Strony: 1 2

Przywiązanie

Print Friendly, PDF & Email

Jest takie przysłowie: „Od przybytku głowa nie boli” – inaczej mówiąc – lepiej mieć więcej niż mniej albo: nie zaszkodzi mieć więcej niż potrzeba. Tymczasem im mamy więcej, im więcej gromadzimy, im więcej w naszym życiu przedmiotów i ludzi, na których nam zależy, do których się przywiązaliśmy, tym mocniej się zniewalamy, tym bardziej angażujemy emocjonalnie i w efekcie uzależniamy od obiektów naszych uczuć, pożądań i przyjemności.

— Jestem wolny! — zaprzeczają ludzie, oburzając się, kiedy nagle słyszą, że są niewolnikami Systemu i dóbr zgromadzonych przez lata niejednokrotnie ciężkiej pracy i wielu wyrzeczeń.

Ale czy naprawdę mają powód, aby się tak denerwować? Unosić gniewem i przeklinać tych, którzy chcą otworzyć im oczy. Czym są obiekty, którymi się otaczamy za życia? Czy dają nam szczęście, przynoszą wolność i radość, a może wywołują niepokój, poczucie braku bezpieczeństwa, strach i cierpienie?

Nauczono nas zbierać, gromadzić, przyjmować do swojego życia wszystko, co wydaje nam się niezbędne do przetrwania, a jednocześnie przekonuje się nas, że wciąż czegoś nam brakuje i dlatego nie możemy być szczęśliwi. Potrzebujemy zatem nowego samochodu, lepszego telewizora, ładniejszych mebli, coraz to innych znajomych i przyjaciół albo jakiegoś zwierzaka do towarzystwa, który wypełni naszą pustkę i samotność. Otoczeni tym wszystkim ciągle czujemy niedosyt, wciąż jest nam mało, zawsze coś chętnie dołożylibyśmy do naszego nieskończenie wielkiego zbioru, oby tylko poczuć namiastkę szczęścia, a raczej chwilowego podniecenia.

A jednak wraz z obiektami naszych pożądań rośnie również przywiązanie do nich, to zaś prowadzi do strachu przed ich utratą. Zaczynamy zabezpieczać te obiekty, stajemy się coraz bardziej chytrzy, zazdrośni, wszędzie wypatrujemy niebezpieczeństwa ich utraty, i ostatecznie dajemy się wrzucić w bezlitosne tryby firm ubezpieczeniowych, które tylko czekają, żeby wyssać z nas pieniądze, dając nam w zamian złudną namiastkę bezpieczeństwa.

Dlaczego w ogóle gromadzimy? Po cóż nam to wszystko skoro wcześniej czy później i tak to stracimy? Pewnego dnia bowiem przyjdzie do nas Ona, istota nie z tego świata, przedstawiana na obrazach jako kostucha dzierżąca w rękach kosę, przetnie wiotką nitkę naszego marnego życia i zabierze nam absolutnie wszystko, co do tej pory zdołaliśmy sobie przywłaszczyć, wierząc, iż te obiekty należały do nas.

Ale cokolwiek to jest, czy jest to nasz mąż, żona lub dziecko, nasz ukochany zwierzak, lub nasz ulubiony telefon, w którym zgromadziliśmy pół naszego życia pod postacią cyfrowych danych, wszystkie te obiekty mają nad nami pełną kontrolę, sprawują w niewidzialny sposób nad nami władzę, wywołują w nas strach przed utratą, sprawiają, że cierpimy, kiedy nie mamy ich pod ręką lub nie są nam wystarczająco posłuszne.

Zdobywając nowy przedmiot pożądania, wypełnia nas dodatkowa energia, czujemy przypływ adrenaliny, wydaje nam się, że właśnie wtedy, kiedy o coś walczymy, naprawdę żyjemy, że otrzymawszy upragniony obiekt, nasze życie nagle się odmieni i wypełni szczęściem. Ale gdy tylko go posiądziemy albo raczej to on nas posiądzie, po krótkotrwałej ekstazie radości i upojenia złudnym szczęściem, pojawia się w naszym życiu strach, żeby tego czegoś nie stracić, żeby nie zgubić, żeby nikt nam tego nie odebrał lub uszkodził.

Wraz ze strachem pojawia się cierpienie, które zawsze idzie z nim w parze. Ono nigdy nie ustaje, dopóki nasz obiekt przywiązania zajmuje w naszym życiu pierwsze miejsce, gdy wyobrażamy sobie i kiedy nam wmawiają, że bez niego nie moglibyśmy normalnie funkcjonować, nie zaznalibyśmy szczęścia, nie umielibyśmy się radować.

