Żyła sobie baba

Żyła sobie jedna baba. Miała dwóch synów, jedną córkę i kilkoro wnucząt ze strony starszego syna, albowiem młodszego zabili jej zbójnicy, córka zaś, nie pozostawiając po sobie dzieci a wnucząt na pociechę babie, utonęła w Wiśle.

Nie łatwe to było życie. Bez męża, boć szybko owdowiała, harowała najpierw dla dzieci, później dla jedynego syna i wnucząt, wierząc, że staną się jej podporą na starość i zapłatą za matczyną i babciną miłość.

Ale w życiu jak to w życiu. Niewiele w nim bajki, niedużo radości, romantyzmu jak na lekarstwo, a rodzina jak głosi przysłowie – najlepiej wychodzi na zdjęciu.

Kiedy syn wyjechał do większego miasta, baba się rozchorowała i rzadko kto do baby zaglądał, bo i potrzeby takiej nie było, i niewiele z baby korzyści dla syna i wnucząt płynęło, a starość i choroba straszyła wyglądem i trzymała rodzinę z dala od baby.

Mijały tygodnie, miesiące i lata. Baba się zestarzała, wnuczki dorosły. Jagusia, jedna z wnuczek wyszła za mąż i, niespodziewanie zwaliła się do babcinej chaty. Tam za namową swojego ukochanego mężusia Tuptusia rozpoczęła własne, totalitarne rządy, nadając babie status zbędnego grata, którego najchętniej by się pozbyli, a który ograniczał im przestrzeń życiową, krępował i dusił młodzieńcze instynkty, nie pozwalał się rozwinąć miłosnym fantazjom, cieszyć nieskrępowaną swobodą i niezależnością od starego, zbutwiałego ramola.

Ale baba, choć schorowaną i starą była, bo ósmy krzyżyk na karku miała, postanowiła się bronić przed złodziejskim nasieniem, przed psim traktowaniem oraz wypędzeniem jej do domu starców. Zbuntowawszy się tyrani wnusi Jagusi i jej mężusia Tuptusia, wystąpiła na wojenną ścieżkę, stawiając sprawę jasno i otwarcie – albo oni, albo ona. I że prędzej padnie trupem, niż oni pozostaną w jej mieszkaniu.

A że umysł miała sprawny, pomyślała, podumała i udała się do starego imć Kozłowskiego, emerytowanego sędziego, który to wysłuchawszy starowinki, uroniwszy kilka łez nad dolą baby, poklepał ją po przyjacielsku i oznajmił, iżby się niczym nie przejmowała i do domu wracała, albowiem on już wie, co zrobić i jak temu zaradzić.

Wkrótce odbyła się rozprawa, sąd zawyrokował i uwolnił babę od pasożytniczego współżycia z wnuczką i jej mężem, pozostawiając jednakże w sercu staruszki niewymowny smutek i głęboki żal do syna za to, że musiała przeciwko niemu i wnuczkom procesować się w sądzie o swoje.

Niby bajka, a jednak nie bajka

Niestety historia opowiedziana powyżej jest oparta na faktach i jest jedną z wielu setek i tysięcy tragedii, które rozgrywają się w rodzinnych gniazdach. Z dala od oczu osób trzecich, niezwiązanych ze sprawą.

Słowa czynią cuda

Znam tę sprawę, bo znam i babę. Przyszła do mnie jednego razu i choć mnie nie znała, poprosiła o pomoc. Pomogłem raz, pomogłem i drugi, niedawno pomogłem i trzeci, a przy tej okazji dowiedziałem się od baby, że to właśnie moje słowa, których dziś już nawet nie pamiętam, sprawiły, że postanowiła zawalczyć o swoje, postawić się Jagusi, odważnie zbuntować się Tuptusiowi i co najważniejsze wygrać.

Ileż jest jednak w Polsce spraw przegranych? Ileż starych ludzi zepchniętych do roli mebla lub posługaczy. Iluż synów i córek dręczy swoich rodzicieli dla domu lub mieszkania, gospodarstwa lub działki, dla samochodu, emerytury lub renty. Dla bezwartościowych, materialnych śmieci.

