Pesymista

Print Friendly, PDF & Email

Bycie poważnym w jakiejś konkretnej sytuacji nie oznacza bycie pesymistą lub osobą negatywnie nastawioną do życia. Poważność i negatywność nie są ze sobą tożsame. Niestety, kiedy poruszam w rozmowie skomplikowany temat wymagający powagi i skupienia, zdarza się, że niektóre osoby odbierają to jako brak pozytywnego myślenia z mojej strony, negatywne nastawienie do zaistniałego problemu lub głoszenie mrocznych wizji. Spróbuję odnieść się do tych zarzutów w kilku słowach.

Załóżmy, że nasz dom (świat) staje nagle w płomieniach, inaczej mówiąc, źle się dzieje na świecie. Widzę ten cały chaos, cierpienie, zakłamanie, obojętność ludzką i tak dalej, stwierdzam ten fakt i poruszam ten temat w rozmowie. Ale czy widok umierających ludzi z głodu, wyzysk i skrajna nędza, bestialstwo ludzkie w stosunku do bezbronnych zwierząt lub obrazy okaleczonych przez sektę szczepionkarską dzieci mogą być traktowane ot tak sobie lekko? A może powinienem przymknąć na to oko i udawać, że tego nie widzę, albo biernie się temu przyglądać i rozpowiadać na prawo i lewo: „To nic takiego, nasz dom płonie i wali się na łeb na szyję, grozi nam globalna katastrofa, ale wszystko będzie dobrze. Poczekajmy, zobaczymy, może samo się jakoś ułoży”.

Czy postawą zlęknionej owcy można cokolwiek zmienić na lepsze? Czy można zatrzymać szerzące się na świecie zło i destrukcję, zachowując się jak bezwolne zwierzę?

Być szczerze zainteresowanym danym problemem, oznacza być w tej sprawie poważnym. Powaga nie oznacza jednak bycie ponurym i siedzenie z poważną miną, nie jest emanacją negatywnych emocji czy pesymistycznego nastawienia. Wręcz przeciwnie, podjęcie trudnego tematu świadczy o tym, iż jesteśmy emocjonalnie dojrzali, chcemy coś z tym zrobić, interesuje nas rozwiązanie tej kwestii, a więc już w samej postawie mamy do czynienia z działaniem i pozytywnie emanującą energią. Działaniem poprzez myśli, poprzez słowa.

Bycie biernym nie jest działaniem. Nie oznacza też, że problem nie istnieje lub sam nagle zniknie. Większość ludzi nie chce słyszeć o złożonych sprawach, które nie dotykają ich bezpośrednio, gdyż nie są prawdziwie poważni, a poza tym sprawia im to przykrość, przygnębia, czują się zagrożeni, odkładają problem na później albo oszukują się, że jakoś to będzie. Zajmują ich tylko małe, błahe problemy i powierzchowne sprawy, ale taka postawa jakkolwiek wydawałaby się bezpieczna, jest ucieczką i chowaniem głowy w piasek. Wynika to przede wszystkim z nieświadomości tychże osób, że światowe problemy dotyczą nas wszystkich, gdyż człowiek jest światem, a świat jest nim, oraz z panicznego strachu przed wzięciem na siebie odpowiedzialności za wypowiadane słowa i podejmowane decyzje.

Wyobraź sobie, że Twój dom płonie, a Ty siedzisz sobie wygodnie w jednym z pokojów, do którego jeszcze nie doszedł ogień. Nie oznacza to bynajmniej, że możesz czuć się tam bezpiecznie. Nie możesz też być pewny, że znajdzie się jakaś dobrotliwa dusza, która Cię wyręczy i wezwie za Ciebie straż pożarną. Czy twoja bierność, nie będzie początkiem Twojego końca?

Dla przykładu przyjmijmy taką ekstremalną historię. U naszych zachodnich sąsiadów, Niemców, Unia Europejska wprowadza eksperymentalnie eugenikę, a co za tym idzie przymusową eutanazję wszystkich nienadających się do pracy niemieckich obywateli włącznie z emerytami, bo po co starców utrzymywać. Możesz sobie myśleć, że Ciebie to nie dotyczy i biernie się temu przyglądać. A jednak jaką masz pewność, że jutro, pojutrze, za rok, czy pięć lat nie wprowadzą tego w Polsce, i nie staniesz się ofiarą przeznaczoną do utylizacji? Ile wobec tego tak naprawdę zyskasz, zachowując dotychczasowe milczenie i ciche przyzwolenie na zbrodniczą działalność Unii Europejskiej?

