Urzęd­nik to tyl­ko słu­ga

Print Friendly, PDF & Email

Pew­ne­go dnia by­łem świad­kiem nie­mi­łej sce­ny w Urzę­dzie Skar­bo­wym, gdzie jed­na z urzęd­ni­czek w dość cham­ski spo­sób pa­stwi­ła się nad sta­ro­win­ką ze wsi, tłu­ma­cząc jej obu­rzo­nym gło­sem, że ona nie jest od tego, żeby za nią wy­peł­niać PIT ani uczyć ją jak się to robi.

hand
Image by Alex Yomare from Pixabay

Przy­znam szcze­rze, że krew mi się w ży­łach za­go­to­wa­ła, bo od tego jest wła­śnie urzęd­nik, szcze­gól­nie ten ob­słu­gu­ją­cy pe­ten­tów, żeby tłu­ma­czył, wy­ja­śniał i słu­żył, bo jest słu­gą każ­de­go, kto do tego urzę­du przy­szedł. Słu­gą pań­stwo­wym, słu­żą­cym z urzę­du, któ­re­go pra­co­daw­cą jest na­ród, a więc każ­dy bez wy­jąt­ku oby­wa­tel Pol­ski. To nie za­rząd (błęd­nie na­zy­wa­ny rzą­dem) wy­pła­ca urzęd­ni­kom co­mie­sięcz­ną pen­sje, bo za­rząd to rów­nież urzęd­ni­cy, bę­dą­cy na gar­nusz­ku po­dat­ni­ków, lecz po­dat­nik. Po­dat­nik jest pra­co­daw­cą. Urzęd­nik zaś jest tyl­ko słu­gą, pra­cow­ni­kiem, ro­bot­ni­kiem, któ­re­go obo­wiąz­kiem jest słu­żyć swe­mu pra­co­daw­cy.

Dzi­siej­szy wpis kie­ru­ję przede wszyst­kim do urzęd­ni­ków, żeby przy­po­mnieć im jaka jest ich rola i gdzie jest ich miej­sce, ale rów­nież wszyst­kim Po­la­kom, żeby prze­sta­li ce­le­bro­wać urzęd­ni­ków, a przede wszyst­kim prze­sta­li się bać urzę­dów i pra­cu­ją­cych w nich lu­dzi. Nie­ste­ty pol­ski urzęd­nik od nie­pa­mięt­nych cza­sów, od naj­wyż­sze­go szcze­bla po­cząw­szy, po ten naj­niż­szy, Po­la­kom naj­czę­ściej ko­ja­rzy się z ty­ra­nem, z bez­dusz­ną ma­szy­ną, z ro­bo­tem, z wy­pra­nym z em­pa­tii ofi­cja­li­stą, i jest w tym dużo gorz­kiej praw­dy.

Oczy­wi­ście po­da­ny na wstę­pie przy­kład nie jest je­dy­nym, któ­ry mi się przy­da­rzył, któ­ry wi­dzia­łem na wła­sne oczy, lub o któ­rym mi opo­wia­da­no. Ta­kich przy­pad­ków było bar­dzo wie­le. Wspo­mnę o dwóch jesz­cze.

Pierw­szy rów­nież miał miej­sce w Urzę­dzie Skar­bo­wym. Wte­dy to mu­sia­łem wy­wal­czyć siłą na urzęd­nicz­ce, żeby ła­ska­wie od­czy­ta­ła mój nu­mer NIP z sys­te­mu kom­pu­te­ro­we­go, a któ­re­go nie pa­mię­ta­łem i za­po­mnia­łem wpi­sać w od­po­wied­nim miej­scu.

 — Nie mam cza­su, żeby każ­de­mu po­da­wać jego dane. — Ta­kie było ofi­cjal­ne sta­no­wi­sko tej pani.

Po­mi­nę już kwe­stię po­ru­szo­ną na sa­mym po­cząt­ku, że wła­śnie od tego jest urzęd­nik od­de­le­go­wa­ny do ob­słu­gi pe­ten­tów, żeby słu­żyć swe­mu pra­co­daw­cy (w tym przy­pad­ku mnie) po­mo­cą, to w urzę­dzie było tyl­ko dwie oso­by. Ja, przy okien­ku i ja­kiś męż­czy­zna stu­diu­ją­cy coś przy sto­li­ku.

