Zakazane słońce

Pamiętacie, kiedy jeszcze nie tak dawno z powodu plandemii nałożono na ludzkość areszt domowy i pod groźbą kary zabroniono wychodzić z domu? Czy przypominacie sobie, jak nagle, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wypogodziło się niebo? Jak zniknęli stalowi Siewcy Śmierci – samoloty rozpylające toksyczne i nanotechnologiczne śmieci? Jak wróciła normalność w nienormalnym świecie?

I co się stało, kiedy nas wypuszczono? Co się stało z tymi wiosennymi, słonecznymi dniami? Dlaczego nagle nieboskłon pokrył się gęstymi chmurami, przez które nie przebija słońce?

Czy to przypadek, że w sezonie letnim, kiedy Rząd Cieni łaskawie oddał ludziom nieco swobody i szansę na poprawę zdrowia, mamy w Polsce (przynajmniej w części, gdzie mieszkam) iście jesienną, deszczową pogodę, która chcąc nie chcąc, zmusza ludzi do siedzenia w domach?

W przypadki przestałem wierzyć, będąc jeszcze nastolatkiem, a tym bardziej teraz, kiedy stałem się bardzo uważnym obserwatorem, i jak to dzisiaj popularnie mówią wszelkiego rodzaju badacze od tzw. teorii spiskowych – łączę kropki, czy jak wolicie – układam puzzle.

Zbyt oczywistych faktów, nazbyt jawnych ruchów „sił ciemności”, nadto jaskrawych sygnałów pochodzących z otoczenia, nie da się ot tak po prostu przesłonić iluzją normalności. To jest po prostu niemożliwe.

Zakazane słońce

I teraz kiedy mamy szanse wzmocnić organizm przed zapowiadaną przez „proroków” (ewangelistów) Szumowskiego i Morawieckiego kolejną falą jesiennej plandemii, poprawić nadwątlone siły i odbudować zniszczone przebywaniem w czterech ścianach samopoczucie, oto obcojęzyczne kapo (czytaj wrogi Polsce i Polakom nierząd) w polskim obozie koncentracyjnym zafundowało narodowi polskiemu niemiłą niespodziankę pod postacią jesienno-zimowej szarugi, burzowych pryszniców, i z tego, co słyszałem (bo nie oglądam telewizji) tu i ówdzie lokalnych katastrof rozkapryszonej pogody.

A przecież tyle się mówi o suszy, nieprawdaż? Taki przecież mamy niedobór wody na świecie. A jednak, jak się okazuje, w każdej chwili można złapać Boga za jaja i wydoić go niczym dojną krowę. Innymi słowy, kiedy potrzebna jest susza, gdy trzeba zniszczyć polskie plony i ciężką pracę rodzimego rolnika, wtedy można włączyć na żądanie palące słońce i niszczące trąby powietrzne, lub odwrotnie, gdy chcemy np. odwrócić uwagę od nielegalnych wyborów prezydenckich lub jakich bądź innych, albo wykorzystać Naturę do własnych celów, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wywołać lokalne orkany, podtopienia, gradobicia, a nawet trzęsienia ziemi czy wybuchy wulkanów. Choć te ostatnie zaburzenia pogodowe to już raczej nie w naszej sferze klimatycznej.

Czy zauważyliście, że gdy mamy wybory (bez wyjątku jakie i w jakim kraju), to coś się zawsze dzieje z pogodą? Że nagle wyleje Wisła lub jakaś niegroźna wiejska rzeczka? Że przez wioskę, mniejsze lub większe osady, lub województwo(a) przeleci tajfun i zniszczy ludziom dobytek? I co robi wtedy tzw. władza? Czy nie przychodzi nagle z poratunkiem? Czy nie obiecuje zająć się poszkodowanymi? Czy nie przyrzeka zwiększenia pieniędzy na ochronę tego, czy owego przed „naturalnymi” katastrofami pogodowymi?

Skąd my znamy ten zwodniczy scenariusz obcojęzycznego zarządu Republic Poland of, spółki grającej na giełdzie, zarejestrowanej w imperialistycznych Stanach Zjednoczonych?

Czy o czymś, co się ciągle powtarza, możemy mówić, iż są to przypadki?

Dlaczego odcięto nas od zbawiennych promieni słońca? Dlaczego słońce jest zakazane dla Polaków?

Ano dlatego, że pomimo zbrodniczej propagandy w mediach głównego ścieku, słońce ma prozdrowotne właściwości. Przede wszystkim zabija wszelkie patogeny, wirusy, bakterie. Trzydzieści minut słonecznych kąpieli wystarczy, żeby odkazić np. maseczki. Godzina, dwie, żeby doładować się witaminą „D” (wystawiamy całe ciało), która w cudowny sposób leczy z wszelkich dolegliwości organizm. Niektórzy naukowcy mówią, że witamina „D3” wręcz strzela do patogenów, bombarduje je, usuwając z organizmu podczas pocenia.

