Show Biznes – trzeci syn Diabła

Gdybym był Diabłem, przywódcą diabłów, wiecie, tym złym, Upadłym Aniołem, który zbuntował się bogom, piszę bogom, a nie Bogu, gdyż każda religia i sekta ma swojego boga i diabła, czyli wychodzi na to, że jest wielu bogów, a jeszcze więcej bóstw, to spłodziłbym co najmniej trzech synów i jedną córkę, objawiłbym się prymitywnemu, łatwowiernemu ludowi, powiedzmy pasterzom kóz, i uczyniłbym z niego naród wybrany, nadając mu pierwszeństwo wśród narodów świata, obiecując mu za wierność szczerozłote góry i wieczny raj na Ziemi.

A dlaczegóż by nie? W końcu byłbym Diabłem, Lucyferem, tym, który niesie światło… No, z tym światłem to może odrobinkę przesadziłem, poniosła mnie moja lechicka fantazja, ale przecież nie mogę się przyznać, że niosę ciemność, bo kto chciałby służyć Ciemności, Kłamstwu i Zepsuciu?

Synowie Diabła

Pierwszego syna nazwałbym „Pragnieniem”. Drugiego „Złotym Cielcem”. Trzeciego zaś „Show Biznesem”. Pomiędzy „Złotego Cielca” a „Show Biznes” usadowiłbym na tronie moją jedyną córę i ulubienicę – „Politykę”, albowiem to dzięki jej przebiegłości i destrukcyjnym skłonnościom miałbym pełną władzę nad wszelkim ludem na Ziemi.

„Pragnienie” rozsiałby ziarno pożądania wśród ludzi, „Złoty Cielec” zmamiłby bogactwem zasiane przez „Pragnienie” ziarna, i z tego najbardziej zepsutego, zgniłego i chytrego stworzyłby korporacje. Te przymilając się za pomocą pieniędzy „Polityce”, zniewoliłyby mieszkańców Ziemi i doprowadziły do upadku człowieczeństwa, a co za tym idzie, przyniosłyby mi zwycięstwo nad największym moim wrogiem, to jest Bogiem.

— Ale, gdzie jest w tym wszystkim „Show Biznes”? — zapyta ktoś uważny.

Ten miałby specjalne zadanie. Zadanie wyjątkowe, bo wielowątkowe. Mając na usługach korporacje i mój lud wybrany, którego zresztą przedstawiciele należeliby do najwyższych elit, czyli Kapłanów „Złotego Cielca”: finansiści, bankierzy, lichwiarze, plutokraci i tak dalej, otóż, mając w swoich rękach pełną władzę nad mediami, obrazem, dźwiękiem i tekstem, dokarmiałby ludzkość iluzją szczęścia, podsycał nieposkromione pragnienia, podniecał zazdrość i chciwość, podjudzał do nienawiści i agresji, produkował niewolników przyjemności i nauczał prymitywnych, zwierzęcych odruchów – czyli tzw. seksu.

Oho! Już widzę, jak się zapalają niektórym czytelnikom złe ogniki w oczach. Bom porównał seks do zwierzęcych odruchów, a przecież niewolnik, choćby najinteligentniejszy, choćby najbardziej świadomy, nie przyzna się nigdy przed sobą, że seks jest przyziemną, nieduchową, ograniczającą rozwój wewnętrzny, sprowadzającą na niższe, zwierzęce poziomy, formą zniewolenia i bastionem prymitywnych pozostałości po naszych dzikich przodkach.

Ale nie o seksie dzisiaj będzie. Ten mega obszerny temat pozostawię sobie na przyszłość, kiedy poczuję się na siłach i będę miał chęć podzielić się swoim punktem widzenia z czytelnikami. Wyjaśnię tylko w jednym zdaniu, że sprawa jest bardzo złożona i wymaga drobiazgowego wyjaśnienia. Pozostaje jeszcze kwestia mojej delikatności w stosunku do czytelników, a której niestety mi brakuje, i którą niezwykle trudno mi utrzymać na odpowiednio wysokim poziomie, kiedy idzie o Prawdę.

