Strony: 1 2 3 4 5

Rzeczywistość po naszemu

Print Friendly, PDF & Email

Za­miesz­czo­ny po­ni­żej wpis po­cho­dzi z 13 li­sto­pa­da 2017 roku, któ­ry przy­go­to­wa­li­śmy z Yoshi­ko, i któ­ry był pierw­szym (po pro­lo­gu) od­cin­kiem z ma­ją­cych się uka­zy­wać co ja­kiś czas wpi­sów z cy­klu „Rze­czy­wi­stość po na­sze­mu”. Nie­ste­ty wpis po paru dniach mu­siał zo­stać zdję­ty ze stro­ny z przy­czyn, o któ­rych nie mogę Was po­in­for­mo­wać, nie­mniej jed­nak po­sta­no­wi­li­śmy po­now­nie go upu­blicz­nić, ma­jąc na uwa­dze to, że nie­któ­rym oso­bom pęk za­war­tych w nich in­for­ma­cji może dać tro­chę do my­śle­nia. Nie zo­stał on rów­nież za­miesz­czo­ny w „Zbio­rze wpi­sów z blo­ga Ra­do­mi­ra Gel­ho­ra”, jak też in­for­mu­je­my, że se­ria ta nie bę­dzie kon­ty­nu­owa­na w przy­szło­ści.

Wpis jest w ory­gi­nal­nej, nie­zmie­nio­nej wer­sji. Po­pra­wio­ne zo­sta­ły tyl­ko wy­chwy­co­ne błę­dy i do­da­ne zda­nie w jed­nym miej­scu, nie­ma­ją­ce jed­nak wpły­wu na treść za­war­tej tam wy­po­wie­dzi.

***

Rze­czy­wi­stość po na­sze­mu – część 1 | Po­nie­dzia­łek, 13 li­sto­pa­da, 2017

Za­ło­ży­li­śmy so­bie, że pierw­szym te­ma­tem, jaki po­ru­szy­my, bę­dzie ener­gia i Pra­wa Na­tu­ry od­po­wie­dzial­ne za to, co nas spo­ty­ka i za los, któ­re­go do­świad­cza­my w przy­szło­ści. A jed­nak pod­czas eks­plo­ro­wa­nia in­ter­ne­tu uświa­do­mi­li­śmy so­bie, że zaj­mu­jąc się tym przed­mio­tem, po­peł­ni­li­by­śmy błąd i za­czę­li w złym miej­scu. Mu­si­my za­cząć od pod­staw. Nie na­uczy­my się bo­wiem czy­tać, nie za­po­znaw­szy wcze­śniej li­ter. Nie roz­wią­że­my skom­pli­ko­wa­nych rów­nań ma­te­ma­tycz­nych, nie umie­jąc do­da­wać i odej­mo­wać, mno­żyć i dzie­lić. Nie zna­czy to by­naj­mniej, że in­for­ma­cje, któ­re chcie­li­śmy prze­ka­zać, są poza gra­ni­cą ludz­kie­go poj­mo­wa­nia. Wręcz prze­ciw­nie. Jest wie­le osób do­sko­na­le zna­ją­cych ten przed­miot, lecz mimo to więk­szość lu­dzi żyje w ciem­no­ści, w kom­plet­nym cha­osie i nie­świa­do­mo­ści wła­sne­go ist­nie­nia.

Dłu­go roz­my­śla­li­śmy nad tym, od cze­go wo­bec tego za­cząć. Jak po­dzie­lić wie­lo­stro­ni­co­wy ma­te­riał na czę­ści? Co po­win­no być po­cząt­kiem, co środ­kiem, a co jego koń­cem? Wy­mie­nia­li­śmy mię­dzy sobą opi­nie, prze­ko­ny­wa­li­śmy się wza­jem­nie, a chwi­la­mi do­cho­dzi­ło mię­dzy nami do ust­nych utar­czek. Osta­tecz­nie, nie ma­jąc po­my­słu, po­sta­no­wi­li­śmy za­im­pro­wi­zo­wać i za­cząć od po­cząt­ku. To jest od ludz­kiej my­śli i wzor­cach po­stę­po­wa­nia, któ­ry­mi na co dzień kie­ru­ją się lu­dzie. Na­pad­nie­my na czło­wie­ka i spró­bu­je­my ob­na­żyć jego sła­bą stro­nę, czy­li umysł, bru­tal­nie wkro­czy­my do Ma­tri­xa i uka­że­my Wam za­fał­szo­wa­ną Rze­czy­wi­stość.