Promienie słoneczne prześwietlają organizmy żywe, wnikając głęboko do wnętrza ciała. To dlatego wiele chorób mija samoczynnie po kilkugodzinnej dawce słońca. Ludzie cierpiący na bóle, również doświadczają cudownego ozdrowienia… Osoby z nadwrażliwością na pola elektromagnetyczne i mikrofalowe, po słonecznej kąpieli i chodzeniu boso po ziemi mogą przez parę dni przebywać w elektrosmogu, nie odczuwając lub mniej odczuwając, negatywne oddziaływanie tych pól i fal.

Również zwierzęta i rośliny potrzebują słońca do życia. One też reagują pozytywnie lub negatywnie. Mogą chorować lub kipieć zdrowiem i energią…

Czyżby obcojęzyczne kapo zarządzające polskim obozem koncentracyjnym tego nie wiedziało? Oczywiście, że wie, ale jest zobligowane do wykonywania poleceń z zewnątrz. Musi się dostosować do rozkazów niewidocznego dla nas Rządu Cieni. Jest „zmuszone” angażować się w eugeniczny plan depopulacji ludzkości i dopiąć na ostatni guzik Nowy Porządek Świata.

Im bowiem będziemy słabiej przygotowani (zasileni słońcem, Naturą) na nadchodzącą plandemię, tym więcej będzie przypadków chorób typowo jesienno-zimowych (np. grypa, którą obecnie „lekarze” podciągają pod COVID-19; zresztą wszystko podciągają pod COVID-19, dlatego nagle nikt nie umiera z innego powodu – cud międzynarodowy, cud nie tylko dla jeleni znad Wisły). A jak wiemy, ten niekorzystny dla zdrowia okres jest w Polsce wyjątkowo długi. Dołóżmy do tego mikrofalowy atak 5G o podwyższonej w Polsce stukrotnie normie na ludzkie ciała zamknięte w smogu elektromagnetycznym i wszystko stanie się jasne.

Tym, którzy dziś są tacy bohaterscy, nie widzą zagrożenia i wyśmiewają badania naukowe biologów dotyczące mikrofal na żywe organizmy (bo przecież nie są to moje czy kogokolwiek innego wymysły), odpowiem:

Cierpliwości ignoranci, dopiero zaczniecie się bać… Ale wtedy będzie za późno. Widziałem takich jak Wy bohaterów, którzy w chwili nadchodzącej Śmierci płakali rzewnymi łzami i gotów byli oddać absolutnie wszystko, żeby wyzdrowieć i pożyć jeszcze choćby chwilkę. Tymczasem Śmierć jest niewzruszona, robaki czekają na ludzką padlinę dwa metry pod ziemią, a grabarz zaciera ręce z radości…”.

Ktoś napisał na jednym z portali, że chyba jestem tym, który biega od protestu do protestu w sprawie 5G, nie mając pojęcia, co mówi. Nigdy na takim proteście nie byłem. Nie jestem też przewrażliwiony na tym punkcie ani nie boję się konsekwencji tego, co się stanie w przyszłości, gdyż nie martwię się o swoje zdrowie, ani tym bardziej nie lękam się śmierci. A jednak nie zamierzam siedzieć cicho, tylko dlatego, że komuś to nie odpowiada, jest ignorantem lub pracuje dla Systemu zysku i wyzysku, albowiem stawką są dzieci. Przyszłe pokolenia Polaków.

Nie zamierzam patrzeć na okaleczanych ludzi, na umierające dusze… Wystarczająco długo się napatrzyłem. Poza tym, jak mógłbym patrzeć na to z czystym sumieniem, wiedząc, że cicho siedziałem i nic w tej kwestii nie zrobiłem? Co miałbym odpowiedzieć umierającemu z powodu nowotworu dziecku:

„Radomirze, a co Ty zrobiłeś dobrego dla ludzi w tej sprawie?”.

Swoją drogą. Czy widzieliście umierającego człowieka? Czy stykaliście się dzień w dzień ze Śmiercią? Dotykali zmarłych… Bo jeśli nie, to proszę, nie wypowiadajcie się na tego typu tematy, pograjcie sobie na komputerze, obejrzyjcie jakiś stratoczasofilmik, pobawcie się komórką, wypijcie browara z aluminium i udawajcie, że wszystko jest w porządku, a do tego jest Wam dobrze…

Ukryty wróg

Wróg jest przede wszystkim wewnątrz kraju. Wrogi naród, wrogi Polakom nielegalny zarząd w nielegalnej Republic Poland of, na galerze zwanej Polska, w państwie z dykty, ze śmiesznymi ludzikami udającymi patriotów i podszywający się pod Słowian, Polaków, Lechitów; krety podkopujące naszą ojczyznę, podstępne pijawki wysysające krew z polskiego narodu, obślizłe larwiane czerwie i glizdowisko ohydnych obleńców, sparaliżowały polską gospodarkę, zadłużyły naszą ojczyznę, i stworzyły na odwiecznej ziemi Ariów-Słowian obóz zagłady dla rdzennej ludności, ale…

Ale wbrew temu, co nam zaplanowali hodowcy ludzkiej trzody, dzięki ich tępocie umysłowej i ograniczonej percepcji postrzegania Rzeczywistości, Natura, nasączywszy się dobroczynnymi kroplami deszczu, niezwyczajnie mocno wybujała, czego na pewno wielu z Was doświadczyło, będąc w lesie lub w parku.