Zna­le­zie­nie mo­ich da­nych za­ję­ło tej ko­bie­cie mak­sy­mal­nie dzie­sięć se­kund, ko­lej­ne dzie­sięć prze­zna­czy­ła na czy­ta­nie nu­me­ru NIP, stra­ci­ła w naj­gor­szym ra­zie trzy­dzie­ści se­kund swo­je­go „cen­ne­go” cza­su. Ale cóż ta­kie­go waż­ne­go ro­bi­ła ta pani, za­py­ta za­pew­ne cie­ka­wy czy­tel­nik? Otóż była bar­dzo za­ję­ta – piła kawę i plot­ko­wa­ła ze swo­im młod­szym ko­le­gą z są­sied­nie­go okien­ka.

Broń Boże nie za­bra­niam ni­ko­mu roz­ko­szo­wać się pi­ciem kawy w pra­cy, plot­ko­wać z ko­le­ga­mi czy snuć się jak upiór po urzę­do­wych ko­ry­ta­rzach, ale je­śli już nie obo­wią­zek, to przy­naj­mniej kul­tu­ra oso­bi­sta wy­ma­ga­ła­by od czło­wie­ka wy­kształ­co­ne­go, a za ta­kich chcą ucho­dzić urzęd­ni­cy, odło­że­nie swo­ich przy­jem­no­ści na póź­niej i za­ję­cie się pe­ten­tem – czło­wie­kiem, dzię­ki któ­re­mu urzęd­nik może po­zwo­lić so­bie na kup­no i pi­cie nie byle ja­kiej kawy.

Dru­gi przy­pa­dek. Nie za­po­mnę rów­nież, kie­dy jed­na z urzęd­ni­czek w Urzę­dzie Mia­sta w Lu­bli­nie upie­ra­ła się przy nie­pra­wi­dło­wej od­mia­nie na­zwi­ska mo­jej zna­jo­mej, do­kład­niej mó­wiąc jego żeń­skiej for­mie. Sto­czy­łem z nią praw­dzi­wą ba­ta­lię, aż stra­ciw­szy cier­pli­wość, po­da­łem jej do­wód oso­bi­sty, żeby na­ocz­nie mo­gła się prze­ko­nać, iż nie mia­ła ra­cji.

Chciał­bym po­in­for­mo­wać w tym miej­scu wszyst­kich urzęd­ni­ków, że w ję­zy­ku pol­skim na­zwi­ska ob­co­ję­zycz­ne rów­nież się od­mie­nia. Na szczę­ście, jak na ra­zie, nie miesz­ka­my w Niem­czech, w An­glii, nie jest to kraj Po­lin, jak gło­szą urzęd­ni­cy bę­dą­cy na sa­mej gó­rze, nie jest to rów­nież Nowy Izra­el ani Sta­ny Zjed­no­czo­ne. Ro­zu­miał­bym urzęd­ni­ka mło­de­go, za­chły­śnię­te­go za­cho­dem i jego oby­cza­ja­mi, zro­zu­miał­bym, gdy­by cho­dzi­ło o skom­pli­ko­wa­ne na­zwi­sko ob­co­kra­jow­ca, ale kie­dy le­ci­wy urzęd­nik, moż­na by rzec za­słu­żo­ny dla Pol­ski pra­cow­nik, z pol­skie­go na­zwi­ska: „Ka­sia Ko­wal­ska” robi: „Ka­sia Ko­wal­ski”, prze­cho­dzą mnie dresz­cze.

Swo­ją dro­gą, co na to fe­mi­nist­ki, któ­re z ta­kim za­cię­ciem wal­czy­ły o psy­cho­loż­kę, an­tro­po­loż­kę i tym po­dob­ne żeń­skie od­mia­ny, a któ­re wg mnie są nie­na­tu­ral­ne dla ję­zy­ka pol­skie­go i zu­peł­nie nie­po­trzeb­ną wa­ria­cją. Bo co niby jest lep­sze­go w ty­tu­le: „Na­ta­lia Gel­hor, psy­cho­loż­ka”, od „Na­ta­lia Gel­hor, psy­cho­log”? Imię jed­no­znacz­nie wska­zu­je na ko­bie­tę, a na­wet gdy­by go nie było, nic a nic nie ubli­ża ko­bie­tom mę­ska for­ma „psy­cho­log”. Wręcz prze­ciw­nie brzmi po­waż­niej i jak­by do­stoj­niej.

