Kłamstwo kłamstwem kłamstwo pogania

Żyjemy we wstrętnych, okrutnych czasach. W świecie mordu, kultu pieniądza, satanizmu i pedofili, wśród samozwańczych mesjaszów, eugenicznych psychopatów, sodomitów i lichwiarzy, wśród korporacyjnych żołnierzy, kapłanów farmacji i farmakologii, w otoczeniu naśladowców Josefa Mengele oraz w towarzystwie prymitywnych polityków uwalonych po uszy w korupstwie, sprzedajnych i prostytuujących się z tym, kto zaoferuje więcej.

Dzisiejszy świat to świat kłamstwa i obłudy, gdzie kłamstwo kłamstwem kłamstwo pogania, w którym walczy się z Prawdą za pomocą przemocy, cenzury, łamiąc podstawowe prawa obywateli, gdzie niewiele pozostało normalności, w którym rację ma silniejszy i w którym zakazane jest logiczne, samodzielne myślenie.

Dziś postanowiłem zająć się liczbami, statystykami, tabelami, wykresami, ankietami, łapkami w górę – w dół, polubieniami, ilościami pobrań, liczbami odwiedzin, i tak dalej. Ameryki nie odkryję, niemniej jednak postanowiłem podzielić się swoimi spostrzeżeniami na ten temat, albowiem tak jak w tytule tego wpisu – kłamstwo kłamstwem kłamstwo pogania.

Niestety, jak zauważam, bardzo dużo ludzi daje się nabrać na wszelkiego rodzaju statystyki. Żyją w przekonaniu, że przedstawiane przez dane media pochodzą z pewnego, sprawdzonego źródła, są wiarygodne i przedstawiają prawdziwe informacje.

Szczególnie jeśli płynie to z tzw. głównego nurtu, np. z telewizora lub z dużego, popularnego portalu internetowego.

Czasem, kiedy próbuję poruszyć jakiś ważki temat, natychmiast otrzymuję mniej więcej tak brzmiącą odpowiedź:

Jakby to była prawda, powiedzieliby o tym w telewizji”.

I po temacie. Dla niektórych ludzi „prawda z telewizora” jest tak oczywista, tak wiarygodna, że wszelkie próby polemiki z tą „prawdą” skazane są na niepowodzenie.

Bronią się ludzie także w taki sposób:

Każdy ma swoją prawdę” albo „Ilu jest ludzi, tyle opinii”, albo „Każdy ma swoje zdanie”.

Ale kiedy proponuję: „Choć, pokażę Ci inne źródło”, wtedy najczęściej krzywo na mnie patrzą, albo robią focha, albo mówią: „Nie interesuje mnie to”, „Daj mi spokój, nie chcę nic na ten temat wiedzieć”, albo po prostu zmieniają nagle temat, przełączają kanał, pogłaśniają telewizor, dzwonią do kogoś, wysyłają SMS-a, idą po coś do kuchni. Innymi słowy, naraz są zajęci tysiącem różnych spraw, które najwidoczniej wypadły im z głowy.

I choć prawda jest jedna – wszelkie jej wersje to nieprawdy, i choć prawdą jest to, że każdy ma prawo mieć własną opinię i zdanie, nie rozumiem, dlaczego ci ludzie, uważający się za osoby inteligentne i posiadające pewną wiedzę, co muszę po części im przyznać, tak bardzo się bronią przed poznaniem „innej prawdy”, niż tej jedynej, słusznej, oficjalnej, płynącej z telewizora.

Ankiety – statystyki

Nie ma chyba człowieka, który by się nie zetknął z ankietami, na podstawie których tworzone są statystyki. Superankieterzy korporacyjni jeżdżą nawet w głąb buszu, żeby wyciągnąć od prymitywnie żyjących tam ludzi informacje. Np. jaką kawę piją o poranku, a jaką wieczorem (choć nigdy nie mieli kawy w ustach). A że robią to najczęściej palcem na mapie, to już inna kwestia. Zresztą, kto by tam chciał sprawdzać, czy to prawda?

Nic dziwnego, że później oglądamy w reklamie telewizyjnej, rozkoszujących się aromatyczną kawą „dzikich ludzi” na tle wspaniałej buszmeńskiej przyrody.

Wróćmy jednak do cywilizacji białego człowieka.