Prawda a prawo

Bo jeśli chodzi o prawdę, to jak część z Was pewnie już zauważyła, potrafię być szczery do bólu. Dlatego zabijanie nienarodzonych dzieci nie nazywam aborcją, tylko mordem, okaleczanie zaś dzieci i wysyłanie ich do nieba za pomocą toksycznych szczepionek – zbrodnią na ludzkości. Ale sami powiedźcie jak nazwać osobnika, który zabija inną istotę? Nieistotne czy swoimi, czy cudzymi rękoma? Jeśli pozbawia jednostkę życia to zgodnie z definicją słownikową, jest mordercą, i prawo to jasno interpretuje. Jeśli pozbawia większą grupę ludzi, to znów jest zbrodniarzem. Tutaj też prawo nie ma wątpliwości.

Dlaczego więc to samo prawo inaczej traktuje ludzi wstrzykujących toksyczne związki do organizmów dopiero co narodzonych dzieci? Dlaczego to samo Prawo nie nazywa zbrodniarzami tych, którzy wyskrobują lub wyrywają za pomocą specjalistycznych kleszczy z łona matek żyjące istoty. Czym się różni kilkucentymetrowy człowiek od osobnika dorosłego? Dlaczego tego pierwszego traktuje się jak kawałek mięsa, wrzód czy nowotwór, który można wyciąć?

aborcja
Bez komentarza…

Wobec tego, jak jest z tym prawem? Czy prawo, które z jednej strony chroni społeczeństwo przed mordercami i zbrodniarzami, a z drugiej robi wyjątki i pozwala mordować, jest prawem sprawiedliwym?

Według mnie nie jest, albowiem życie jest największą wartością daną każdej istocie na Ziemi, i każda z tych istot ma prawo do życia, bez względu na to, czy się nam to podoba, czy też jesteśmy temu przeciwni. Człowiek natomiast jako istota najwyżej stojąca w hierarchii tychże istot, powinna stać na straży tego życia.

Ale jak człowiek ma uszanować życie nienarodzonych czy mordowanych dzieci, skoro sam nie ma szacunku do samego siebie? Skoro nikt nie nauczył go wrażliwości, miłosierdzia i miłości? Skoro pochłania go pogoń za pieniądzem i dla tego pieniądza, dla tego kawałka papierowego śmiecia gotów jest mordować miliony istnień ludzkich.

Ale to tak na marginesie i w ramach przypomnienia o tym, że są w życiu dużo większe wartości od wartości martwej materii.

Temat na dzisiaj

Dziś będzie o trzecim synu Diabła – „Show Biznesie” i, jego jednej z wielu milionów ofiar – Izie.

Dla dobra Izy i całej tej sprawy, dla zdarzenia, które wyjątkowo mnie poruszyło, zmieniłem wiele szczegółów tej historii, między innymi imię głównej bohaterki. Nie lubię bowiem plotek, nienawidzę grzebać w czyimś życiu, a już na pewno nie zamierzam tworzyć kolejnej teorii i robić z tego sensację. Zresztą być może nie chodzi o prawdziwość tej historii, lecz o zwrócenie uwagi na problem mający miejsce w show-biznesie, w systemie, który najpierw mami sławą młodych ludzi, a kiedy złapie już jelenia, bezlitośnie czerpie z niego korzyści materialne.

Znamy wiele takich przypadków z mediów. Niejednokrotnie słyszymy o niespodziewanych samobójstwach celebrytek i celebrytów; o tragicznych, niewyjaśnionych wypadkach; o problemach z narkotykami, z alkoholem, z prawem; czytamy o skandalach i rodzinnych tragediach; o awanturach z wytwórniami i wydawcami; o załamaniach psychicznych gwiazd i gwiazdeczek…

Wiele osób niestety nie dostrzega w tym ciemnej strony show-biznesu. Nie zdaje sobie sprawy lub nie chce wiedzieć o tym, iż sprawcą całego zamieszania są korporacje, a raczej mafie, które przedzierzgnęły się w przedsiębiorstwa, w wielkie firmy, ponieważ tylko w ten sposób mogą działać na rynku legalnie, a przy tym nie rzucać się w oczy społeczeństwu. W wielu przypadkach nie dowiadujemy się, co było motywem tego, czy owego skandalu, z powodu zmowy milczenia. Korporacje milczą, artyści również muszą to robić, bo tak mają w umowie, czasem są przekupywani lub mamieni nowymi kontraktami, innym zaś razem zastraszani.

A zatem dzisiaj będzie o Izie, celebrytce, idolce milionów ludzi z całego świata, wznoszącej się gwieździe, zakochanej w śpiewie, w tańcu, marzącej o aktorstwie, a która nagle zniknęła ze sceny, i to bez jednego słowa.