Kiedy widzę rodziny pasożytujące na staruszkach, ludzi niemających szacunku dla osób starszych, to zastanawiam się wtedy, na jakim poziomie duchowym są te istoty ludzkie. Jak nisko upadły, jak się spodliły, jak zniewolone są materią, jak bardzo szpetne są ich dusze, jakie mają skamieniałe serca i jak bardzo wyzbyte są dobra, wrażliwości, miłosierdzia czy miłości.

Negatywne zmiany

Przykro jest widzieć negatywne zmiany zachodzące w Polakach. Dawniej lud może i prosty, ale szczery, pomocny, niezawistny; dziś chciwy, złośliwy i zazdrosny, wilkiem patrzący, cieszący się nieszczęściem drugich.

Jest nawet taki niepisany obyczaj w Polsce, że jeśli jakiś Polak się wybije z szarego tłumu zawistnych pobratymców, to zaraz wszyscy się na nie go rzucają z pazurami i kłami. Byle tylko nie osiągnął sukcesu, byle mu się nie powiodło, byle nie było mu lepiej od reszty.

Taka to przykra polska mentalność, którą przyjęliśmy od obcych nacji, w odległych bardzo czasach, kiedy Słowiańszczyzna, a co za tym idzie Lechia, zaczęła otwierać granicę dla obcej kultury i obcego kapitału. Kiedy świat chrześcijański z jednej strony nauczał prostoty i ubóstwa, a z drugiej hołdował mamonie, kiedy przyjęliśmy uciekających z pogromów Żydów, odpłacających nam się za dobroć kłamstwem, obłudą i lichwą.

Gdyby Słowianie zostali Słowianami, dziećmi Roka, Najwyższej niecielesnej Istoty, Konstruktora Wszechświatów, gdyby zostali synami i córami Słońca i Matki Ziemi, a nie wcisnęli się w ciasne, niedopasowane skóry i mentalność obcokrajowców, mielibyśmy dzisiaj silny i zdrowy naród, potężne państwo o wyjątkowej strukturze i lud o nieprzeciętnej mocy duchowej.

Papierowa ojczyzna

A tymczasem mamy papierowe państwo polskie. Suwerenne bez suwerenności. Podobno nieżydowskie, a jednak dowodzone przez przedstawicieli „narodu wybranego” z Izraela i Ameryki. Obsługiwane przez miernej jakości służebników o podwójnej moralności, kolaborujących z niepolskimi korporacjami na rzecz obcych mocarstw. Skłócających nas ze sobą, namawiających do nie naszej wojny.

O bogowie! Co się stało z tym krajem? O bogowie! Co się stało z tym ludem?

Czy patrząc na ojca narodu, na zarząd wybrany w imieniu Polaków, którzy to będąc u sterów władzy, dorabiają się kosztem polskiego społeczeństwa, którzy sprzedają Polskę na prawo i lewo, których interesy prywatne biorą górę nad dobrem ogółu, czy może nas dziwić, iż tu na dole, tu gdzie jesteśmy, w miastach, wsiach, zakładach pracy, w szkolnych klasach czy w rodzinach panuje moralny rozkład? Że jeden drugiemu skacze do gardła i wydziera pozostałe ze stołu resztki?

Duża i mała skala

Musashi Miyamoto, najsłynniejszy szermierz Japonii, niepokonany samuraj i wybitny strateg wojenny, nauczał, że wszystko można wykazać za pomocą dwóch skali. Małej i dużej.

Posługując się jego rozumowaniem, możemy przedstawić w małej skali przeciętną polską rodzinę, w której młodsi członkowie wykorzystują do własnych celów starszych, oraz w dużej skali kraj rządzony przez służebników (nie)polskich żerujących na narodzie polskim.

Również kradzieże i rozboje na dole, wśród pospólstwa prezentowane są w małej skali, podczas gdy kradzieże i rozboje na górze, na szczycie, u władzy i przez władze, przedstawia się za pomocą dużej skali.