Byłem kiedyś na szkoleniu ze sprzętu AGD zorganizowanym przez jednego z największych producentów tego typu urządzeń na świecie, który pochwalił się, że zainwestowali dużo pieniędzy w przeprowadzenie międzynarodowej ankiety dotyczącej popularności ich marki.

Ponad trzydzieści tysięcy przebadanych osób!

Szczerze mówiąc, nie powaliła mnie ta wiadomość, bo to jest tylko trzydzieści tysięcy ankiet na siedem miliardów mieszkańców Ziemi. Wkrótce się wyjaśniło, dlaczego przedstawiciel tejże dochodowej branży był taki dumny z tej ankiety.

Ponieważ, jak powiedział, w standardowej ankiecie bierze udział sto do tysiąca osób.

A zatem chcąc sprawdzić, który producent ma największą renomę wśród Ziemian, wystarczy przepytać do tysiąca osób, wyliczyć z tego procent i tada! Mamy zwycięzcę konkursu.

Tysiąc osób decyduje o tym, która marka jest najpopularniejsza na świecie. Rewelacyjna metoda, a jaka oszczędność czasu i pieniędzy!

Tak się przeprowadza wszystkie ankiety. Również związane z wyborami, np. na prezydenta. Tylko czy takie ankiety mają sens?

Czy sto, tysiąc, pięć tysięcy, a nawet milion przepytanych osób w kraju takim jak Polska, w trzydziestosiedmiomilionowym narodzie, taka ankieta jest wiarygodna, skoro przeprowadzono ją na tak małej liczbie ankietowanych, gdzie tak wiele czynników wpływa na wynik ankiety? Chociażby miejsce jej przeprowadzenia (co województwo, miasto, wieś to inne nastroje mieszkańców, odmienne opinie, zdania itd.). Poza tym, jak większość ankiet przeprowadza się je na przypadkowo spotkanych osobach, i to takich, które się jeszcze na nią zgodzą.

50% z 1000 to tylko 500 przepytanych osób. Czy te 500 głosów jest głosem prawie czterdziestomilionowego narodu albo całego świata?

Odpowiedzcie sobie sami. Pomijam kwestię uczciwości ankieterów czy ludzi odpowiedzialnych za przygotowanie statystyk oraz firm/organizacji zlecających taką ankietę.

Swoją drogą, dlaczego przy większości wykresów, wykreślonych na podstawie ankiet i pokazujących nam procenty głosów za i przeciw, nie podaje się, z jakiej liczby wyliczono te procenty?

Może dlatego, żebyśmy się nie rozczarowali, ponieważ im mniejsza liczba ankietowanych, tym większy wskaźnik błędu. A może po to, żeby zamydlić nam oczy?

Lubię – nie lubię

Już parę lat temu można było usłyszeć (przeczytać) o tym, że na różnych portalach internetowych handluje się znajomymi, kupuje polubienia i opinie, łapki w górę – w dół, że pracownicy tychże serwisów pewne treści promują lub odwrotnie – blokują je.

Robią tak między innymi tacy monopoliści, jak YouTube należący do Google i bardzo popularny na świecie Facebook.

Nic dziwnego, albowiem są to korporacje dbające o swoje i swoich partnerów interesy. I jak wszystkie korporacje ukierunkowane są na zysk – pomnażanie pieniędzy, nawet kosztem społeczeństwa.

Czy widzieliście atakującego rekina?

Korporacje są takimi rekinami – są owładnięte żądzą pieniędzy i ślepe na istotne dla społeczeństwa sprawy. Żadne, powtarzam żadne korporacje, nie służą ludzkiemu dobru, albowiem nie są to organizacje charytatywne.

Owszem, mogą głosić takie hasła. Mogą także działać na pewnym polu „czynienia dobra”, ale są to działania wyłącznie na pokaz lub z ukrytą korzyścią dla firmy.

Weźmy dzisiejsze parcie korporacji na ochronę przyrody. Dlaczego to robią i gdzie do tej pory byli? Czemu zupełnie ignorowali problem zatruwania środowiska?

Przecież to korporacje są największymi trucicielami.