Ja, Ro­bot, czy­li w świe­cie bio­ro­bo­tów, klo­nów i nie­wol­ni­ków. Część pierw­sza

Niech Was nie zmy­li ty­tuł w na­głów­ku. Nie bę­dzie­my roz­ma­wiać o ro­bo­ty­ce, cy­bor­gach, nie bę­dzie­my zaj­mo­wać się klo­no­wa­niem w ści­słym tego sło­wa zna­cze­niu i nie bę­dzie­my oma­wiać tego przy­kre­go i ha­nieb­ne­go pro­ce­de­ru, ja­kim jest han­del ludź­mi w XXI wie­ku. Dziś przyj­rzy­my się isto­cie ludz­kiej, a ści­ślej mó­wiąc czło­wie­ko­wi. Za­pew­ne ktoś cie­ka­wy za­py­ta, jaka jest róż­ni­ca po­mię­dzy isto­tą ludz­ką a czło­wie­kiem. Teo­re­tycz­nie żad­na, oba ter­mi­ny sto­so­wa­ne są za­mien­nie i okre­śla­ją czło­wie­ka, ale dla nas spra­wa wy­glą­da nie­co ina­czej i na­zwy te nie są so­bie rów­ne.

Kie­dy my­śli­my o isto­cie ludz­kiej mamy przed ocza­mi żywy or­ga­nizm w czy­stej po­sta­ci, od­róż­nia­ją­cy go od in­nych istot. Na przy­kład nie­biań­skich, du­cho­wych, istot za­miesz­ku­ją­cych inne pla­ne­ty, od­le­głe ga­lak­ty­ki, czy zwie­rzę­ta. Lu­bi­my uży­wać tego ter­mi­nu, po­nie­waż uka­zu­je nam czło­wie­ka jako isto­tę czy­stą, pięk­ną, isto­tę stwo­rzo­ną z mi­ło­ści i w mi­ło­ści. Ina­czej rzecz się ma do czło­wie­ka. Jest to stwo­rze­nie ob­cią­żo­ne ba­la­stem prze­szło­ści, hi­sto­rią i wia­rą, ogra­ni­czo­ne prze­są­da­mi i do­gma­ta­mi, prze­siąk­nię­te na wskroś tra­dy­cją. Jest to twór pe­łen sprzecz­no­ści, nie­sta­bil­ny emo­cjo­nal­nie i psy­chicz­nie, ogra­ni­czo­ny my­ślą i znie­wo­lo­ny przez wła­sny umysł. Przez strach, pra­gnie­nie, żą­dzę po­sia­da­nia i spra­wo­wa­nia wła­dzy. Tym wła­śnie jest czło­wiek. Niby ro­zum­ny, choć trud­no w to uwie­rzyć, kie­dy przyj­rzy­my się cier­pią­ce­mu świa­tu i zbu­do­wa­nej przez nie­go cy­wi­li­za­cji opar­tej na chci­wo­ści i wy­zy­sku.

Głów­nym wi­no­waj­cą, dla któ­re­go isto­ta ludz­ka zmie­nia się w czło­wie­ka, jest jego umysł i fał­szy­we po­strze­ga­nie Rze­czy­wi­sto­ści. Rze­czy­wi­sto­ści zwa­nej przez nie­któ­rych ma­tri­xem, a któ­ra to na­zwa do­sko­na­le od­da­je fał­szy­wy ob­raz wi­dzia­ne­go przez czło­wie­ka świa­ta. Wi­dzi go bo­wiem na swój uni­kal­ny i in­dy­wi­du­al­ny spo­sób, od­rzu­ca nie­pa­su­ją­ce mu ob­ra­zy, bro­ni za wszel­ką cenę wpo­jo­nych mu war­to­ści, od­py­cha nowe i nie­zna­ne, i za­my­ka się w klat­ce wła­sne­go umy­słu, bo w niej jest do­brze, cie­plut­ko, zna­jo­mo i czu­je się bez­piecz­nie.

W tej ogra­ni­czo­nej cza­so­wo prze­strze­ni prze­cho­wu­je wła­sne wspo­mnie­nia, kul­ty­wu­je prze­szłość, roz­pa­tru­je przy­szłość, od­da­je cześć tra­dy­cji i wzno­si mo­dły do no­wych lub sta­ro­żyt­nych bo­gów. W tych to klat­kach pa­mię­ci gro­ma­dzi wie­dzę za­po­ży­czo­ną z ksią­żek i z obej­rza­nych fil­mów; zbie­ra ży­cio­we do­świad­cze­nia, ko­lek­cjo­nu­je prze­są­dy i uprze­dze­nia, za­kła­da re­je­stry na­po­tka­nych osób i przy­cze­pia im ka­te­go­ry­zu­ją­ce je ety­kiet­ki.