Tymczasem obiekt przywiązania po krótkotrwałym użytkowaniu może nam się znudzić. Czasem po tygodniu, czasem po kilku miesiącach lub latach, a w skrajnych przypadkach już następnego dnia po zdobyciu dociera do nas, że to coś, co miało przynieść nam tak wiele szczęścia i radości, okazało się niewypałem. Zdobyczą, na której się zawiedliśmy, trofeum, na którym zmarnowaliśmy bezpowrotnie mnóstwo energii, by ostatecznie przekonać się, iż jest nam niepotrzebne.

Ileż to przedmiotów z trudem zdobytych trzymamy w naszych domach? Ileż wyrzeczeń musieliśmy dokonać, aby cieszyć się przez chwilę obiektem pożądań, który stoi bezużytecznie w kącie pokoju lub schowany przed naszymi oczyma leży bezczynnie w szufladzie, albo poniewiera się w piwnicy lub na strychu, albo skończył żywot na śmietniku.

Znudzeni sobą małżonkowie i partnerzy życiowi, niekochane dzieci, porzucone lub uśpione zwierzęta, wszystkie te obiekty nie tak dawnych pożądań i fantazji, stanowią najlepszy przykład na to, jak nieudane były to transakcje, bo inaczej nazwać tego nie potrafię.

Wróćmy jednak do przywiązania, bo wśród setek i tysięcy niewypałów trafiają się też i takie, do których przywiązujemy się tak bardzo, iż nie potrafimy się bez nich obyć, a raczej nie umiemy wyobrazić sobie, że moglibyśmy żyć bez nich. Otaczamy je szczególną czcią, poświęcamy im całą swoją wolność, dając się zniewolić, sprowadzić do roli posłusznych i zaślepionych istot ludzkich, spełniających każde życzenie, oby tylko zasłużyć sobie na nagrodę – bycia ich własnością.

Czy widzieliście kiedykolwiek człowieka zaślepionego zazdrosną miłością do swojego partnera? Kogoś, kto ponad wszystkie wartości duchowe i moralne stawia na pierwszym miejscu swoje mieszkanie, dom lub samochód? Kogoś, kto nie umie się obyć choćby przez jeden dzień bez komputera, telefonu lub telewizora? Czy o takim człowieku możemy powiedzieć, że jest wolny, skoro jego myśli, jego czyny skoncentrowane są wokół tychże przedmiotów? Zastanówcie się przez chwilę naprawdę szczerze i odpowiedzcie sobie, ile posiadacie takich obiektów przywiązań, bez których nie wyobrażacie sobie życia albo ich brak sprawiłby wam boleść?

Obiekty przywiązań mogą być bardzo duże i bardzo małe. Mogą być nimi ludzie, zwierzęta, przedmioty materialne, jak również nasze emocje. Można się przywiązać do swojego pupila kota, można nie widzieć świata poza własnym mężem, żoną lub dzieckiem, można także uzależnić się od pochwał, władzy, samouwielbienia albo picia kawy, od seksu, jedzenia lub czynienia dobra. Cokolwiek to jest z tych rzeczy, dopóki będą wypełniane, dopóki będziemy mogli się im oddawać, będą namiastką naszego szczęścia, ale też i strachu przed utratą, nieustającym niepokojem, frustracją i cierpieniem.

Dlaczego tak bardzo przywiązujemy się do otaczających nas obiektów, do tego, co nazywamy bezpieczeństwem, stabilnością życia. Przecież w każdej chwili możemy to utracić. W niewiadomym nam momencie zdarzyć się może coś niespodziewanego, co odbierze nam zgromadzone dobra, ukochanych ludzi, lub po prostu zginiemy w wypadku albo umrzemy pokonani nieuleczalną chorobą.

Żyć prawdzie oznacza być wolnym, ale dopóki będziemy niewolnikami czegokolwiek lub kogokolwiek, nigdy nie zaznamy szczęścia, choćbyśmy nie wiem, co robili i jak wielkie zgromadzili wokół siebie bogactwa. Strach, niepokój, frustracja, wieczne cierpienie – to jest nam przeznaczone, kiedy uzależniamy się od przedmiotów lub otaczających nas osób, gdy zakładamy sobie jarzmo niewolnictwa, kiedy nie ma w nas prawdziwej Miłości, która sama przez się jest wolnością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.