A co oni robią? Całą odpowiedzialność przerzucają na ludzi. Chcą zmusić ludzkość do kupowania ich „ekologicznych” przedmiotów i usług oraz domagają się od nas poprzez władze w danym kraju coraz to nowszych podatków. A wszystko w imię idei, walki z zanieczyszczeniem, w celu ochrony środowiska, uratowania ludzkości.

Dobre sobie…

Przyjrzyjmy się, czego uczy przebiegle mądry Żyd Hammerschlag w powieści Kazimierza Przerwy-Tetmajera pt. „Panna Mery”, albowiem dobrze pasuje ten fragment do zrozumienia pozornych działań „czynienia dobra” przez korporacje:

Hammerschlag uczy pannę Mery, że gdy się jest bogatym, trzeba odgrywać rolę dobroczyńcy, trzeba dawać jałmużnę, bo to „dobrze robi”. Pisma doniosą: panna Mery ofiarowała na nieuleczalnych tyle, na niezamożnych uczniów tyle, na ubogie pracownice igły tyle itd. A miasto powie: dobre serce, szlachetne serce ma ta milionerka i hojną, pańską rękę, a taka opinia nie szkodzi nikomu.

— Choćbyś wydała trzydzieści tysięcy na ubogich — przekonywał Hammerschlag — kupisz sobie za to sześćdziesiąt tysięcy. To nie jest źle umieszczony kapitał. On się procentuje znakomicie opinią u ludzi. Zresztą (szturchnął w bok z ordynarną poufałością ojca panny Mery) kto wziął jednym pięćkroć, może dać drugim pięćdziesiąt tysięcy — dla zatkania gęby.

Uczucia i tym podobne rzeczy, to jest głupstwo, dobre dla poetów i dla starych romantyczek. Interes, korzyść, oto cel życia. Tego się nie powinno ludziom mówić i pokazywać, owszem, powinno się mieć zawsze maskę idealizmu pod pachą. Ludzie są tak głupi, że zamydlać im oczy można czymkolwiek, a jedyną rzeczą, którą naprawdę cenią i czczą, która im naprawdę imponuje, to są pieniądze. Oni się do tego nie chcą przyznać, bo się jedni drugich wstydzą, bo każdy od spotkania z drugim ma tę maskę idealizmu pod pachą.

— Czy ci się zdaje — uczył wujaszek Hammerschlag pannę Mery — że naprawdę cenią więcej Mickiewicza albo Goethego, niż barona Adalberta Rothschilda i twojego papę? Oni wszyscy są wszędzie jednacy. Jest wojna, nie może być bez Rothschilda. Jeden cesarz to jest Franciszek Józef, a drugi baron Rothschild. My kapitaliści robimy pokój i wojnę, szczęście i nieszczęście świata. Stary Pan Bóg poszedł spać i rzekł do nas, kapitalistów: Messieurs, faites le jeu, s’il vous plait. I my robimy grę. Pan Bóg już nie potrzebuje czuwać ani rządzić: my czuwamy i my rządzimy. Baron Rothschild w Wiedniu, twój papa, baron Blumenfeld, ja, Cypres, Tukeles i Spółka w Warszawie. Tak, tak. Pan Bóg poszedł sobie na drzemkę i zostawił jako swojego następcę pieniądz… Wszystko można kupić. Zasady, przekonania, cnota, ofiarność, uczciwość, honor — to są bez zaprzeczenia bardzo piękne i bardzo godne naśladowania przymioty, ale pieniądz, to grunt. Wszystko można kupić: Mickiewicza, Kościuszkę. Wszystko stanowi cena.

Wróćmy jednak do głównego wątku.

Skoro wiemy, skoro wciąż wypływają nowe fakty o zakłamywaniu – manipulacji statystykami w internecie i w telewizji, czemu im zawierzamy? Czemu się na nich opieramy? Dlaczego wierzymy w liczby polubień czy w ilość subskrybentów? Czy to nie jest szaleństwo? Czy sami z siebie nie robimy idiotów i nie dajemy sobą manipulować?

Nie przejmuj się statystykami

Kiedy upubliczniłem „Wyklętego Anioła” (2013) i zacząłem prowadzić bloga (2017), zdziwiłem się, jak dużo internautów odwiedza moją stronę oraz pobiera książkę. Tym bardziej że nigdzie się nie reklamowałem. Nigdzie nie udzielałem, przed nikim się nie chwaliłem.

