Niewidzialny świat

Print Friendly, PDF & Email

Mogę się tyl­ko do­my­ślać, że więk­szość lu­dzi nie za­sta­na­wia się nad tym, czy ist­nie­je świat nie­wi­dzial­ny, bę­dą­cy poza per­cep­cją na­szych zmy­słów. Na pew­no in­te­re­su­ją się tym ezo­te­ry­cy, spi­ry­ty­ści i oso­by zgłę­bia­ją­ce isto­tę bytu. Ro­bią to lu­dzie na­uki po­szu­ku­ją­cy od­po­wie­dzi na nie­wy­tłu­ma­czal­ne zja­wi­ska w przy­ro­dzie, osob­ni­cy nad­wraż­li­wi na do­cie­ra­ją­ce do nich bodź­ce z oto­cze­nia oraz twór­cy po­wie­ści fan­ta­stycz­nych, two­rzą­cy w swo­ich opo­wia­da­niach świa­ty rów­no­le­głe, wy­my­ślo­ne lub czę­ścio­wo wy­my­ślo­ne, opar­te na do­wo­dach i/lub prze­słan­kach na­uko­wych, acz zmo­dy­fi­ko­wa­ne na po­trze­by książ­ki.

duch
Image by Twighlightzone from Pixabay

Czy jed­nak świat nie­wi­dzial­ny to tyl­ko fik­cja li­te­rac­ka? Wy­mysł sza­lo­nych umy­słów? Lu­dzi na­wie­dzo­nych lub po­grą­żo­nych w fan­ta­sma­go­rycz­nych uro­je­niach albo naj­zwy­klej­szych ma­rze­niach? A jed­nak to, że cze­goś nie wi­dzi­my, wca­le nie ozna­cza, że tego nie ma.

Weź­my, cho­ciaż­by prąd elek­trycz­ny. Wie­my, że prze­pły­wa w prze­wo­dzie, a mimo to nie mo­że­my go zo­ba­czyć. Na­wet gdy­by pły­nął w prze­źro­czy­stych prze­wo­dach, by­ło­by to dla nas bez zna­cze­nia. Do­pie­ro pod­łą­cze­nie urzą­dze­nia po­mia­ro­we­go lub szok wy­wo­ła­ny po­ra­że­niem elek­trycz­nym uzmy­sła­wia­ją nam, że jed­nak coś w tym prze­wo­dzie so­bie pły­nie.

Do świa­ta nie­wi­dzial­ne­go na­le­żą fale ra­dio­we, mi­kro­fa­lo­we czy dźwię­ko­we, pro­mie­nio­wa­nie ciepl­ne, po­ru­sza­ją­ce się czą­stecz­ki w obiek­tach ma­te­rial­nych, ale tak­że świat mi­kro­or­ga­ni­zmów, któ­ry ob­ser­wu­je­my za po­mo­cą mi­kro­sko­pów elek­tro­no­wych. Tam gdzie nie do­cie­ra­ją na­sze zmy­sły, wspo­ma­ga­my się co­raz czę­ściej wy­ra­fi­no­wa­ną apa­ra­tu­rą elek­tro­nicz­ną, i im głę­biej za­glą­da­my w świat nie­wi­dzial­ny, tym wię­cej od­kry­wa­my rze­czy nie­zwy­kłych. Je­dy­ną prze­szko­dą do ba­dań nad co­raz now­szy­mi „świa­ta­mi” jest nie­ste­ty na­sza ogra­ni­czo­na wie­dza i tech­no­lo­gie, któ­re po­wstrzy­mu­ją nas przed zo­ba­cze­niem tego, cze­go zo­ba­czyć nie spo­sób, cze­go nie moż­na się na­wet do­my­ślić, że ist­nie­je.