W ten oto pro­sty spo­sób, w cią­gu ca­łe­go ży­cia two­rzy on pe­wien wzo­rzec w umy­śle, któ­rym po­słu­gi­wać się bę­dzie jak GPS-em, a któ­ry z przy­zwy­cza­je­nia i stra­chu nie­ła­two bę­dzie mu zmie­nić lub po­rzu­cić, choć­by czuł, że dro­ga, któ­rą kro­czy, za­pro­wa­dzi go na ma­now­ce. To wła­śnie ten wzo­rzec albo ina­czej pro­gram, któ­ry w dzie­ciń­stwie przy­swo­ił w pod­sta­wo­wej for­mie, a w póź­niej­szym wie­ku zmo­dy­fi­ko­wał nie­co, przy­sto­so­wu­jąc do wła­snych po­trzeb i upodo­bań, jest naj­więk­szym jego wro­giem. Od­po­wie­dzial­ny jest bo­wiem za błęd­ne po­strze­ga­nie Rze­czy­wi­sto­ści i nie­pra­wi­dło­wą in­ter­pre­ta­cję bodź­ców na­pły­wa­ją­cych z oto­cze­nia.

Weź­my oto dwa pro­ste przy­kła­dy:

1

Pewnego dnia, ty i ja, spotykamy się przypadkiem w centrum miasta. Czekam na kogoś. Ma przekazać mi ważną wiadomość dotyczącą stanu zdrowia mojego ciężko chorego dziecka. Jestem poddenerwowany, choć nie daję tego po sobie poznać. Nieświadomy mego stanu podchodzisz do mnie i pytasz o godzinę, a ja z nerwów wyładowuję na tobie zniecierpliwienie. W efekcie niegrzecznie ci odpowiadam.

Ten drobny, choć przykry dla ciebie incydent, wytworzy w twoim umyśle mój obraz. Już podchodząc do mnie, zdążyłeś mnie pobieżnie ocenić. Mój wzrost, mój wiek, mój ubiór, moje zachowanie, wrażenie, jakie na tobie robię. Przypiąłeś mi nieświadomie kilka etykietek i umieściłeś w szufladkach własnego umysłu: Wzrost: średni; Wiek: średni; Ubiór: czysty; Zachowanie: bez zarzutu; Wrażenie: pozytywne. To właśnie na podstawie tej pobieżnej oceny wybrałeś mnie spośród ludzi w tłumie, i to mnie zapytałeś o godzinę. A jednak w momencie, kiedy potraktowałem cię ostro, czego mogę żałować, a ty nie masz o tym pojęcia, twoje wyobrażenie o mnie błyskawicznie się przeobraziło. I tak jak wcześniej widziałeś mnie w pozytywnym świetle, nagle stałem się dla ciebie kimś nieprzyjemnym, odrażającym, może nawet wrogiem.

Kil­ka dni póź­niej spo­ty­ka­my się po­now­nie. Tym ra­zem w du­żym kom­plek­sie han­dlo­wym. Je­stem tu sprze­daw­cą i mam opi­nię świet­ne­go fa­chow­ca w bran­ży mo­to­ry­za­cyj­nej. Wiesz o tym, bo wła­śnie skie­ro­wa­no cię do mnie po radę, a jed­nak, kie­dy mnie spo­ty­kasz i roz­po­zna­jesz we mnie tam­te­go czło­wie­ka, od­twa­rzasz przy­krą chwi­lę z pa­mię­ci i za­czy­nasz pa­trzeć na mnie z nie­chę­cią. Pa­trząc w ten spo­sób, ob­ser­wu­jąc mnie przez filtr prze­szło­ści i uprze­dzeń, tak na­praw­dę nie spo­ty­kasz mnie w rze­czy­wi­stym świe­cie. Spo­ty­kasz co naj­wy­żej wy­obra­że­nie o mnie.

Two­je fał­szy­we po­strze­ga­nie mo­jej oso­by za­bar­wio­ne zra­nio­nym uczu­ciem (ego), spra­wia, że nie ze­chcesz mnie po­znać. W two­im mnie­ma­niu nie je­stem wart tego. A poza tym wy­star­cza­ją­co już mnie po­zna­łeś. Je­den mój gest uczy­nio­ny w prze­szło­ści, jed­no moje sło­wo lub zda­nie za­wa­ży­ło na na­szych re­la­cjach i po­sta­wi­ło po­mię­dzy nami ba­rie­rę, któ­rej do­bro­wol­nie nie prze­kro­czysz. Tym­cza­sem gdy­byś mnie po­znał bli­żej, mógł­byś od­kryć, że je­stem cał­kiem faj­nym, sym­pa­tycz­nym czło­wie­kiem, może zo­sta­li­by­śmy ko­le­ga­mi, za­przy­jaź­ni­li się ze sobą, ale tego już się nie do­wiesz i nie do­świad­czysz. Ży­jesz prze­szło­ścią w te­raź­niej­szo­ści. Wy­pa­li­łeś na sta­łe mój nie­praw­dzi­wy ob­raz w gło­wie i od­tąd bę­dziesz się nim po­słu­gi­wał.