Z początku nawet Google indeksowało moje wpisy. Pojawiały się w wynikach wyszukiwarki. Sytuacja się zmieniła, kiedy poruszyłem temat szczepień i Żydów. Co prawda statystyki pobrań i odwiedzin się nie zmieniły, ale wpisy przestały się pojawiać. Najdłużej ukazywały się w innej, znanej wyszukiwarce… Nie, nie tej Microsoftu…

Aż pewnego dnia, w jednym z postów, pochwaliłem się, że jestem bardzo zadowolony z danych statystycznych ukazujących się na blogu. Oznajmiłem również, że moja aktywność, prowadzenie bloga, zależy wyłącznie od Was. Że sam dla siebie pisać nie będę.

I stała się rzecz dziwna, bo oto gwałtownie spadła liczba odwiedzin.

Dawniej zastanawiałem się, dlaczego, kiedy piszę o „niczym”, jest tak dużo wejść, a gdy poruszam ważny temat – zainteresowanie momentalnie spada. A żeby było śmieszniej niedawno, prawie że na moich oczach zmieniły się liczniki (sic). Zaraz po umieszczeniu skryptu o niebezpiecznych szczepionkach na koronawirusa (a więc zakazanego w sieci tematu), jakiś internauta pobrał plik, co zostało natychmiast odnotowane, a godzinę czy dwie później licznik wskazywał ponownie 0 (zero).

Bez jaj, Wielki Zły Bracie! Temat szczepień i koronawirusa jest tak popularny, tak chętnie czytany, że nie uwierzę, iż nikt nie ma chęci pobrania tego pliku lub choćby podejrzenia co się w nim znajduje, a który wręcz kłuje w oczy na głównej stronie.

Co więcej. Zrobiłem mały eksperyment. Odwiedziłem swoją stronę anonimowo, połaziłem po niej i pobrałem kilka plików. Jaki był tego wynik?

Licznik odwiedzin wzrósł (tylko na stronie głównej), co było do przewidzenia, ale pobrania pliku o koronawirusie i szczepieniach skrypt nie odnotował.

I tak to działa, moi drodzy. Tak działa cenzura i manipulacja…

Swoją drogą, czy wiecie, że Polska, tzw. rząd polski, bo przecież nie Polacy, nie naród polski, oddała Mossadowi całe swoje cyberbezpieczeństwo? A zatem teraz będą chronić nas Izraelici. Uff… doprawdy poczułem się bezpieczniej [ironia]… (odszukajcie sobie film na YT).

Czy coś jeszcze zostało w Polsce polskiego?

Znikające komentarze

Wszyscy wiedzą, że niektóre komentarze, np. na YT znikają. Moje również, dlatego bardzo dawno temu odpuściłem sobie komentowanie kogokolwiek i czegokolwiek na monopolistycznych portalach, które stosują cenzurę, popełniając przestępstwo, gdyż ograniczają wolność słowa zapewnionego konstytucją.

Z początku myślałem, że to sami Youtuberzy blokują moje wypowiedzi, ale pewnego dnia, na jednej z rosyjskich stron, znalazłem kopię wpisów do jednego z filmów zamieszczonych na YT i, był tam mój komentarz.

Oficjalnie go nie było – a nieoficjalnie (chyba nielegalnie) widniał sobie. Później ta strona zniknęła. Czyżby po interwencji YT?

Zauważyliście, że obraźliwe treści, rasistowskie, nawołujące do przemocy lub wulgarne, na YT przechodzą bez problemów? Widać, że strażnikom moralnym YT to nie przeszkadza. Mądre, przemyślane, dające dużo do myślenia, napisane czystą polszczyzną – są na cenzurowanym, jeśli tylko poruszają niewygodne tematy dla władzy i mafii korporacyjnych.

Ot, taka sobie nowoczesna sprawiedliwość wprowadzanego tylnymi drzwiami totalitaryzmu NWO.

Poza tym, zwróćcie uwagę na fakt, że współczesny Polak przedstawiany jest przez media jako idiota, prymityw, zacofaniec. Ma być kretynem, alkoholikiem, oszołomem, rasistą, szowinistą, nawiedzonym patriotą, człowiekiem wulgarnym, zrytym moralnie i etycznie. Ma być posługaczem, budowlańcem, hydraulikiem, malarzem pokojowym, śmieciarzem i tak dalej.