Dowody naukowe

Bar­dzo czę­sto sły­szę ta­kie oto stwier­dze­nie: „udo­wod­nio­no na­uko­wo” lub „nie udo­wod­nio­no na­uko­wo”. Ale cóż to zna­czy „udo­wod­nio­no na­uko­wo”? Prze­cież na­uka, jaką zna­my, jest na po­zio­mie eks­pe­ry­men­tal­nym i to, co dziś wy­da­je się fak­tem, do­wo­dem na­uko­wym, ju­tro może oka­zać się to­tal­ną bzdu­rą. Dzie­je się tak dla­te­go, że w więk­szo­ści przy­pad­ków nie po­sia­da­my wy­star­cza­ją­cej tech­no­lo­gii, żeby ogar­nąć cały za­kres ba­da­ne­go przed­mio­tu. Wy­bie­ra­my za­le­d­wie wy­ci­nek z ca­ło­ści i na pod­sta­wie tego wy­im­ka(ów) pró­bu­je­my do­pi­sać resz­tę wnio­sków za po­mo­cą do­my­słów i teo­rii. Czy to jest wo­bec tego na­uka? Mo­że­my ją oczy­wi­ście na­zy­wać na­uką, ale nie ozna­cza to jesz­cze, że mamy do czy­nie­nia z fak­tem.

Fak­tem może być na przy­kład, że sub­stan­cja che­micz­na zwa­na po­wszech­nie le­kiem o na­zwie „X” po­ma­ga lu­dziom w nad­ci­śnie­niu. Fak­tem może być, że ta sama sub­stan­cja w ko­re­la­cji z le­kiem „Y” jest bez­piecz­na, ale nie zna­czy to, że bę­dzie tak samo bez­piecz­na z sub­stan­cją o na­zwie „Z”. Nie ozna­cza to rów­nież, że ten lek po­mo­że każ­de­mu. Co wię­cej, wie­le ta­kich „le­ków” zo­sta­je po ja­kimś cza­sie wy­co­fa­nych ze sprze­da­ży, gdyż oka­zu­je się, że są nie­bez­piecz­ne dla zdro­wia i ży­cia pa­cjen­tów.

Za­tem, ile jest war­te stwier­dze­nie „sku­tecz­ność/bez­pie­czeń­stwo udo­wod­nio­ne na­uko­wo” lub „prze­ba­da­no kli­nicz­nie”, sko­ro osta­tecz­nie jest to fałsz i cała ta na­uka nie jest war­ta zła­ma­ne­go gro­sza. Na­su­wa się pro­ste py­ta­nie – czy to na­uka się po­my­li­ła, czy też może zo­sta­li­śmy zma­ni­pu­lo­wa­ni i ce­lo­wo w błąd wpro­wa­dze­ni? Zo­staw­my jed­nak to py­ta­nie bez od­po­wie­dzi i wróć­my do te­ma­tu.

Kolory i dźwięki

Nie ma chy­ba czło­wie­ka, któ­ry nie wie­dział­by, że ist­nie­ją ko­lo­ry i czę­sto­tli­wo­ści dźwię­ków spo­za na­sze­go prze­dzia­łu wi­dze­nia i sły­sze­nia. W świe­cie zwie­rząt i owa­dów ko­lo­ry od­gry­wa­ją dużo więk­szą rolę niż w ży­ciu lu­dzi, to­też wi­dzą one wię­cej. To samo do­ty­czy dźwię­ków. Moż­na po­wie­dzieć, że w pew­nym sen­sie je­ste­śmy upo­śle­dze­ni, a jed­no­cze­śnie chcąc nie chcąc mu­si­my przy­znać, że Rze­czy­wi­stość nie jest taka, jaką wi­dzi­my, sły­szy­my i czu­je­my.

Sko­ro ist­nie­ją nie­wi­dzial­ne dla nas ko­lo­ry i nie­sły­szal­ne dźwię­ki, dla­cze­go nie mia­ły­by ist­nieć stwo­rze­nia i obiek­ty cał­ko­wi­cie lub czę­ścio­wo dla nas nie­wi­docz­ne? Ktoś może po­wie: „Dla­cze­go w ta­kim ra­zie do tej pory nie wpa­dłem na taki obiekt?”, ale dla­cze­go do­myśl­nie za­kła­da­my, że obiek­ty nie­wi­dzial­ne mu­szą mieć tę samą bu­do­wę co świat wi­docz­ny?