Różnic w zasadzie żadnych nie ma. Tu złodziej, tam złodziej. Tu szubrawiec, tam szubrawiec, tu rozbójnik, tam rozbójnik. Tyle że te zjawiska występują w innej skali, na innym poziomie, przy użyciu innych narzędzi.

Zbrodniarz na dole używa prymitywnej pałki, noża lub pistoletu, zbrodniarz na górze wynajmuje odpowiednie służby, te zaś mając szerokie pole do popisu, kreują tragiczne wypadki, seryjne samobójstwa; albo wprowadza zaplanowaną zbrodnię za pomocą odpowiedniej ustawy, np. obowiązku szczepień noworodków; zezwoleń na stosowanie przez przemysł spożywczy lub rolnictwo substancji chemicznych, szkodliwych dla zdrowia, podstępnie zabijających; nie dopuszczając do stosowania w medycynie alternatywnych metod leczenia i tak dalej, i tak dalej.

Jak wobec tego ma się nie zepsuć społeczeństwo polskie, skoro ryba psuje się zawsze od głowy? I ta głowa tak już śmierdzi, że naród przesiąknięty cuchnącym odorem, pijany od politycznych afer, skandali i korupcji, sam zaczyna dopuszczać się najcięższych grzechów.

A jednak polityk, rabując, niszcząc lub odbierając innym życie, czuje się bezkarny, w nosie ma wszelkie przepisy i ustawy, podczas gdy na dole za kradzież przysłowiowego cukierka idzie się do ciupy na długie, długie lata.

Ot, taka sobie polska sprawiedliwość, takie nierówne prawo dla nierównych ludzi.

Wrogowie normalności

Wróćmy jednak do szacunku dla osób starszych. Skąd się bierze ta wzrastająca niechęć do ojca, matki, dziadków? Czy tylko pieniądze są temu winne? Jakie są inne powody tego stanu rzeczy?

Obawiam się, że jest coś dużo gorszego od chciwości. To obojętność i agresja wpajana Polakom za pośrednictwem mediów, szczególnie telewizji, telewizji polskojęzycznej, niepolskich nadawców. Wystarczy prześledzić program telewizyjny, żeby przekonać się naocznie, jak wiele programów służy odmóżdżaniu Polaków, jak wiele stacji prześciga się w coraz to nowszych, debilnych programach czyniących z ludzi chodzące zombie.

Agresja poprzez kłótnie, rodzinne konflikty, zdrady, zazdrość, złośliwość i zemsty oraz oczywiście zrobotyzowany seks, który obrany z jakichkolwiek uczuć i wartości, wpajany jest młodym ludziom, przekonując ich, że takie zachowania są naturalne, a przede wszystkim zdrowe dla ciała i psychiki.

O jakże chciałbym krzyczeć, wyrwać te plugawe języki tym, którzy niszczą ludzkie dusze i robią z młodzieży polskiej wszeteczników i wiecznych niewolników, ale cóż ja mogę…

Małolaty; Ukryta prawda; Dlaczego ja?; Zdrady; Sekrety rodzinny; Królowie kiczu; Magia nagości; Love Island. Wyspa miłości; Słoiki; Apetyt na miłość; Sąd rodzinny; Gry małżeńskie; Wkręceni w randkę i wiele, wiele innych.

To tylko fragmencik tytułów tego typu programów, których jest całe zatrzęsienie w telewizji i których wciąż i wciąż przybywa, niszcząc w ludziach normalność, zaszczepiając wspomnianą wyżej agresję, nerwową nadpobudliwość, zazdrość czy złośliwość, uzależniając od seksu…

Nienormalne zachowania

Mieliśmy okazję obserwować ludzi krzyczących do ekranu telewizora, wyzywających występujących tam aktorów, unoszących się gniewem lub zrozpaczonych i załamanych.

Czy takie zachowania mogą być zdrowe dla ludzi? Czy tego typu emocje, wywoływane za pomocą, powtórzymy to raz jeszcze, debilnych programów, mogą stworzyć zdrowe, nieskażone i nieupośledzone społeczeństwo?