Przyjrzyjcie się reklamom, debilnym programom typu „Zdrady”, „Trudne sprawy”, „Małolaty” itp., oglądajcie uważnie polskie i zagraniczne filmy z Polakami w roli głównej, z pewnej perspektywy, z dystansu. A zobaczycie, jak się tam zachowują bohaterzy polskiej narodowości, co sobą reprezentują, jaki jest ich poziom, co myślą o nich inne nacje, jaki mają do nich stosunek.

Wtedy zrozumiecie dokładnie, co mam na myśli.

Dlaczego przy tylu stacjach telewizyjnych, przy tylu programach, tak mało jest polskości w Polsce? Czemu promuje się spodloną kulturę zachodu i zdziczałej Ameryki? O izraelskich filmach już nie wspomnę, choć powinienem to zrobić, choćby ze względu na kontrowersyjne treści, które odbiegają znacznie od lechickiej kultury, od słowiańskich tradycji naszych przodków, od normalności, jaką znamy od pokoleń.

Poza tym nie podoba mi się indoktrynacja polskich dzieci przez żydowską diasporę.

Przypominam: POLSKIE DZIECI SĄ ŚWIĘTE! NIETYKALNE!

Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili

To nie są li tylko słowa Chrystusa. To są moje słowa. Słowa wolnego człowieka – Lechity. Słowa całego narodu lechickiego. Prawdziwych Polaków z krwi i kości, a nie przebierańców i farbowanych lisów.

Tak, uniosłem się, wybaczcie, ale nie mogę spokojnie patrzeć, jak nasz kraj pogrąża się w chaosie. Jak rozkradają go zdrajcy, jak okupacyjna władza polskojęzycznych szubrawców skazuje miliony moich rodaków na powolną zagładę, jak indoktrynuje się polskie dzieci, jak się je demoralizuje.

Nie musicie się ze mną zgadzać, nie musicie mnie popierać, nie potrzebuję tego. Chcę, żebyście się jedynie odblokowali psychicznie, wyzbyli lęku i zaczęli samodzielnie myśleć.

Miejcie świadomość, że Słowianie są najinteligentniejszym narodem na Ziemi, tyle że ta inteligencja jest w nas bezustannie niszczona, poprzez mordowanie ludzi samodzielnie myślących (patrz historia), obniżanie naszych wartości, przez robienie z nas niedorajdów i niewolników, przez kształcenie młodych pokoleń na intelektualnych kaleków, przez deprawowanie dzieci i młodzieży.

Tymczasem Hitler w liście do Gebelsa, jak dobrze pamiętam, pisał, że podziwia Polaków za ich wytrzymałość psychiczną i radzenie sobie w trudnych sytuacjach, i gdyby tak połączyć obie rasy… Tak! Jemu chodziło to po głowie. Wyobrażacie sobie?

Tyle że my, nie potrzebujemy takich mariaży. Potrzebujemy wrócić do korzeni, połączyć się z Matką Naturą, odbudować lechicką tożsamość i zjednoczyć Słowian, aby dać przykład innym narodom. Nauczyć ich jak żyć w pokoju i miłości, jak przywrócić ład na Ziemi, jak wejść na wyższy, duchowy poziom, jak podnieść wibrację…

Koronawirus i statystyki

Tzw. pandemia koronawirusa to największy międzynarodowy przekręt w historii ludzkości. To zakrojona na szeroką skalę akcja terrorystyczna o globalnym zasięgu skierowana przeciwko obecnej cywilizacji. To próba przejęcia całkowitej kontroli nad ludzkim bydłem, za pomocą nowoczesnych, szkodliwych dla istot żywych technologii, sztucznej inteligencji i toksycznych substancji. Jest to przykrywka do wprowadzenia po cichu zbrodniczych, eugenicznych narzędzi służących do utylizowania zbędnej części ludzkości – tej niby gorszej, wadliwej, upośledzonej lub zużytej, oraz tej zbuntowanej, nieprzystosowanej, krnąbrnej i niedającej się okiełznać Systemowi.