Święte krowy

Pro­blem urzęd­ni­ków w Pol­sce to pro­blem „Świę­tej Kro­wy”. Otrzy­maw­szy od na­ro­du tro­chę wła­dzy, urzęd­ni­kom na­gle od­bi­ja i wy­da­je im się, że są nie­ty­kal­ni, że mogą ro­bić co im się żyw­nie po­do­ba, bo prze­cież mają pod sobą sza­re­go oby­wa­te­la. W rze­czy­wi­sto­ści tak jed­nak nie jest, co na­pi­sa­łem już na sa­mym po­cząt­ku tego wpi­su. Urzęd­nik pań­stwo­wy to zwy­kły pra­cow­nik, bę­dą­cy na usłu­gach na­ro­du pol­skie­go.

W Pol­sce to na­ród wy­bie­ra swo­ich przed­sta­wi­cie­li, któ­rzy mają w jego imie­niu spra­wo­wać wła­dzę. Mi­ni­stro­wie, po­sło­wie, to ro­bot­ni­cy za­trud­nie­ni przez pol­skie spo­łe­czeń­stwo. Nie­ste­ty gru­pa ta ster­ro­ry­zo­wa­ła na­ród i kie­ru­jąc się wy­łącz­nie pro­gra­ma­mi par­tyj­ny­mi, a więc po­sze­rza­niem wła­dzy i wzbo­ga­ca­niem się kosz­tem spo­łe­czeń­stwa, ode­bra­ła głos Po­la­kom, a co za tym idzie – wol­ność.

Za­pa­mię­taj­my so­bie jed­no na całe ży­cie – pro­gra­my par­tyj­ne nie słu­żą na­ro­do­wi pol­skie­mu, lecz wal­czą­cym o przy­wódz­two par­tiom. Po­li­ty­cy nie są na­wet pa­trio­ta­mi, gdyż do­bro na­ro­du ko­li­du­je z ich wła­sny­mi prze­ko­na­nia­mi i żą­dza­mi (choć­by chę­cią spra­wo­wa­nia wła­dzy, ła­twym do­ro­bie­niem się ma­jąt­ku).

Pa­trio­ta sta­wia na pierw­szym miej­scu kraj i jego oby­wa­te­li, go­tów jest bro­nić oj­czy­znę za wszel­ką cenę i za nie­go umrzeć. Po­li­tyk zaś sta­wia na pierw­szym miej­scu swo­je­go par­tyj­ne­go przy­wód­cę i prze­ło­żo­nych wyż­sze­go szcze­bla, któ­rym hoł­du­je, do któ­rych się mo­dli, dla któ­rych zro­bi ab­so­lut­nie wszyst­ko, żeby tyl­ko za­trzy­mać lub osią­gnąć wyż­sze sta­no­wi­sko i cią­gnąć z nie­go jak naj­więk­sze zy­ski. To dla­te­go tak ła­two jest prze­ku­pić pol­skie­go po­li­ty­ka. To dla­te­go ten ucie­mię­żo­ny od po­ko­leń sło­wiań­ski na­ród wciąż i wciąż na nowo jest zdra­dza­ny.

Po­li­ty­ka to nie­usta­ją­ca wal­ka po­mię­dzy par­tia­mi. Wal­ka o przy­wódz­two. A więc wal­ka o pie­nią­dze. Ale tam gdzie pa­nu­je nie­zgod­na, gdzie jed­ni dru­gich pró­bu­ją wy­ko­rzy­stać i wy­strych­nąć na dud­ka, tam nie może być mowy o po­ko­ju, o ła­dzie, o do­bru Pol­ski i do­bru jego oby­wa­te­li. O po­rząd­ku na świe­cie.