Jeśli uważacie, że te programy nikomu nie szkodzą, to skąd ten nagły wysyp poradni psychologicznych dla dzieci i młodzieży, skąd tyle obojętności wśród ludzi, skąd rosnący kretynizm wśród uczniów, nagły spadek inteligencji, bezmyślność, wzajemna wrogość i seksizm wśród najmłodszych?

Czyżby wyniosły te marności z rodzinnych domów? Od rodziców, dziadków, najbliższych? Chyba nie nauczyła ich tego szkoła, nie wpoili nauczyciele?

Dziecko kontra dorosły

Tyle się mówi w mediach o ochronie dzieci przed przemocą w rodzinie, wypaczając termin przemocy, rozciągając ją na jakąkolwiek czynność związaną z karą fizyczną.

Na przykład klaps stał się przestępstwem, podczas gdy kiedyś zasłużony, powtarzam zasłużony, nie taki, w którym matka pierze dziecko na ulicy, tylko za to, że marudzi i prosi o zabawkę, co miałem okazję zaobserwować, był formą dyscyplinowania dzieci i nastolatków.

Nie wspominając już o nauczycielach „uczących” linijkami posłuszeństwa rozwydrzone dzieciaki…

Absolutnie nie namawiam do fizycznego karania dzieci, albowiem uważam, że dzieci trzeba przede wszystkim dobrze wychowywać, rozmawiać z nimi, tłumaczyć, dawać dobry przykład, być dla nich więcej przyjacielem niż rodzicem.

Z drugiej jednak strony, kiedy patrzę na obecną sytuację i przyglądam się zachowaniu dzieci, a szczególnie młodzieży, która mając za sobą prawo nietykalności cielesnej, wykorzystuje ten przywilej, doprowadzając do patologicznych wręcz sytuacji, gdzie dorosły staje się ofiarą a młody człowiek agresorem, opadają mi ręce i czuję bezsens całej tej ideologi, skonstruowanej li tylko po to, żeby zezwolić młodym ludziom, robić co im się żywnie podoba, zepchnąć rodzica wyłącznie do roli żywiciela, nauczyciela do roli biernego wykładowcy, dorosłemu odebrać broń do walki z młodzieżową agresją, a psychologom i psychiatrom wypełnić mamoną kieszenie.

Pewna staruszka widziała kiedyś włamujących się do samochodu nieletnich. Zwróciła im uwagę, czego odpowiedzią było: „Tylko powiedz coś k…wo policji, a zajebiemy cię”. Kiedy w jej obronie stanął słyszący to mężczyzna, reakcja młodzieńca była natychmiastowa: „tknij mnie tylko, a powiemy, że jesteś pedofilem i że…”, reszta słów nie nadaje się do publikacji.

Jeden mężczyzna wyszedł wieczorem na spacer. Po przechadzce usiadł na ławce, zamknął oczy i wsłuchał się w odgłosy nocy. Po chwili podeszła do niego podpita trzynastolatka i zapytała:

— Dlaczego mi się przyglądasz?

— A skąd wiesz, że ci się przyglądam — odpowiedział, zdumiony jej zachowaniem.

— Przecież, ku…wa, widzę, że cały czas się na nas gapisz!

Wskazała swoje nieletnie towarzyszki, siedzące na odległej ławce. Odległość pomiędzy ławkami wynosiła około dwustu kroków. Tyle że było ciemno. Mężczyzna, nawet gdyby bardzo chciał im się przyjrzeć, poza czarnymi konturami, niewiele by zobaczył.

— A skąd wiesz, że na ciebie patrzę? — zapytał.

— Przecież masz skierowaną głowę w tamtą stronę.

— To nie znaczy, że ci się przyglądam. Może mam zamknięte oczy, a może patrzę na lewo. A może na prawo, a może spoglądam w niebo…

— Nie ściemniaj, stary. Dawaj na wino, bo jak nie to pójdę na policję i powiem, że mnie upiłeś i chciałeś zgwałcić.