Biorąc pod uwagę nieprawdziwość obecnie stosowanych testów na koronawirusa, wpisywanie do statystyk pandemicznych ludzi umarłych naturalną śmiercią lub ginących w wypadkach, lub umarłych z powodu innej, niezwiązanej z COVID-19 choroby jako przypadki powiązane z tą „pandemią”, a także celowe dezinformowanie ludzi na całym świecie w mediach tzw. głównego nurtu oraz w serwisach stworzonych na potrzeby pandemicznej propagandy i w celu siania strachu wśród mieszkańców poszczególnych krajów i nacji, jakiekolwiek statystyki pokazywane przez te medialne tuby mafijnorządowe i mafijnokorporacyjne są BUJDĄ NA RESORACH.

Mam nadzieję, że kiedy zwycięży Prawda, ludzie ci – nie-ludzie, ukrywający się za tymi przestępczymi strukturami zostaną wyłapani i postawieni przed nowym, niezależnym, sprawiedliwym sądem, który wymierzy zbrodniarzom eugenicznym, samozwańczym mesjaszom pokroju Billa Gatesa, przekupnym naukowcom i politykom, wszelkim spekulantom i lichwiarzom z wężowego plemienia oraz całemu potomstwu Kaina, sprawiedliwy, acz surowy wyrok.

Podsumowanie

Podsumowując ten długi, niedługi wpis, chciałbym, abyście się nie sugerowali ankietami, podawanymi liczbami przez telewizję reżimową i telewizję polskojęzyczną, niepolskich mediów, bo w większości będą nieprawdziwe. To samo dotyczy internetu. Kłamstwo kłamstwem kłamstwo pogania. Fałszowanie danych i dezinformowanie internautów jest już chlebem powszednim i należy mieć to na uwadze.

Jeśli jesteś blogerem, Youtuberem, masz swoją stronę i tak dalej, wywal program zbierający dane, usuń wtyczkę do statystyk lub po prostu przestań się nimi interesować. W dzisiejszych czasach służą one mafiom do iluminacji, do kreowania nierzeczywistego świata, do sterowania ludzką psychiką, do wywoływania w społeczeństwie określonych zachowań, do manipulacji.

Pisz, nagrywaj filmy, rób swoje i nie zrażaj się, bo właśnie tego oczekuje od Ciebie System zysku i wyzysku, System niewolnictwa, tego chcą cenzorzy – żebyś się poddał i zamilkł na wieki.

Nie daj się oszukać, nie ulegnij kłamliwemu złudzeniu, a gdy zawładnie Tobą chwila zwątpienia, pomyśl sobie o tych wszystkich ludziach, do których dotarłeś ze swoją informacją. Którzy skorzystali z Twojego serwisu, którym być może pomogłeś rozwiązać jakiś problem, otworzyłeś oczy, nauczyłeś myśleć, cokolwiek…

Czy to jest takie ważne, ilu przyszło na Twoją stronę ludzi? Ilu obejrzało film, przeczytało książkę? Kogo to obchodzi, jeśli robisz to dla siebie, z potrzeby serca, jeśli jesteś kreatywny i tworzysz swoje „małe dzieła”, i które przynoszą Ci radość lub nadają sens życiu.

Mówi się, że liczby nie kłamią. I to jest prawda. Liczby nie kłamią, ale ludzie upubliczniający te liczby, podające je opinii publicznej, to tylko zwykli ludzie, nierzadko wadliwi, ze skrzywioną psychiką, pracujący dla skorumpowanego rządu czy korporacji, wobec tego mogą lub muszą kłamać.

Bardzo często propagandyści systemowi opierają się na znanych autorytetach, organizacjach naukowych, na tzw. ekspertach, ale jeśli przyjrzymy się bliżej tym ludziom, tym organizacjom, i jeśli zobaczymy, dla kogo pracują, komu służą, komu cześć oddają, od kogo biorą pieniądze, wszystko wtenczas stanie się jasne i cała iluminacja nagle zniknie.

Dlatego nie patrzcie na to, kto mówi, lecz co mówi. Dobry, uczciwy człowiek posługuje się prostym, nieskomplikowanym językiem. Wypowiadając się na jakiś temat, nie kluczy, nie lawiruje w gąszczu przepisów, nie odwołuje się do pustych idei, nie przytacza definicji za definicją, lecz stawia przed nami fakty, konkrety.

Kot czy tygrys?

Mówca pierwszy:

To jest kot. I ten kot jest pręgowany, choć nie ma nic z tygrysa. On po prostu ma taką barwę. Takimi kolorami obdarzyła go natura.