Wprowadzenie do świata rozrywki

Jak małe mamy pojęcie o show-biznesie, jak mało wiemy o mafijnych (korporacyjnych) układach i powiązaniach ze światem polityki czy też światkiem przestępczym, mogliby nas uświadomić najwięksi celebryci, obracający się w zamkniętym szczelnie środowisku, gdzie ręka rękę myje, gdzie toleruje się różne patologie, w którym niepodzielnie rządzi pieniądz, gdzie narkotyki, alkohol, seks są czymś tak naturalnym, jak picie kawy, mycie zębów czy sikanie po przebudzeniu.

Niewiele jednak można się dowiedzieć na ten temat z oficjalnych źródeł. Sami artyści milczą i jest to oczywiste. Boją się o własne życie, o zdrowie, o spokój swojej rodziny, o to, że mogą nagle spaść z piedestału i wszystko stracić, toteż nie mając wyboru, zamykają się w sobie. Nierzadko postępują wbrew własnej woli, wbrew sumieniu, stając się tym, kim nie chcą, ale też niejednokrotnie prowadzą walkę z korporacjami, próbują się buntować i, najczęściej przegrywają.

Trzeba mieć świadomość, że dopóki artysta jest człowiekiem wolnym, niezależnym, może sam kreować swój wizerunek, robić wszystko po swojemu, pracować bez stresu i ponaglania, tworzyć lub nie tworzyć, dawać koncerty, wywiady lub po prostu siedzieć w domu. Ale trzeba też powiedzieć sobie szczerze, że niewielu niezależnych artystów potrafi się samodzielnie wybić.

Zupełnie inaczej jest, kiedy jest się własnością korporacji, gdy za artystę decydują ludzie od marketingu, księgowi, menadżerowie, prezesi, udziałowcy, właściciele i tak dalej.

Wtedy wizerunek artystyczny staje się w mniejszym lub w większym stopniu fałszywy, często niezgodny z naturą, z osobowością danego artysty, z jego przekonaniami, dążeniami czy planami. Innymi słowy, wizerunek artysty jest wymysłem korporacji i produktem na sprzedaż.

Artysta, mając niewiele do powiedzenia w kwestiach swojej kariery, zostaje skazany niejako z własnej, nieprzymuszonej woli do brnięcia coraz głębiej i głębiej, a wraz z pojawiającą się szansą odniesienia sukcesu lub wspięcia się na szczyt artystycznej drabiny, nie ma wystarczająco siły, a może raczej nie ma powodów, aby w tym momencie przerywać dobrą, jak mu się wydaje, passę.

Oślepiony przyszłością, zmamiony większymi dochodami, ogłupiony dzięki sławie, podpisuje kontrakt za kontraktem, oddaje się w ręce mafii, nie przeczuwając, że jego życie, choć może i bogate we wrażenia, przynoszące mu znaczne pieniądze, dające mu dzięki bogactwu namiastkę wolności, robi z niego zakładnika, a może i skazanego na wieczność więźnia.

Jednego z wielu trybików i milionów niewolników pracujących dla przemysłu rozrywkowego.

Nie zapominajmy, że bycie artystą: muzykiem, piosenkarzem, aktorem filmowym, to nie tylko tworzenie w zaciszu domowym, nieustanne próby zespołu, wiele godzin w studiu, dłużące trasy koncertowe czy paromiesięczna praca przy nagrywaniu filmu, ale także spotkania z fanami, imprezy reklamujące nowy produkt (płyta, film, książka), uroczystości z takiej czy z innej okazji, wywiady z dziennikarzami, występy w telewizji, programy w radiach, sesje zdjęciowe dla magazynów i na bilbordy.

Im większa gwiazda, im więcej korporacja zainwestowała pieniędzy, tym więcej będzie chciała na tym zarobić, dlatego zmusi artystę do zwiększonego wysiłku, do jeszcze większego zaangażowania się w realizowany projekt, nie licząc się z jego zdaniem, zdrowiem fizycznym lub zmęczeniem psychicznym.

Tylko największe sławy mają ten komfort, że mogą sobie nieco pomarudzić. Im też korporacje dają najwięcej swobody, choć nie jest to regułą. Znane są przypadki, w których nawet największym gwiazdom korporacje popsuły krew i doprowadziły do białej gorączki. Czasem kończy się to w sądzie, czasem są to niewielkie spięcia i zgrzyty, a czasem pieniądze uspokajają obie strony konfliktu i dochodzi do porozumienia z mniejszą lub z większą korzyścią dla artysty.