Pa­trio­ta zwra­ca­jąc się do na­ro­du w ja­kiejś waż­nej spra­wie, po­wie: „Mamy pro­blem, mu­si­my wspól­nie go roz­wi­kłać. Bę­dzie­my po­trze­bo­wa­li wa­szych gło­sów”, da­jąc tym spo­so­bem de­cy­do­wać na­ro­do­wi o przy­szło­ści Pol­ski.

Po­li­tyk zaś po­wie: „Mamy pro­blem, ale nie mar­tw­cie się! Dzię­ki na­sze­mu pro­gra­mo­wi wszyst­ko za­ła­twi­my. Zdaj­cie się na nas”. I do­tąd będą wał­ko­nić ten te­mat za po­mo­cą me­diów, aż ciem­ny lu­dek znad Wi­sły chap­nie przy­nę­tę i do­bro­wol­nie pod­da się wła­dzy pa­trio­kra­tów.

Wra­ca­jąc do urzęd­ni­ków niż­sze­go szczebla, z któ­ry­mi mamy na co dzień do czy­nie­nia. Za­sta­na­wia mnie jed­no, dla­cze­go urzęd­nik bę­dą­cy fi­zycz­nie isto­tą ludz­ką nie może być przy oka­zji czło­wie­kiem? Pra­wym czło­wie­kiem, spra­wie­dli­wym, ma­ją­cym ho­nor. Dla­cze­go otrzy­maw­szy tro­chę wła­dzy z urzę­du, za­miast bro­nić pe­ten­ta, swe­go rze­czy­wi­ste­go pra­co­daw­cę, woli szar­gać swo­je imię, kła­mać wred­nie dla tych, któ­rzy ro­bią na gó­rze po­li­tycz­ny sza­cher-ma­cher, płasz­czyć się przed prze­ło­żo­ny­mi i od­bie­rać so­bie naj­więk­szą przy­jem­ność, jaką może mieć isto­ta ludz­ka – nieść po­moc po­trze­bu­ją­cym i czy­nić do­bro, bez ocze­ki­wa­nia na ja­ką­kol­wiek w za­mian gra­ty­fi­ka­cję.

To cie­ka­we, że wszy­scy od wszyst­kich wy­ma­ga­ją sza­cun­ku, do­bre­go za­cho­wa­nia, mi­łej ob­słu­gi w skle­pach czy w urzę­dach, a jed­nak ci sami lu­dzie, któ­rzy się tego tak moc­no do­ma­ga­ją, za­cho­wu­ją się na od­wrót.

Je­śli lu­dzie nie za­czną się zmie­niać od dołu, to ci na gó­rze będą co­raz gor­si, to zaś przy­nie­sie przy­szłym po­ko­le­niom więk­szą roz­pacz, nę­dze i ubó­stwo du­cho­we, al­bo­wiem jak zdro­we jest drze­wo, tak i zdro­we będą owo­ce jego.

Na ko­niec przy­po­mnij­my so­bie kil­ka słow­ni­ko­wych po­jęć.

Mi­ni­ster

Urzęd­nik na­czel­ny, za­rzą­dza­ją­cy pew­nym wy­dzia­łem za­rzą­du pań­stwa.

Z ła­ciń­skie­go – mi­ni­ster, do­słow­nie = słu­ga.

Zwróć­cie, pro­szę, uwa­gę na uży­te w ob­ja­śnie­niu sło­wo „za­rząd”, a nie „rząd”. Daw­ne słow­ni­ki (np. Sł. ję­zy­ka pol­skie­go – Jana Kar­ło­wi­cza) pra­wi­dło­wo na­zy­wa­ły ten twór pań­stwo­wy, ja­kim jest za­rząd, któ­ry współ­cze­śnie błęd­nie jest na­zy­wa­ny „rzą­dem”. A za­tem wy­bra­ni przez na­ród lu­dzie do za­rzą­dza­nia, a nie do rzą­dze­nia pań­stwem czy na­ro­dem, są li tyl­ko pra­cow­ni­ka­mi na usłu­gach Po­la­ków. Ni­czym wię­cej. Pan (su­we­ren) i słu­ga (rob, pa­rob), gdzie pa­nem jest na­ród pol­ski, a za­trud­nie­ni słu­dzy – to urzęd­ni­cy pań­stwo­wi.

