawdziwa miłość. Nikt mu tego nie pokazał. Przekazuje więc wartości, jakie sam otrzymał od rodziców i nabył wraz z dorastaniem, i właśnie w tym tkwi szkopuł. Przekazuje tradycję, wiarę, przekonania i przyzwyczajenia, jednym słowem – programuje nowego człowieka, wgrywając mu starą, martwą przeszłość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.