Za­łóż­my, że nie­wi­dzial­ne ro­śli­ny, zwie­rzę­ta czy obiek­ty wi­bru­ją z inną czę­sto­tli­wo­ścią, zbyt szyb­ką, że­by­śmy mo­gli je do­strzec, jak rów­nież zbu­do­wa­ne są z „luź­niej­szych” czą­ste­czek, ich „cia­ła” są bar­dziej ete­rycz­ne, prze­ni­kal­ne, nie two­rzą zwar­tych kon­struk­cji. W ta­kim przy­pad­ku byty te mo­gły­by prze­ni­kać bez­pro­ble­mo­wo przez ma­te­rię i na od­wrót. Wpa­da­jąc na nie, nie by­li­by­śmy w sta­nie cze­go­kol­wiek po­czuć, chy­ba że…

Chy­ba że na­le­ży­my do lu­dzi nie­zwy­kle wraż­li­wych i po­tra­fi­my je zo­ba­czyć, usły­szeć lub po­czuć. Czy tacy lu­dzie ist­nie­ją? Nikt o zdro­wych zmy­słach się do tego nie przy­zna, po­nie­waż spo­łe­czeń­stwo uzna­ło­by go za wa­ria­ta, a w naj­lep­szym przy­pad­ku za dzi­wa­dło i fan­ta­stę. Już samo przy­zna­nie się do tego, że wi­dzi się aurę, wy­wo­łu­je ol­brzy­mie po­ru­sze­nie wśród słu­cha­czy, zdu­mie­nie i nie­rzad­ko kpi­ny. Nie może więc dzi­wić ni­ko­go, że tego typu te­ma­ty po­ru­sza się wy­łącz­nie w gro­nie bli­skich so­bie osób, naj­czę­ściej zresz­tą in­te­re­su­ją­cych się ezo­te­ry­ką.

Dla­cze­go tak się dzie­je? Bo „nie ma na to na­uko­wych do­wo­dów”. I to jest już wy­star­cza­ją­cy po­wód, żeby wy­śmie­wać, kpić i po­ni­żać lu­dzi „wi­dzą­cych ina­czej”.

Z tego po­wo­du ci­sną się na usta ko­lej­ne py­ta­nia. Dla­cze­go nie bada się tych rze­czy? A może się bada, ale się tego nie ujaw­nia? Co by się sta­ło bo­wiem, gdy­by każ­dy czło­wiek na­gle umiał do­strzec za po­mo­cą któ­re­goś ze zmy­słów kłam­stwo dru­gie­go czło­wie­ka? Pew­nie ze wsty­du prze­sta­li­by­śmy kła­mać. Ale jak tu nie kła­mać w sys­te­mie opar­tym na pie­nią­dzu? W sys­te­mie chci­wo­ści, kon­ku­ren­cji. Po co uczyć lu­dzi, jak roz­po­zna­wać kłam­stwo, sko­ro ko­li­du­je to z wia­rą w boga-pie­nią­dza i z sys­te­mem nie­wol­nic­twa?

Wielka niewiadoma

A co by się sta­ło, gdy­by­śmy pew­ne­go dnia od­kry­li, że je­ste­śmy tyl­ko po­kar­mem dla nie­wi­dzial­nych by­tów, któ­re ho­du­jąc nas, ni­czym my ho­du­je­my by­dło, krad­ną na­szą ener­gię. Albo znaj­du­je­my się w ko­smicz­nym la­bo­ra­to­rium, gdzie do­ko­ny­wa­ne są eks­pe­ry­men­ty na nie­świa­do­mych isto­tach ludz­kich? Czy zdo­byw­szy taką wie­dzę, umie­li­by­śmy jesz­cze żyć nor­mal­nie? Czy po­go­dzi­li­by­śmy się z tą strasz­li­wą my­ślą? Jak za­re­ago­wali­by­śmy na tę wia­do­mość, sko­ro wy­da­je się nam, że je­ste­śmy na szczy­cie ewo­lu­cji i przo­du­je­my we Wszech­świe­cie?