Są jednak ciemniejsze strony show-biznesu niż tylko wykorzystywanie artystów. To handel narkotykami, kobietami, propagowanie i rozpowszechnianie pornografii, pedofilii, satanizmu. Wielu znanych aktorów czy muzyków, piosenkarzy, ludzi ze świata rozrywki wmieszana była, jest lub będzie w przeróżne skandale i, najczęściej uchodzi im to płazem.

Jest to wina również ogłupiałego społeczeństwa, który gwałt celebryty na nieletniej inaczej interpretuje od gwałtu nieznanego światu mężczyzny. Pierwszemu wolno gwałcić, bo przecież artyści są stanem uprzywilejowanym, znani są ze swej kontrowersyjności, drugiemu zaś nie przysługują takie prawa, bo niby z jakiej racji? Kim jest ten obcy facet gwałcący dziecko, w porównaniu ze światową gwiazdą hard rocka lub z kinowym bożyszczem i amantem filmowym, żeby domagał się równouprawnienia?

A poza tym nie stać go na prawników, sędziów i ławę przysięgłych. A więc ma to, na co sobie zasłużył!

Izabela Misiak

Zapoznawszy się w znikomym ułamku ze środowiskiem artystów: muzyków, piosenkarzy, aktorów możemy przystąpić do przedstawienia Izabeli Misiak.

Jak wiele dziewcząt, Iza od dzieciństwa pragnęła zostać gwiazdą. Interesowała się muzyką, śpiewała, grała na gitarze, odgrywała główne role w szkolnym teatrze, zadziwiała swoim głosem nauczycieli od muzyki, a prowadzących kółko teatralne talentem aktorskim. Jednym słowem bogowie obdarzyli ją talentem i nieprzeciętną urodą, miłą aparycją, spokojnym charakterem i poczuciem humoru.

Była więc beztroską, wesołą nastolatką, której nie dało się nie zauważyć, która w oczach korporacyjnych mędrców, mistrzów kalkulatora i arkuszy kalkulacyjnych szybko zyskała uznanie i stała się obiektem pożądania. Pożądania oczywiście finansowego.

Przystąpiono do starania się o dziewczynę, do rozmów z rodzicami, uzgadnianiem warunków, do negocjacji finansowych, organizowaniem Izie nowego życia, które miało być usłane różami, przybrane glorią chwały i trwać do końca świata.

Dziewczyna była wniebowzięta, jej pragnienie zaczęło się spełniać. Wystąpiła próbnie w kilku zespołach, zatańczyła na paru koncertach, dano jej zaśpiewać solo i, jak się okazało, przykuła swoją osobą uwagę publiczności.

Widownia po prostu ją pokochała od pierwszego wejrzenia.

Postanowiono zatem stworzyć nowy zespół, którego jedną z członkiń miała zostać Iza, nie pełniąc jednak najważniejszej roli. Rolę bowiem liderki dano innej utalentowanej dziewczynie, co z jednej strony zasmuciło młodą gwiazdę, z drugiej dawało jej sposobność zdobyć doświadczenie na scenie. Przyzwyczaić się do występów na żywo, obyć z publicznością, znaleźć sobie fanów, zawisnąć na plakatach, na bilbordach, stać się osobą sławną i rozpoznawalną.

Wkrótce jej życie zupełnie się odmieniło. Codzienne treningi śpiewu, tańca, gry na gitarze, keyboardzie i flecie, a do tego nauka w szkole tak ją pochłaniała, tak wypełniała każdą chwilę, że nie starczało jej na nic więcej czasu.

A jednak nie żałowała niczego, albowiem debiutancka płyta, premierowy występ, pierwsza trasa zespołu okazały się sukcesem. Posypały się pochwalne recenzje krytyków, publiczność pozytywnie rozpisywała się w internecie, chwaliła zespół, tworzyła lokalne fankluby, pojawili się pierwsi sympatycy zespołu i Izy. Rozpoczęły się wywiady w telewizji, w radiu, czasopisma muzyczne i młodzieżowe śledziły z uwagą każdy krok zespołu, informacje przekazywano sobie lotem błyskawicy po całym świecie, zaczynała się tworzyć nowa, światowa społeczność miłośników Dark Wood, bo tak nazywa się grupa (nazwa zmyślona).