To oczywiście przykład wymyślony, ale wcale nie niemożliwy, biorąc pod uwagę zapędy tej organizacji. A poza tym to całkiem niezły przykład, żeby Wam ukazać, że to, co się dzieje na świecie, nie jest wyłącznie sprawą tamtych państw lub kontynentów, lecz dotyczy wszystkich ludzi na całym globie.

A zatem samo mówienie, czy pisanie o trudnych, nieprzyjemnych sprawach, przedstawianie pesymistycznych wizji, nie oznacza wcale, iż jest się pesymistycznie nastawionym do wynikłego problemu i emanuje się negatywną energią. Wizje pesymistyczne (patrz przykład powyżej), pomimo że są bolesne, są w wielu przypadkach niezbędne, aby zobrazować problem, zadziałać na naszą wyobraźnię, zainteresować nasze ego i pobudzić energię do działania, a więc zaangażować nas emocjonalnie w rozważany przedmiot sprawy.

Kiedy zbliża się bitwa, mądry generał, prawdziwy strateg rozważa wszelkie możliwości zarówno te optymistyczne dla swojej armii, jak i pesymistyczne. Zawsze szuka najlepszego rozwiązania, ale w zanadrzu trzyma kilka innych opcji, które wdroży, kiedy zajdzie taka potrzeba. Nie ucieka od najgorszych scenariuszy zbliżającej się potyczki, wręcz przeciwnie – na nich opiera całą strategię walki.

Odpieranie argumentów opartych na dowodach stwierdzeniem, że coś się nie wydarzy lub tego nie będzie na podstawie wyłącznie własnej intuicji, lub bez zbadania dogłębnie istoty problemu, ma się nijak do rzeczywistości i nie może prowadzić do prawdziwych wniosków. Oczywiście można się schować za parawanem pocieszających słów, robić sobie próżne nadzieje i tkwić w bezruchu, można zachowywać się jak gąbka morska albo milczeć jak owca czekająca na swoją kolej do rzeźni, lecz problem pozostawiony samemu sobie, sam się nie rozwiąże. Do tego wymagane jest działanie i pozytywne nastawienie, z widokiem najgorszej pesymistycznej wizji, jaką będziemy mogli sobie w danej chwili wyobrazić. Nie po to, żeby się zdołować, załamać i zrezygnować z walki, ale żeby przewidzieć z góry wszelkie możliwe implikacje naszego działania.

Na koniec powtórzę, to co napisałem na wstępie: Bycie poważnym w sytuacji wymagającej od nas tej powagi nie jest tożsame z byciem pesymistą. Nie należy tego mylić, kiedy słuchamy czyjejś wypowiedzi. Mogę przedstawić najbardziej pesymistyczną wizję świata, a jednocześnie być urodzonym optymistą, działać poprzez myśli i emanować pozytywną energię, służącą mi do tego, iżby rozwiązać skomplikowane sprawy. Opiniowanie więc mówcy na podstawie li tylko słów, które wypowiada, szczególnie wtedy, kiedy się nie zna w pełni jego poglądów i nie rozumie, co tak naprawdę ma na myśli, jest stronnicze i bierze się z ograniczeń umysłu słuchacza i fałszywej interpretacji napływających doń informacji.

Pozostaje jeszcze jedna ważka kwestia.

Wymiana poglądów pomiędzy rozmówcami (tzw. burza mózgów) opatrzona pytaniami i odpowiedziami, jest najlepszą formą dociekań i rozwiązywania skomplikowanych problemów. Jeśli jednak rozmówcy mówią jednym głosem, mają ten sam pogląd na daną kwestię, taka dyskusja do niczego nie prowadzi. Przypomina to co najwyżej towarzyską pogawędkę przy kawie i dla mnie jest najzwyklejszą stratą czasu.

Z tej to przyczyny bardzo często staję w opozycji do mojego interlokutora i pomimo tych samych co on poglądów, przeciwstawiam się jego (własnym) poglądom, żeby dokładnie poznać jego punkt widzenia, dowiedzieć się czegoś nowego, coś, co dałoby mi powód do myślenia lub kolejnego odkrycia. Niestety bywa, i tak, że moi rozmówcy negatywnie to odbierają i wycofują się z rozmowy, z przeświadczeniem, że zmieniłem zdanie.

Rozmowa to nie tylko mówienie, to również słuchanie. Słuchanie jednak jest o wiele trudniejsze, gdyż wymaga naszej pełnej aktywności, ale dopiero słuchanie z otwartym umysłem, z umysłem wolnym od uprzedzeń, jest prawdziwą formą komunikacji międzyludzkiej.

Żółty róg

Radomir Gelhor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.