— Doskonały pomysł — odrzekł mężczyzna, schwycił ją za rękę i pociągnął w stronę posterunku policji, ale ta się wyszarpnęła.

Po chwili zjawiły się nieletnie towarzyszki, otaczając mężczyznę i wypytując, co się dzieje.

— Wasza kumpela ma ochotę porozmawiać z policją. Chcę jej to ułatwić i zaprowadzić. A może wolałabyś rozmowę z rodzicami, co? Mnie wszystko jedno. To jak?

Dziewczyny odciągnęły trzynastolatkę od mężczyzny i poprowadziły do ławki. Pozostała tylko jedna.

— Przepraszam za koleżankę. Za dużo wypiła — powiedziała i zniknęła w ciemności.

Trzynastolatka, która za dużo wypiła? Dobre sobie. Nie przypominam sobie takich zdarzeń z czasów mojej młodości. Nie pamiętam włóczących się po mieście upojonych alkoholem nastolatek.

Mógłbym tak opowiadać i opowiadać, bo podobnych historyjek jest cała masa. Na przykład o dzieciakach próbujących wyłudzić szantażem pieniądze. O nieletnich dziewczętach szukających sponsorów wśród dojrzałych mężczyzn. O zachowującej się agresywnie młodzieży, specjalnie nadstawiającej policzek do bicia, żeby mieć powód do zaskarżenia dorosłego, matki, ojca, dziadków lub obcego.

— No, uderz! Uderz! — Ileż razy padają w Polsce te słowa.

Sam byłem świadkiem takiej sceny, gdzie nieletni, zwyrodniały synalek pił wódkę z koleżkami na blokowym korytarzu, a kiedy matka zwróciła mu uwagę i chciała zabrać do domu młodego alkoholika, rzucił się na nią z pięściami, bo…

Bo mu wolno… Matka zaś nie może ruszyć syna, gdyż zaraz odbiorą jej dziecko.

Przerażająca jest niemoc dorosłych w stosunku do dzieci, którzy dawniej złoiliby skórę smarkaczowi i mieli spokój do końca życia, a smarkacz nauczkę na przyszłość, ale nie…

Dziś dziecko ma specjalne prawa. I bardzo dobrze, że je ma, ale pomiędzy przemocą w rodzinie a karą fizyczną, cielesną w postaci np. klapsa, jest olbrzymia, mega olbrzymia różnica i należy rozróżnić tę kwestię, skoro jak się okazuje, System nie tylko nie umie sobie poradzić z tymi patologiami, to jeszcze poprzez debilne programy namawia dzieci i młodzież do nienormalnych, agresywnych, zwierzęcych zachowań.

Innymi słowy, obecny System jest zupełnie nieporadny w wychowywaniu dzieci i zamiast dawać przykład i kształcić prawych obywateli, tworzy karykaturę społeczeństwa. Społeczeństwa moralnie zepsutego, upadłego duchowo, zniewolonego materialnymi błyskotkami.

Programowanie poprzez filmy

Kolejnym czynnikiem zobojętniającym młodych ludzi do starców są filmy fabularne i dokumentalne, które zostały tak wyreżyserowane, aby osłabić więź pomiędzy pokoleniami, żeby ukazać starość jako zjawisko niekorzystne, nieproduktywne, zbędne społeczeństwu.

Mieliśmy okazję obejrzeć kilka takich filmów. W jednym z nich poruszany był problem eutanazji. Widz, oglądając ujęte tam obrazy, od razu odnosi wrażenie, że człowiek przykuty do łóżka jest obciążeniem dla całej rodziny, dla personelu medycznego, dla społeczeństwa. Sceny są nużące, specjalnie spowalniające fabułę, takie, w której chciałoby się brutalnie wykrzyczeć: „Wyłączcie prąd! Po co utrzymujecie przy życiu tego dziada!”.