Dark Wood składał się z ośmiu dziewcząt, z czego jedna, liderka śpiewała, cztery grały na instrumentach, trzy zaś śpiewały w chórkach i tańczyły. W tej ostatniej grupie była Iza. Była to najbardziej obciążona grupa dziewcząt. Muzyka była szybka, rytmiczna, dziewczyny musiały się uwijać, choreografia była skomplikowana i dynamiczna, obciążała mocno nogi, kręgosłup, ręce, nie dawała wiele czasu na złapanie oddechu, a przecież musiały jeszcze od czasu do czasu akompaniować głosem liderce.

Pomimo początkowych trudności, ciężkiej pracy na treningach, nauki w szkole i wyczerpujących koncertach, włożony wysiłek przynosił pożądany efekt. Iza stała się tak charakterystycznym członkiem zespołu, tak sobie zjednywała widownię, że gotów jestem wysnuć twierdzenie, że część fanów przychodziła tylko dla niej. Żeby zobaczyć ją na żywo, zrobić jej zdjęcie, nagrać filmik, posłuchać jak śpiewa, nacieszyć oczy jej widokiem.

I jestem pewien, że nikt wonczas nie przypuszczał, że za kilka lat ulubienica tłumów, nagle nie przyjedzie na koncert, nie zatańczy i nie zaśpiewa, nie nagra nowej płyty, i jakby tego było mało, nie pożegna się z fanami i nie wyjaśni im dlaczego postanowiła odejść z coraz popularniejszego zespołu.

Tymczasem świat stał otworem. Wyjazdy i koncerty, nowe płyty, wywiady, coraz większa rozpoznawalność i, zwiększające się zmęczenie z powodu niekończących się tras, napiętego grafiku, przymusowych spotkań z dziennikarzami, oficjalnych rozmów z ludźmi powiązanych z show-biznesem, ogólnego chaosu wywołanego medialnym zgiełkiem i natręctwem wścibskich paparazzi…

Och, jakże ona musiała być zmęczona. Widać to wyraźnie na kilku filmach. Co sobie myślała, patrząc na coraz to nowsze twarze, obce, wścibskie, ciekawskie, zadające mrowie pytań? Co wówczas czuła? Dlaczego uśmiech na jej twarzy zaczął przypominać uśmiech lalki? Aktorską pozę?

Minął rok, drugi, trzeci, przeszło jeszcze kilka lat i o to Dark Wood wydaje nowy album zatytułowany „Sekret mnicha”, pojawia się na koncertach, przyjeżdżają ludzie z całego świata i pytają: „Gdzie jest Iza?”, albowiem nie widać jej na scenie. Nie ma jej wśród grających dziewcząt, nie śpiewa w chórkach, nie tańczy, nie jest również liderką…

„Gdzie jest Iza?” — pytają fani, szukają jakiejś informacji, są zawiedzeni, rozpacz przejawia się w tekstach; korporacja milczy.

W końcu pojawia się oficjalna informacja. Również Iza wydaje oświadczenie, iż stan zdrowia nie pozwala jej tymczasowo występować. Obiecuje, że gdy poczuje się lepiej, powróci, lecz… mimo upływającego czasu nie powraca.

Szerzą się plotki, fani obwiniają korporację, podejrzewają, że musiało wydarzyć się coś strasznego. Uważają, że to milczenie jest nienormalne.

Co się stało Izie? Czy ktoś ją zaatakował? Czy miała jakiś wypadek? A może jak głosi plotka zaszła w ciąże z menadżerem zespołu lub jakąś ważniejszą osobistością i postanowiono to zataić. Co ukrywa firma? O czym nie chce mówić zarząd?

Ludzie zaczynają węszyć, prowadzą prywatne śledztwa, tymczasem ślad się szybko urywa. Iza znika z dnia na dzień nie wiadomo gdzie i na jak długo. Jak się okazuje, odchodzi ze szkoły, nie powraca do firmy, wyprowadza się z miasta, w którym mieszkała od urodzenia. Nikt nie jest w stanie jej zlokalizować.

— Czyżby zmieniła nazwisko? Przeniosła się do innego kraju? — zadają sobie pytania wielbiciele Izy.

Pozostają jednak dowody w postaci filmów wideo, zdjęć i ustnych przekazów uczestników koncertów. I oto wychodzi na jaw, że w ciągu kilku lat kariery scenicznej, Iza ulega „drobnym” wypadkom podczas koncertów. Jeden z nich jest na tyle poważny, że kończy się dla niej pobytem w szpitalu.

