Sys­tem mo­ne­tar­ny i kult pie­nią­dza

Print Friendly, PDF & Email

Pew­ne­go razu zo­sta­łem za­ata­ko­wa­ny na cza­cie przez dwóch osob­ni­ków, po­nie­waż mia­łem czel­ność pu­blicz­nie oznaj­mić, iż cier­pie­nie istot ludz­kich i wszel­ka nie­do­la bie­rze się z Sys­te­mu mo­ne­tar­ne­go oraz kul­tu pie­nią­dza. Ura­zi­łem ich wte­dy bar­dzo. Obaj bo­wiem na­le­że­li do lu­dzi ma­jęt­nych, pro­wa­dzą­cych dzia­łal­ność go­spo­dar­czą, za­do­wo­lo­nych z wła­snej po­zy­cji i osią­gnięć.

Cóż jed­nak jest nie­zwy­czaj­ne­go w tym stwier­dze­niu? Je­śli przyj­rzy­my się temu pro­ble­mo­wi bli­żej, to szyb­ko wy­wnio­sku­je­my, że jest tak w isto­cie. Bo czy ist­niał­by han­del nar­ko­ty­ka­mi, gdy­by nie moż­na było na tym za­ro­bić? Czy ist­nia­ły­by prze­mysł por­no­gra­ficz­ny i pe­do­fi­lia, han­del ko­bie­ta­mi, dzieć­mi i na­rzą­da­mi ludz­ki­mi, je­śli nie by­ło­by na te „pro­duk­ty” za­po­trze­bo­wa­nia? Czy mie­li­by­śmy do czy­nie­nia z ko­rup­cją, ra­bun­ka­mi i roz­bo­jem? A może z wy­ko­rzy­sty­wa­niem nie­let­nich do cięż­kiej i nie­bez­piecz­nej pra­cy? Po cóż mia­no by to wszyst­ko ro­bić, sko­ro nie przy­no­si­ło­by to ko­rzy­ści ma­te­rial­nej? Kto chciał­by wte­dy wo­jen i kon­flik­tów zbroj­nych, któ­re w obec­nym sys­te­mie przy­no­szą wy­so­kie pro­fi­ty? Jaki sens mia­ły­by po­dat­ki, pro­cen­ty, kre­dy­ty i temu po­dob­ne bzdu­ry, je­śli nie ist­nia­ły­by pie­nią­dze, a lu­dzie pra­co­wa­li­by wy­łącz­nie dla sie­bie, dla do­bra ca­łe­go spo­łe­czeń­stwa, dla roz­wo­ju cy­wi­li­za­cji na Zie­mi.

A jed­nak do ta­kie­go spo­so­bu my­śle­nia, a przede wszyst­kim dzia­ła­nia, po­trzeb­na jest wy­so­ka kul­tu­ra i doj­rza­łość du­cho­wa oraz pa­trze­nie na ludz­kość jako ca­łość, jako wspól­no­tę istot ludz­kich i ści­śle ze sobą współ­pra­cu­ją­cy or­ga­nizm. Bez kon­ku­ren­cji, bez przy­mu­su, bez po­dzia­łu na ugru­po­wa­nia, na­ro­dy i re­li­gię, bez zna­cze­nia na ko­lor skó­ry i ję­zyk, bez dys­kry­mi­na­cji i bez sztucz­nych ba­rier stwo­rzo­nych li tyl­ko po to, żeby po­róż­nić lu­dzi, osła­bić ich wolę, nie dać im wy­bo­ru i praw­dzi­wej wol­no­ści od nę­dzy i cier­pie­nia.

Sys­tem mo­ne­tar­ny jest sys­te­mem nie­zwy­kle agre­syw­nym i nie­wol­ni­czym. Uczy lu­dzi chci­wo­ści, po­żą­da­nia, wzma­ga agre­sję, wy­wo­łu­je kon­flik­ty i woj­ny, two­rzy bo­ga­czy i bie­da­ków, za­bi­ja i ka­le­czy dla pie­nię­dzy. Bo tam gdzie kul­ty­wu­je się pie­niądz, sta­je się on boż­kiem, któ­re­mu na­ro­dy się kła­nia­ją i dla któ­re­go prze­sta­je li­czyć się czło­wiek. A więc Ty i ja. Nie waż­ne ile za­ra­biasz, w ja­kiej je­steś sy­tu­acji fi­nan­so­wej, nie­istot­ne czym się zaj­mu­jesz – je­steś tyl­ko jed­nym z try­bów w ma­szy­nie, któ­re­go za­da­niem jest pra­co­wać i ku­po­wać, ku­po­wać i pra­co­wać, i tak do śmier­ci, po to, iżby ten Sys­tem funk­cjo­no­wał bez­błęd­nie i nie za­ciął się na­gle.

W sys­te­mie opar­tym na pie­nią­dzu wszy­scy są nie­wol­ni­ka­mi. Na­wet ci, któ­rym wy­da­je się, że rzą­dzą świa­tem i roz­da­ją kar­ty, a ści­ślej mó­wiąc, pie­nią­dze. A jed­nak po­mi­mo po­zo­rów są to osob­ni­ki nie­szczę­śli­we i sa­mot­ne, znie­wo­lo­ne przez umysł, pod­po­rząd­ko­wa­ne swo­im żą­dzom i nie­umie­ją­ce się oprzeć na­mięt­no­ściom. To nie­zwy­kle płyt­kie umy­sły, „du­sze” za­ku­te w kaj­da­nach, nie­wol­ni­cy ma­te­rii i czci­cie­le szcze­ro­zło­tych ciel­ców.

Tym­cza­sem klat­ka po­zo­sta­nie klat­ką bez wzglę­du na to, jak bę­dzie wiel­ka, jak bo­ga­to urzą­dzo­na i z ja­kie­go ma­te­ria­łu wy­ko­na­na. Moż­na mieć wię­cej swo­bo­dy od in­nych i po­dró­żo­wać da­lej, moż­na po­zwo­lić so­bie na więk­szy kom­fort i spra­wić so­bie wię­cej przy­jem­no­ści, ale do­pó­ki umysł nie bę­dzie cał­ko­wi­cie wol­ny od pra­gnień i prze­ko­nań, od tra­dy­cji i wia­ry, od prze­są­dów i przy­zwy­cza­jeń, nie bę­dzie mo­żeb­ne wyjść poza jej gra­ni­ce (gra­ni­ce klat­ki).

Czło­wiek to je­dy­ne stwo­rze­nie na Zie­mi, któ­re pła­ci za ży­cie. I to jest nie­sły­cha­nie smut­ne. Świad­czy bo­wiem o tym, jak pry­mi­tyw­ną je­ste­śmy cy­wi­li­za­cją i jak mało osią­gnę­li­śmy na dro­dze roz­wo­ju du­cho­we­go, jak bar­dzo ugrzęź­li­śmy w świe­cie ilu­zji, i jak da­li­śmy się zba­ła­mu­cić ma­te­rial­nym śmie­ciom.

Taka nie­ste­ty jest Praw­da. Taka jest Rze­czy­wi­stość, ale nie wierz­cie mi na sło­wo. Zro­zu­mie­nie bo­wiem musi przyjść samo, kie­dy od­pad­nie sta­re, a po­ja­wi się nowe. Tyl­ko mu­si­cie ze­chcieć sami to spraw­dzić…

Żółty róg

Radomir Gelhor