Dla­cze­go wo­bec tego w Pol­sce jest od­wrot­nie? Dla­cze­go gru­pa wy­bra­nych przez na­ród lu­dzi rzą­dzi to­ta­li­tar­nie Po­la­ka­mi, nie li­cząc się ze zda­niem na­ro­du?

Dla­cze­go mi­ni­stro­wie – słu­dzy Po­la­ków – wie­lo­krot­nie chwa­lą się w me­diach pu­blicz­nie: „Mam 100, 300, 800 mi­lio­nów na to, czy na tam­to”, sko­ro tak na­praw­dę nie mają ni­cze­go. To nie są ich pie­nią­dze. To są pie­nią­dze ca­łe­go na­ro­du, ukra­dzio­ne temu na­ro­do­wi pod po­sta­cią po­dat­ków i naj­róż­niej­szych opłat, wrzu­co­ne na­stęp­nie do wspól­nej kasy, i któ­re po­win­ny słu­żyć Po­la­kom, a któ­re są bez zgo­dy pol­skie­go spo­łe­czeń­stwa pod­kra­da­ne i prze­zna­cza­ne na par­tyj­ne pro­gra­my i taj­ne cele ich par­tyj­nych ter­ro-przy­wód­ców (ter­ro-urzęd­nik – ter­ro­ry­sta skry­wa­ją­cy praw­dzi­we ob­li­cze pod przy­kryw­ką pra­cow­ni­ka ad­mi­ni­stra­cyj­ne­go, urzęd­ni­ka).

Dla­cze­go mi­ni­stro­wie w Pol­sce za­cią­ga­jąc mi­lio­no­we kre­dy­ty, nie py­ta­ją o zgo­dę Po­la­ków, czy wol­no im to zro­bić, i dla­cze­go nie roz­li­cza­ją się z na­ro­dem na co, po­szły te pie­nią­dze? Cze­mu jest to utaj­nio­ne? Dla­cze­go pa­rob, słu­ga, kry­je przed su­we­re­nem, na co wy­da­je jego cięż­ko za­ro­bio­ne pie­nią­dze?

Dla tych, któ­rym cięż­ko to so­bie uzmy­sło­wić:

Wy­obraź­cie so­bie, że za­trud­ni­li­ście słu­żą­ce­go (za­rząd RP), któ­re­go za­da­niem jest dbać o Wasz dom (Pol­ska), pod­czas gdy je­ste­ście za­ję­ci pra­cą, wy­po­czyn­kiem lub nie ma Was w miej­scu za­miesz­ka­nia. Co ja­kiś czas od­kry­wa­cie, że pie­nią­dze trzy­ma­ne w kre­den­sie (pań­stwo­wej ka­sie) zni­ka­ją. Raz gi­nie ich wię­cej, in­nym ra­zem mniej. Wie­cie, że robi to słu­żą­cy (za­rząd RP), ale ten wy­krę­ca­jąc się ta­jem­ni­cą służ­bo­wą, nie chce Wam zdra­dzić. Co zro­bi­li­by­ście, ma­jąc ta­kie­go nie­uczci­we­go słu­żą­ce­go w domu? Trzy­ma­li­by­ście go da­lej na służ­bie?

Osta­tecz­nie urzęd­ni­cy za­rzą­dza­ją­cy pań­stwem w imie­niu na­ro­du pol­skie­go, za­cią­ga­ją kre­dy­ty lub bio­rą so­bie z pań­stwo­wej kasy, ile chcą, kie­dy chcą i na co chcą, za­dłu­ża­jąc tym sa­mym ko­lej­ne po­ko­le­nia Po­la­ków i ro­biąc z nich wiecz­nych nie­wol­ni­ków.

Czy ta­kie po­stę­po­wa­nie ma coś w ogó­le wspól­ne­go z pa­trio­ty­zmem, z któ­re­go ci lu­dzie tak się szczy­cą i z któ­rym chcą się tak utoż­sa­miać? Z do­brem Po­la­ków? Z do­brem Pol­ski? Oso­bi­ście w to wąt­pię… Wróć, wg mnie ta­kie za­cho­wa­nie ab­so­lut­nie nic z pa­trio­ty­zmem wspól­ne­go nie ma.

