Pogoda na żądanie

Print Friendly, PDF & Email

Czy jest jeszcze jakiś człowiek, który wierzy, że pogoda jest czymś naturalnym? Ja przestałem w to wierzyć bardzo dawno temu, kiedy wyczytałem w jakimś czasopiśmie, że człowiek zaczął bawić się w Boga i tworzy pogodę na żądanie.

Pogoda na żądanie? W porządku. Nie miałbym nic przeciwko, jeśli byłoby to wykorzystywane dla dobra wszystkich ludzi na świecie i z wielką ostrożnością, gdyż każda taka zmiana wprowadza dysharmonię w normalnym cyklu pogodowym Ziemi. Niestety nie tylko nikt tym się nie przejmuje, to jeszcze łatwo odgadnąć, że obecne anomalie pogodowe, z którymi mamy do czynienia, a których nie pamiętam z dawniejszych czasów, dowodzą wybitnie, że ktoś najwyraźniej zabawia się pogodą. Zabawia to jednak złe słowo – manipuluje nią i na pewno robi to w jakimś konkretnym celu. W jakim? Myślę, że w nieuczciwym, ale nie mam zamiaru snuć domysłów. W internecie wystarczająco dużo znajduje się informacji na ten temat, toteż każdy może sobie odnaleźć i wyciągnąć własne wnioski.

Dlaczego jednak o tym piszę? Dlatego że dziś od rana lekko pada. I co z tego – zapyta ktoś pewnie. Ano świetnie, że pada, gdyby nie to, że wczoraj, jak to opisywałem we wcześniejszym wpisie, rozpylano w mojej okolicy trujące substancje po niebie. Co zatem spada z tym deszczem? Co się stanie, kiedy ziemia przeschnie? Co będzie, kiedy wiatr zacznie to roznosić? Jak zareagują nasze organizmy, które z całą pewnością wchłoną to przez płuca?

Z moich skromnych obserwacji wynika, że prawie po każdym takim większym rozpylaniu (jak wczoraj), kapie z nieba (nie leje, ale spokojnie przez krótki czas pada). Dlaczego? Przypadek? Jakoś trudno mi w to uwierzyć, choć naprawdę staram się zachować zdrowy rozsądek i nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków. Nie zmienia to faktu, że taka zbieżność czynników jest co najmniej dziwna i niepokojąca.

To tylko para kondensacyjna!

Co do pary kondensacyjnej z samolotów. Samoloty, które nie rozpylają toksyn, wyrzucają za sobą cienką smugę, która na naszych oczach po chwili ginie. Łatwo to zaobserwować. Te, które rozpylają toksyczne śmieci, pozostawiają smugi stałe, które nie znikają, lecz wolno rozchodzą się, tworząc wiszący na niebie półprzeźroczysty kożuch. Ostatecznie tworzą przysłaniający niebo baldachim. Łatwo to zaobserwować, kiedy leci dwa, cztery, albo sześć samolotów jednocześnie. Jedne pozostawiają smugi, inne nie. Poza tym, kiedy rozpylają toksyny to lata ich całe mrowie i to jeszcze w kratkę. Skąd ten wzmożony ruch powietrzny? I to jeszcze na „moim wiejskim” niebie? I dlaczego, gdy nie rozpylają toksyn, rzadko można dostrzec lecący samolot?

Fragment nieba z niedzieli

Na koniec dodam tylko tyle, że wracając z lasu, nierzadko obserwuję z daleka, jak to coś brudnego wisi nad miastem i tylko nad miastem, gdzie latano i rozsiewano chemiczne trucizny (w mojej okolicy nie ma żadnych zakładów, które zanieczyszczałyby powietrze). Poza tym mieszkam tu od dzieciństwa i nigdy wcześniej nie zaobserwowałem tego zjawiska. Coś, co się powtarza, nie może być przypadkiem, tym bardziej że dotyczy to całego kraju, o czym piszą internauci. Byli też i tacy, którzy wysyłali listy w tej sprawie do wojska i rządu (zarządu), pytając, co to za samoloty (bez oznaczeń) latają nad naszymi głowami, ale nikt nie umiał lub nie chciał na te pytania odpowiedzieć.

Dziwne, nieprawdaż? Czy to możliwe, żeby wojsko i zarząd RP nie wiedziało, co się dzieje w przestrzeni powietrznej naszego kraju?

Żółty róg

Radomir Gelhor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.