Uraz prawdopodobnie jest znaczny, gdyż widać na jednym z teledysków, że Iza ogranicza mocno swoje ruchy; jest mniej sprężysta, mniej gibka, ostrożniejsza. Jakby się bała, że może przeciążyć kręgosłup lub stara się panować nad równowagą. Może to tylko ból głowy? Może zawroty? A może najzwyklejsze osłabienie związane z przemęczeniem organizmu?

Co się stało Izie? Dlaczego korporacja, widząc, że jest w kiepskim stanie, pozwoliła jej na dalsze występy, jednocześnie zwiększając ilość koncertów, sprawiając, że dziewczyna jest tak wymęczona, że niemalże usypia przed kamerą. Udowadniają to dwa filmy.

Jak można było dopuścić do tej sytuacji? Kto jest odpowiedzialny za niszczenie zdrowia i narażanie życia młodej artystki?

Oczywiście opieramy się tylko na domysłach, popartych obserwacjami. Jeśli sama Iza nie zdradzi, co się stało, nigdy się tego nie dowiemy, chyba że nagle umrze albo zginie w nieszczęśliwym wypadku, i kogoś z branży rozrywkowej ruszy sumienie.

Ale Iza nam tego nie powie, ponieważ obowiązuje ją klauzula poufności. Nie wiadomo również, czy firma nie wypłaciła potajemnie Izie i jej rodzicom jakiegoś odszkodowania. Nie zdziwiłbym się, gdyby do czasu rozwiązania tego problemu (w to lub wewte) objęto Izę specjalną ochroną, nadzorem, wywieziono z kraju i strzeżono tajemnicy. Dla korporacji, obracającej milionami, a może miliardami dolarów koszty usunięcia dziewczyny z życia publicznego, nieujawniania prawdy są nieduże, a kłopot wielki, bo gdyby się wydało na przykład, to oczywiście tylko teoria, że zignorowano jej stan zdrowia, że na czas nie wycofano jej z zespołu, że dla zysku, dla pieniędzy, zmuszano ją do występów, to byłaby taka afera, że obawiam się, iż nie obyłoby się bez procesów w tej sprawie.

Inną kwestią, jaką poruszają internauci to atmosfera panująca w firmie i w zespole. Czy Iza czuła się tam dobrze, czy doceniano ją finansowo, czy nie wykorzystywano jej w jaki bądź sposób? Nie jest tajemnicą, że w show-biznesie artyści, szczególnie młode dziewczęta, często są napastowane, zmuszane do stosunków płciowych, że jeśli nie ulegną, nie poddadzą się inicjacji, „przyjęcia” do grupy, to nie przedłużą im kontraktu, nie dadzą lepszej roli i tak dalej.

Niektórzy piszą o załamaniu psychicznym po wypadkach na koncertach.

Trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę plany Izy na przyszłość, czyli karierę solową. Jeśli jej marzeniem było występować jako solistka i korporacja nie miała nic przeciwko temu, to pracowałaby teraz nad nową płytą. Poza tym nie milczałaby, nie ukrywałaby się przed światem, udzielałaby się na portalach społecznościowych, przygotowywała siebie i fanów do występów.

Jest jeszcze jedna sprawa, która mi nagle przyszła do głowy. To również tylko teoria, którą należałoby najpierw prześwietlić, ale jest dość prawdopodobna. Zakładając oczywiście, że problemem Izy jest faktycznie choroba, a nie… [tutaj jestem zmuszony zastosować autocenzurę]

Tym domyślnym winowajcą jest szczepionka, którą z dużym prawdopodobieństwem zaaplikowano jej przed wyjazdem na koncert do jednego z krajów (taki wymóg). Całkiem możliwe, że dostała serię toksycznych szczepionek (kilka w jednym). To tłumaczyłoby nagłe osłabnięcia na scenie, późniejsze wypadki i w następstwie problemy zdrowotne.

Historia to udowadnia. Podobny los spotkał wielu żołnierzy, szczególnie amerykańskich, których przemysł farmaceutyczny szczepił i szczepi na potęgę. Poprawcie mnie, jeśli to nie prawda.

W tym konkretnym przypadku przemawia za tym jeden fakt, ale znów muszę go pominąć [to nienormalne! to naprawdę chore, ale żyjemy w kraju, w którym autorzy tekstów muszą sami na siebie nakładać cenzurę, żeby nie zostać oskarżonym przez służby specjalne o jakieś mowy nienawiści, o jakieś bzdurne -izmy, uprzedzenia i paranoje urzędników, i nie potraktowano ich jak przestępców; innymi słowy mówiąc, wolność słowa w Polsce to fikcja! Jeśli dobrze pamiętam, któryś z dziennikarzy został oskarżony o rasizm, tylko dlatego, że przywitał się z jakąś afrykańską personą angielskim „hello”, co ten odebrał jako obelgę, bo jego kraj do niedawna był jeszcze kolonią brytyjską].