Dla­cze­go w ogó­le uwa­ża­my, że ży­je­my? Czy tyl­ko dla­te­go, że wi­dzi­my, sły­szy­my, czu­je­my? Że od­dy­cha­my, jemy i sma­ku­je­my? A gdy­by­ście się do­wie­dzie­li pew­ne­go dnia, że je­ste­śmy… ale po­mi­nie­my tę myśl, bo jest na­zbyt przy­kra…

Czy Świat Rze­czy­wi­sty (Rze­czy­wi­stość) jest toż­sa­my z na­szym Świa­tem Nie­rze­czy­wi­stym? Oba­wiam się, że nie jest. Jest wie­le do­wo­dów, któ­rych nie spo­sób do­wieść na­uko­wo, że to, co jest, nie jest tym, co jest. Dla­cze­go jed­nak tak za­wzię­cie od­rzu­ca­my wszyst­ko, cze­go nie daje się lo­gicz­nie wy­tłu­ma­czyć? Cze­mu zwal­cza­my „in­ność” u lu­dzi wy­bi­ja­ją­cych się z sza­rej masy spo­łe­czeń­stwa, od­zna­cza­ją­cych się umie­jęt­no­ścia­mi z po­gra­ni­cza SF? Czy tyl­ko dla­te­go, że nie po­tra­fi­my zro­bić tego sami, zro­zu­mieć jak to dzia­ła, w jaki spo­sób funk­cjo­nu­je? A może po pro­stu za­zdro­ści­my im tego daru?

Praw­dą jest to, że czło­wiek nie­wie­le jesz­cze wie o świe­cie, w któ­rym żyje. Po­mi­mo co­raz bar­dziej za­awan­so­wa­nej tech­no­lo­gi i przy­rzą­dów po­mia­ro­wych, nie po­tra­fi­my od­po­wie­dzieć na naj­prost­sze py­ta­nia do­ty­czą­ce świa­ta przy­ro­dy i nas sa­mych. Np. wie­dza o ko­smo­sie jest czy­sto teo­re­tycz­na i taką po­zo­sta­nie, do­pó­ki nie za­cznie­my fak­tycz­nie eks­plo­ro­wać ko­smo­su, ale na­wet wte­dy bę­dzie­my wciąż i wciąż ogra­ni­cza­ni na­szą skrom­ną wie­dzą, któ­rą tak szum­nie na­zy­wa­my na­uką, i „pry­mi­tyw­ny­mi” mó­zga­mi, za­mknię­ty­mi w prze­strze­ni cza­su, tj. w prze­szło­ści.

A gdy­by­ście się ju­tro prze­bu­dzi­li i od­kry­li, że wi­dzi­cie nie­wi­dzial­ne, sły­szy­cie nie­sły­szal­ne i czu­je­cie nie­wy­czu­wal­ne. Jak by­ście wte­dy za­re­ago­wa­li, wi­dząc świat w in­nych ko­lo­rach, w in­nej rze­czy­wi­sto­ści, w no­wej od­sło­nie? Czy po­bie­gli­by­ście ogło­sić to świa­tu? Po­chwa­lić się zna­jo­mym, przy­ja­cio­łom i ro­dzi­nie? Szcze­rze mó­wiąc, wąt­pię. Strach przed po­tę­pie­niem i od­rzu­ce­niem nie po­zwo­lił­by Wam na to. Po co więc komu umie­jęt­no­ści wi­dze­nia sko­ro i tak nie wy­ko­rzy­stał­by ich, a tym sa­mym nie po­mógł ludz­ko­ści wy­dźwi­gnąć się z ciem­no­ty, za­co­fa­nia i współ­cze­sne­go śre­dnio­wie­cza? Po co dar wi­dze­nia czło­wie­ko­wi, któ­ry za­miast wy­ko­rzy­stać go do bu­do­wy lep­sze­go ju­tra, uży­wał­by go do pry­wat­nych, ego­istycz­nych ce­lów?