Czy wy­my­śli­łem to so­bie? Po cóż miał­bym to ro­bić? O po­życz­kach, dłu­gach, o zde­frau­do­wa­nych pie­nią­dzach, o nie­uczci­wo­ści mi­ni­strów, po­słów, śred­nich i niż­sze­go szcze­bla urzęd­ni­ków, o skan­da­lach i afe­rach, o ko­rup­cji, aż się roi w me­diach. Mamy to prak­tycz­nie na po­rząd­ku dzien­nym, a je­śli o mnie cho­dzi, wo­lał­bym pi­sać te­raz o mi­ło­ści, o sta­wa­niu się lep­szym, o po­zna­wa­niu sie­bie i Rze­czy­wi­sto­ści, o du­cho­wym zgłę­bia­niu świa­ta, o pro­pa­go­wa­niu lep­sze­go ju­tra, albo po pro­stu pi­sać so­bie na­stęp­ne opo­wia­da­nie.

Po­seł

Czło­wiek wy­sła­ny w po­sel­stwie, de­le­gat, peł­no­moc­nik, przed­sta­wi­ciel, czyjś re­pre­zen­tant .

Wo­bec tego jest to oby­wa­tel pra­cu­ją­cy dla ko­goś, wy­ko­nu­ją­cy ja­kieś po­le­ce­nie w imie­niu ko­goś. Nie ma ab­so­lut­nie żad­nej wła­dzy, poza tą, któ­rą mu nadał pra­co­daw­ca, w na­szym przy­pad­ku – pol­ski na­ród.

A czy wi­dzi­cie w me­diach tych pysz­nią­cych się wła­dzą po­słów? Ile w nich za­wzię­to­ści i aro­gan­cji dla zwy­kłe­go Ko­wal­skie­go? Ko­wal­skie­go, któ­ry ich wy­brał, któ­ry jest ich pa­nem i któ­ry mie­siąc w mie­siąc wy­pła­ca im pen­sję.

Dla­cze­go w ta­kim ra­zie słu­ga przy­jął wo­bec su­we­re­na rolę „Świę­tej Kro­wy”? Dla­cze­go pan musi się kła­niać swo­je­mu pa­rob­ko­wi i zda­wać się na jego ła­skę? Czy wi­dzi­cie, w czym tkwi pro­blem?

Do­pó­ki ta sy­tu­acja bę­dzie mia­ła miej­sce, Po­la­cy będą wy­ko­rzy­sty­wa­ni przez urzęd­ni­ków i spro­wa­dza­ni do roli pod­wład­nych.

Dla­te­go, Po­la­ku, na­ma­wiam. Obudź się wresz­cie i prze­stań bać się urzęd­ni­ków. Je­śli nie dla sie­bie to zrób to przy­naj­mniej dla swo­ich dzie­ci, żeby nie mu­sia­ły w przy­szło­ści cho­dzić w jarz­mie nie­wol­nic­twa i spła­cać mi­lio­no­wych dłu­gów na­ro­bio­nych przez garst­kę zdraj­ców i ter­ro-urzed­ni­ków.

PS. Przy­chy­lam się rów­nież do su­ge­stii Prze­my­sła­wa Han­ku­sa, auto­ra tek­stu: Sło­wa ma­ją zna­cze­nie, że w miej­sce urzęd­ni­ka na­le­ży wpro­wa­dzić słowo „słu­żeb­nik”, ozna­cza­ją­ce daw­niej słu­żą­ce­go (żeń­ska for­ma: słu­żeb­nicz­ka), a urzę­dy prze­mia­no­wać na „słu­żę­dy”. Nie tyl­ko się przy­chy­lam, ale od dziś wpro­wa­dzam w ży­cie te zwro­ty i nimi będę opero­wał w swo­ich tek­stach i w mo­wie.

KSU – Kiedy Naród Umiera (Dwa Narody, 2014)

 

Radomir Gelhor