Niestety, żeby to potwierdzić, należałoby przeprowadzić śledztwo, cofnąć się w czasie, sprawdzić, czy Iza była przed wyjazdem szczepiona i wtedy prześledzić dokładnie jej losy.

Nie oszukujmy się jednak. Nikt tego nie zrobi, a nawet jeśli wiedzą, że przyczyną była szczepionka, to nigdy się o tym nie dowiemy. To wywołałoby ogólnoświatową panikę i byłoby potężnym ciosem dla karteli farmaceutycznych.

Bo tu nie chodzi o Stasia czy Kasię z Koziej Wólki, których chorobą lub śmiercią nikt się nie przejmie, lecz osobę publiczną, celebrytkę. Jak wytłumaczyć ten pechowy przypadek milionom fanów Izy i członkom zespołu Dark Wood? Jak przekonać młodych ludzi, że był to tylko nieszczęśliwy wypadek, jeden na tysiąc, milion, czy miliard.

Powtarzam, że jest to tylko moje przypuszczenie, mój domysł. Próba odgadnięcia tego, co się mogło stać Izie. Łączenie faktów, posługiwanie się logiką. Tworzenie kolejnego scenariusza zdarzeń, który może, lecz nie musi być prawdą.

Mam nadzieję, że Iza żyje

„Tęsknimy za Tobą, Izo” – piszą zrozpaczeni fani.

Mam nadzieję, że Iza żyje. Że nie pogrzebano Jej w tajemnicy i że fani będą się o Nią upominać. Że jeszcze kiedyś zaskoczy wszystkich, wróci w pełni blasku i spełni swoje marzenie. Że uchyli nam rąbek tajemnicy, że okaże się, iż trzeci syn Diabła – „Show Biznes” – jest niewinny, a podejrzenia fanów z całego świata były bezpodstawne.

Naprawdę chciałbym w to wierzyć, a jeszcze bardziej życzyłbym sobie z całego serca, żeby ten wpis był jedną wielką pomyłką…

Tymczasem, będę się temu przyglądał.

Bożyszcze tłumów kontra korporacje

Ludzie często wielbią celebrytów, obdarzają ich jakimiś nadludzkimi zdolnościami, zazdroszczą im życia w świetle jupiterów, nie zdając sobie sprawy z tego, jak wielkim obciążeniom psychicznym poddawane są te osoby. Z jakimi problemami muszą się borykać, chcąc być na topie, na pierwszych stronach gazet, marząc o niegasnącej karierze.

Popatrzcie tylko, ilu celebrytów gotowych jest się poniżyć i wywołać jakiś skandal, aby o nich mówiono i pisano. Jest, i tak, że skandale tworzą ludzie od marketingu. Mają one służyć wskrzeszeniu wygasającej lub wygasłej gwiazdy i przynieść dodatkowe pieniądze.

Prawda jest taka, że z jednej strony korporacje pomagają się wybić nieznanym artystom, z drugiej zaś żądają od tychże artystów lojalności i spłaty „długu wdzięczności”. Z jednej lansują nowe twarze, z drugiej doją ich niczym dojne krowy, a kiedy przestaną dawać mleko, składają je na ofiarnym ołtarzu i po prostu zarzynają.

Iluż zdolnych ludzi zniszczył show-biznes? Iluż zrujnował i porzucił? Iluż odebrał życie?

Historia nie kłamie, biografie znanych gwiazd odsłaniają nam prawdę. A co z tymi artystami mniej znanymi? Tymi, którzy pozostawili po sobie mgliste wspomnienie? Wielu z tych ludzi skończyło w nędzy, umarło samotnie, ich groby są obrosłe chwastem, a przecież i oni mieli swoje pięć minut chwały. I o nich rozpisywały się gazety, pokazywała ich telewizja, wyświetlało kino… Zapowiadano im nieśmiertelność, a skończyli zapomniani.

Gdzie są tłumy wielbicieli. Gdzie są fani?