Spragniona wody Ziemia odetchnęła z ulgą, wyziewając w eter miliardy eterycznych zapachów i odżywczych cząsteczek, burzowe wyładowania wpłynęły pozytywnie na zmianę ładunków elektrycznych powietrza i pobudziły do życia uśpione mikroorganizmy, deszcz spłukał wysuszoną warstwę toksyn sypaną przez samoloty i poprzez podziemny system korzeni, grzybni i zróżnicowanej gleby, przefiltrował wodę, zasilając energetycznie całą planetę, a jeśli nawet nie całą, to znaczną jej część.

Miejmy tego świadomość, że Matka Ziemia jest przepotężnym żywym organizmem, ze skomplikowanym systemem nerwowym. Że nasze relacje z Nią, są niezwykle istotne i że im więcej do Niej lgniemy, im bardziej Ją kochamy, tym więcej otrzymujemy od Niej miłości.

Energetyczne doładowanie

Jak na ironię, dzięki plandemii i temu, że zamknięto ludzkość w domach oraz ograniczono z tej okazji trucie Ziemi z nieba, Natura w tym roku odbudowała się ze zdwojoną mocą. Obserwuję to osobiście, przebywając w lesie. Większa ilość ptaków, więcej zwierząt, wspanialej wybujała roślinność, to wszystko pobudza energię i chęć do życia.

Kiedy zaczęło padać, gdy rozpoczęły się przelotne burze, dzieciaki z mojej okolicy tak były zachwycone deszczową aurą, że biegały w samych spodenkach po kałużach, wybiegały na deszcz, mokły w strugach wody, śmiały się, jakby najadły się blekotu.

Sam tak robię, kiedy jestem w lesie i złapie mnie burza. Ściągam ubranie, chowam do plecaka i biorę pobudzający prysznic, czując wtedy, że naprawdę żyję, odbierając wszystkimi zmysłami wszechmoc przyrody, pochłaniając wydobywające się z ziemi zapachy, uwalniane z roślin naturalne substancje, ładując energetyczne akumulatory…

To doprawdy potrafi wzruszyć… Roztkliwić do łez… Tego się nie da opisać…

Serce i Miłość

Międzynarodowi terroryści, faszystowski rząd w Polsce, nielegalna władza polskojęzycznych oszołomów, plemię żmijowe i kainowe potomstwo, chcą, abyśmy się oddalili od Natury, wyrzekli własnych indywidualności, stali się bezmózgimi biorobotami na usługach korporacji, wykonującymi bezkrytycznie każde najmniejsze polecenie. Chcą, żebyśmy byli tępi, zdani na łaskę Systemu zysku i wyzysku, utrzymywani za liche wynagrodzenie. Chcą zrobić z nas bydło przeznaczone najpierw do dojni, a później do rzeźni, ale mam dla nich niemiłą niespodziankę.

Otóż nie da się zniszczyć Miłości w sercu, nie da się zawładnąć ludzką duszą, dopóki „dojna krowa” ma bliski związek z Matką Ziemią, ze Źródłem, z Boską Energią, gdy jest się wolnym wewnętrznie człowiekiem, gdy nie ogranicza nas zaprogramowany umysł, kiedy patrzymy na świat przebudzonymi oczami, gdy przebaczamy swym oprawcom i widzimy w nich tylko nikłe strzępy ludzkie, które wypada przygarnąć, jak przygarnia się bezdomną psinę, utulić do serca i wlać w nie odrobinę dobra i miłości.

Wtenczas nie ma takiej siły, która by nas pokonała. Bez względu na to, czy jest z tej, czy z tamtej strony…

Dlatego zmieniajcie się każdego dnia wewnętrznie, otwierajcie się na Miłość, pozwólcie wejrzeć Światłu w Wasze serca, albowiem wtedy i tylko wtedy przyjdzie przebudzenie, i staniecie się prawdziwie wolnymi jednostkami.

PS.

Z powodu zbliżających się wyborów na rezydenta belwederskiego papierowej Polski i głównego udziałowca Republic Poland of na najbliższe lata, jestem porażony głupotą ludzką i tym jak ludzie dają się manipulować nielegalnemu, niepolskiemu, acz polskojęzycznemu nierządowi i antypolskiemu klerowi poprzez media.

Ktoś mógłby pomyśleć, że w moim otoczeniu nie powinno być takich ludzi… A jednak ci, którzy tak myślą, są w ogromnym błędzie…

Otaczają mnie bowiem… humanoidalne roboty wykonujące proste, nieskomplikowane obliczenia i instrukcje napływające z czarnej skrzynki (telewizora)…

Radomir Gelhor