Tymczasem jest to włamywanie się do ludzkiego umysłu, działanie na podświadomość, przeprogramowanie wartości moralnych i etycznych. Nauka obojętności, niszczenia w człowieku wrażliwości i empatii.

Marny koniec

Dopóki telewizja będzie nadawała tego typu filmy i programy, i podsycała w ludziach skrajne emocje, od agresji poprzez seks, a skończywszy na obojętności, oraz zmieniała naturalne, zdrowe zachowania, wpływając tym samym w negatywny sposób na właściwy sposób bycia, niszcząc ludzką wrażliwość, pogrążając społeczeństwo w duchowym ubóstwie, człowiek przegra w konfrontacji z Rzeczywistością i stanie się jej ofiarą.

Zniszczy sam siebie z głupoty, pogrąży się w metafizycznym ubóstwie, przedzierzgnie się w niewolnika Systemu, który będzie za niego myślał i decydował, rozkazywał i wymagał posłuszeństwa.

Baba i dziad

Żyła sobie jedna baba… Ale tą babą może być Wasza matka, babka, a później Wy sami. Czy chcielibyście, żeby Wasze dzieci zredukowały was do roli „mebla pokojowego”? Czy chcielibyście, żeby ssały z Was żywotne soki i wydzierały z Waszych rąk ciężko zapracowane dobra? Dlaczego tak mało osób potrafi postawić się w obcym położeniu? Dlaczego tylko nieliczni umieją wejść w czyjąś skórę i wyobrazić sobie, jak to jest, kiedy jest się już starym, niepotrzebnym i, samotnym…

Wpis ten dedykuję walecznej, lechickiej babie, która miała odwagę zbuntować się przeciwko tyranii, i pomimo choroby oraz podeszłego wieku zawalczyć o swoje.

Szczujnia polska

Przypominam, iż w Polsce (również na świecie) trwa rozbijanie narodu polskiego, podsycanie w Polakach nienawiści do sąsiadów ze wschodu, i podburzanie społeczności światowej przeciwko narodowi polskiemu. Że wykorzystuje się historię do wywołania konfliktu, do wojny, do zniszczenia Polski.

Dlatego miejcie się na baczności i nie dajcie się sprowokować. Są ważniejsze sprawy dla kraju niż prawda historyczna, którą zamydla się nam oczy, którą wykorzystuje się do podgrzania atmosfery wśród Polaków. Prawdę głosi się słowem, a nie mieczem. Nie żyjemy w średniowieczu. Nie po to dano nam mózgi, żeby przekonywać kogokolwiek o czymkolwiek za pomocą pięści.

Nienawiść rodzi nienawiść i przynosi cierpienie. Człowiek ma język, żeby móc mówić, a nie chłostać niczym batem. Wobec tego ile jest wart polityk jednego kraju, który pluje i warczy na polityka z drugiego kraju?

Toż i psy potrafią to samo! Dlaczego mielibyśmy słuchać psiego ujadania?

Jeśli dziś będziecie usuwać pomniki, jutro usuwać będziecie groby poległych, walczących za ten kraj zwyczajnych ludzi, którzy umierali za swoich, za Twoich, za naszych wspólnych przodków i po to, żebyśmy mogli żyć dzisiaj w pokoju.

Nie mylcie poległych, zwykłych żołnierzy, z politykami i brudną polityką rządzących, gdyż niewiele mają ze sobą wspólnego. Pierwsi walczyli z miłości do ojczyzny i dla wolności, drudzy sterowali pierwszymi dla własnych korzyści.

Ot, i cała prawda historyczna… Nie pozwólmy, żeby się to kiedykolwiek powtórzyło. Nie słuchajmy podszeptów „pomiotu szatana”, nie róbmy z siebie prymitywów i troglodytów, albowiem nam, szczególnie nam Polakom, którzy tyleśmy wycierpieli za czasów II wojny światowej i rozbiorów, powinno najbardziej zależeć na pokoju na świecie i jak najlepszych stosunkach międzynarodowych.

A tymczasem (nie)polscy politycy i szkodniki polskie… Eh…

Radomir Gelhor