Gdzie są ci wspaniali przyjaciele, którzy na filmach poświęconych zmarłemu artyście płaczą z powodu jego odejścia? A raczej gdzie byli, kiedy ten coraz bardziej pogrążał się w narkotyki, rozpijał się, gdy igrał z własnym losem? Gdzie wtenczas byli ci obłudnicy? Czemu nie interweniowali, kiedy była jeszcze na to pora?

I w końcu, dlaczego korporacja odwróciła się od dojnej krowy? Czyżby przestała dawać wystarczająco dużo mleka? A może krowa poczuła się zmęczona, wykorzystywana i postanowiła odejść?

System niewolnictwa

Cóż… taka jest rzeczywistość. Może brutalna, może niesprawiedliwa, lecz powiedźcie mi tak szczerze, ile jest sprawiedliwości w systemie opartym na pieniądzu, w systemie monetarnym, ukierunkowanym na zysk i wyzysk, w systemie niewolnictwa?

Jak może istnieć sprawiedliwość, jeśli światem rządzą korporacje, za którymi ukrywają się ludzie żądni władzy i pieniędzy, czczący drugiego syna Diabła – Złotego Cielca, przekonanych święcie o swojej wyższości i o tym, że dzięki zgromadzonym skarbom mają prawo rozporządzać ziemskim dobrem i ludzką trzodą przeznaczoną do niewolniczej pracy, dojni i do rzeźni.

Jak wobec tego ma zaistnieć sprawiedliwość?

Odpowiedź może być tylko jedna – nie może. I to jest smutne, z mojego punktu widzenia.

Wbrew własnej woli?

Na koniec napiszę, coś bardzo ważnego moim zdaniem. Zupełnie nie wiem, z jakiego powodu stworzyłem ten wpis. Nie wiem, czemu poruszyłem tę kwestię. Nawet nie wiem, dlaczego opisałem przypadek Izy i nie wiem, czemu osobiście mnie to dotknęło?

Przecież takich przypadków są tysiące, choć występują pod różnymi formami.

Poza tym nie czuję potrzeby stawania w obronie celebrytów. Uważam, że są po części winni podtrzymywaniu systemu zysku i wyzysku, że sprzedając się korporacjom, poza nielicznymi wyjątkami, niewiele robią dla ludzkości, a nawet działają na jej szkodę poprzez manipulację tłumami i propagowanie korporacyjnych haseł.

Uważam również, że pomimo uprzywilejowania i ogromnego szacunku ze strony wszystkich w zasadzie środowisk, grupa ta tchórzliwie unika wszelkich konfrontacji z brutalną rzeczywistością, skupiając się wyłącznie na swoich snobistycznych zachciankach.

Szkoda, że ci ludzie, mający w sobie dużo charyzmy, samozaparcia i jakby nie patrzeć „odwagi artystycznej”, nie potrafią wykorzystać tego i poświęcić choćby małej części swoich zalet i talentów, żeby popracować dla ludzkości i zrobić coś dobrego, z czego po pierwsze – byliby dumni, a po drugie – zyskałoby na tym całe społeczeństwo.

Dlaczego tak bardzo boicie się zabierać głos w ważnych sprawach? Czemu jesteście nieczuli na ogrom nieszczęść w kraju i na świcie? Dlaczego nie próbujecie wywierać presji na tych, którzy krzywdzą, wykorzystują, mordują. Macie tak silne, donośne głosy, a jednak kiedy przydałyby się one, by wesprzeć pojedyncze jęki sprzeciwu wobec zła i barbarzyństwa, nigdy Was nie słychać… Jakby Was nie było, jakbyście nie istnieli.

Wybaczcie, co teraz powiem, ale bawić tłumy potrafią także małpy. Tym jednak można wybaczyć, że są bierne i obojętne sprawom ludzkim, gdyż nie należą do gatunku homo sapiens. Od Was, ludzie tacy jak ja, domagają się czegoś więcej.

Zakończenie

Cokolwiek skłoniło mnie do tego wpisu, musiałem go zamieścić na blogu, wiedząc, że jeśli tego nie uczynię, temat ten będzie mnie prześladował i dotąd dręczył, aż ustąpię i spiszę cisnące się do głowy przemyślenia.

A zatem spisałem je, zamieniłem w energię, puściłem w obieg, wprawiłem w ruch machinę losu, poruszyłem niewidzialnym trybem i wpływając na teraźniejszość, wpłynąłem na przyszłość.

Jaką? Nie wiem. I być może nigdy się tego nie dowiem. Mam tylko nadzieję, że będzie ona lepsza…

Radomir Gelhor