Mówca drugi:

To jest kot. I ten kot jest pręgowany, choć nie ma nic z tygrysa, ale… niektórzy naukowcy, ble, ble ble… opiniują, że może jednak w jego drzewie genologicznym był jakiś pratygrys. Oczywiście to tylko domysły wybitnych ekspertów, ale… jakże wydają się trafne, nieprawdaż? Bo popatrzcie na te pręgi na grzbiecie, na te uszy… Proszę popatrzeć na te tygrysie spojrzenie… Tak, to naprawdę jest tygrys. A nawet jeśli to nie jest typowy tygrys, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby nazwać go tygrysem. Czy on się z tego powodu obrazi? No, nie! On nie będzie miał nic przeciwko temu. Zawsze możemy go spytać, tylko po co? Po co męczyć to śliczne zwierze? Widzę, że i Państwo są miłośnikami zwierząt. Że dobro tego tygrysa leży wam na sercu, dlatego nie traćmy więcej czasu i powiedzmy zgodnie – to jest tygrys! A dla tych, którzy się zgodzą z naszą fachową opinią, iż mamy do czynienia z tygrysem, co przed chwilą udowodniliśmy… otóż tych z Państwa, którzy się nie wyłamią, zapraszamy na wspaniałą ucztę z podarkami. Przygotowaliśmy też dla Państwa dwutygodniowe wycieczki na Rajskie Wyspy, gdzie możecie się spodziewać przemiłych atrakcji… To jak będzie? Pomożecie? Podpiszecie? Poprzecie nasz program? Oddacie swój głos na tygrysa?

Zwróćcie, proszę, uwagę, jakie techniki stosują manipulatorzy Systemu. Jakich używają argumentów, na jakie źródła się powołują, jakimi ludźmi się zasłaniają. Czym przekonują, za pomocą jakich narzędzi jednoczą sobie słuchaczy? Przyjrzyjcie się ich słownictwu, wyszukajcie kluczowe, powtarzające się słowa, a wszystko stanie się dla Was jasne.

I nie wierzcie tym, którzy z taką zawziętością kłócą się ze sobą na ekranie telewizora, i którzy podjudzają Was do nienawiści, podburzają do wojny, i tak dalej, albowiem z jednego są miotu. Jeden gra dobrego, drugi złego, gdy tymczasem obaj mają wspólną wizję „Republic Poland of”, korporacji międzynarodowej, zarejestrowanej w USA.

To są tylko korporacyjni klowni, wykonujący ekwilibrystyczne sztuczki na linie dla zahipnotyzowanej, polskiej widowni.

Tymczasem Wy, moi Kochani, jesteście Polakami, Lechitami, potomkami Ariów-Słowian, i nie podpisywaliście żadnej umowy na pracę w ww. korporacji amerykańskożydowskiego właściciela. Zostaliście do niej wciągnięci bez Waszej zgody.

A zatem… Dlaczego godzicie się na wszystko, co mówią Wam polskojęzyczni okupanci? Dlaczego wierzycie w liczby, które przedstawiają Wam na ekranach telewizorów? Po co słuchacie systemowych podżegaczy i propagandystów reżimowych?

Wyrzućcie telewizory lub odpocznijcie od nich kilka dni, lub chociaż przez kilka godzin. Zabierzcie dzieci na spacer. Idźcie na łono natury, zerwijcie z twarzy kagańce i zachłyśnijcie się świeżym, majowym powietrzem! To sprawi, że będziecie zdrowsi i pełni energii. To napełni Wasze serca spokojem i być może przewietrzy strach z Waszych niespokojnych myśli.

Tego Wam życzę w ten wiosenny, zmanipulowany pogodowo poranek…

Spisane w 95% w głębi lasu, bez użycia elektroniki, za pomocą prymitywnego, grafitowego ołówka, przeniesione na papier starożytnym, prasłowiańskim pismem.

Rękpis tego wpisu
Fotka specjalnie dla tych, którzy wątpią w moje słowa…

Nie będę ukrywał, że po dzisiejszym wpisie spodziewam się kolejnych restrykcji ze strony korporacyjnych żołnierzy. No, ale w świecie, w którym strach odebrał ludziom mowę, ktoś musi o tym mówić.

Radomir Gelhor