Czy to wła­śnie nie po­wód, dla któ­re­go tak mało lu­dzi do­świad­cza prze­bu­dze­nia? Bo sko­ro nie masz nic do za­ofe­ro­wa­nia Świa­tu, to cze­mu Świat miał­by ob­da­ro­wać Cię wy­jąt­ko­wy­mi umie­jęt­no­ścia­mi? Czy nie by­ło­by to mar­no­traw­stwo ze stro­ny Na­tu­ry?

Wy­obraź­my so­bie cu­dow­ną, le­czą­cą z wszel­kich do­le­gli­wo­ści mik­stu­rę, któ­rą w nie­zwy­kły spo­sób po­sie­dli­śmy dzię­ki Pra­wom Na­tury. Zamiast jed­nak od­dać ją spo­łe­czeń­stwu, trzy­ma­my ją dla sie­bie i le­czy­my lu­dzi po kry­jo­mu. Dla pie­nię­dzy, dla sła­wy, dla przy­jem­no­ści. Czy wo­bec tego ta­kie po­stę­po­wa­nie jest uczci­we? Czy tym spo­so­bem nie za­prze­pa­ści­li­śmy szan­sy czy­nie­nia do­bra? Czy taki czło­wiek po­wi­nien w ogó­le otrzy­mać dar le­cze­nia, je­śli nie po­tra­fi wy­zbyć się chci­wo­ści?

Rzemieślnicy

Spo­ty­kam lu­dzi, któ­rzy mó­wią: „Chciał­bym umieć to, czy tam­to. Mieć taki lub inny dar, bo wte­dy…”. Ale co wte­dy? Ano, naj­czę­ściej wte­dy lu­dzie ci od­wo­łu­ją się do swo­ich ego­istycz­nych po­bu­dek i na­tych­miast chcą tym da­rem za­ra­biać na ży­cie, albo za po­mo­cą tego daru ze­mścić się na kimś za od­czu­wa­ną krzyw­dę, albo do­stą­pić wy­wyż­sze­nia się. Co by to jed­nak było, źró­dłem tych pra­gnień jest za­wsze EGO i mi­łość własna. Czy za­tem po­win­no nas dzi­wić, że lu­dzie ob­da­rze­ni „ta­len­ta­mi” koń­czą, jak koń­czą? Że za­trzy­mu­ją się na dro­dze du­cho­we­go po­stę­pu i sta­ją się mar­ny­mi rze­mieśl­ni­ka­mi. Wy­rob­ni­ka­mi za­ra­bia­ją­cy­mi na otrzy­ma­nym przez Na­tu­rę da­rze, nie­wno­szą­cy­mi do Świa­ta żad­nych twór­czych war­to­ści i żad­nych zmian na lep­sze.

Od­kry­wa­nie Rze­czy­wi­sto­ści to od­kry­wa­nie Praw­dy w nas sa­mych. To zgłę­bia­nie wła­sne­go wnę­trza po­przez wni­kli­wą ob­ser­wa­cję i od­ry­wa­nie fał­szu od praw­dy. Wraz z ro­sną­cą świa­do­mo­ścią od­sło­nie ule­ga­ją ko­lej­ne frag­men­ty Rze­czy­wi­sto­ści, od­pa­da­ją złu­dze­nia i od­rzu­ca­ny jest ba­last prze­szło­ści, ro­dzi się nowe, a wraz z nim wy­ostrza się wi­dze­nie. Wi­dze­nie Świa­ta Nie­wi­dzial­ne­go, ukry­te­go za pa­ra­wa­nem ilu­zji. Świa­ta nie­ko­niecz­nie mi­łe­go i nie za­wsze ta­kie­go, ja­kie­go by­śmy so­bie ży­czy­li.

Wpis ten de­dy­ku­ję wi­dzą­cym ina­czej

Żółty róg

Radomir Gelhor