Bonusy za prawdę

Bonusy za prawdę? Czy zmieniając się poprzez Prawdę, otrzymujemy coś w zamian? Czy to możliwe? Czy stając się dobrymi, możemy oczekiwać nagrody?

Do tej pory omijałem ten temat szerokim łukiem, ponieważ uważam, że system gratyfikacji, system nagród, zbyt mocno przypomina system, który obowiązuje w wielu religiach. Jesteście dobrzy – nagroda, jesteście źli – kara.

Tymczasem powinniśmy być dobrzy, nie dlatego, że czeka nas za to nagroda, ale dlatego, że jest to duchowa konieczność do zrozumienia Rzeczywistości, do wydostania się z klatki umysłu, lub jak wolicie do wyjścia z Matrixu.

Problem w tym, że ludzkość uwielbia nagrody. Robiąc coś, czeka na zapłatę. Czy to w formie pieniędzy, materialnych śmieci, czy duchowego zaspokojenia.

Widziałem to wielokrotnie, wciąż przeżywam to na nowo, jakbym się zapętlił w wehikule czasu.

Dlaczego tak trudno przychodzi nam robić coś bezinteresownie? Czemu wypatrujemy nagrody? Czy naprawdę tak mocno utknęliśmy w materialnym świecie, że nie potrafimy dać coś ludziom od siebie? Z dobroci? Z miłości? Albo choćby z poczucia przynależności do ludzi i świata?

Bonusy za przemianę

Dla tych, którzy nie potrafią być bezinteresowni mam złą wiadomość. W grze, w której biorą udział, której są najczęściej nieświadomymi uczestnikami, bonusy dostaje się wyłącznie za przemianę, za zaliczenie pewnego etapu, osiągnięcie danego poziomu. System gratyfikacji jest niezwykle przejrzysty i nie można go oszukać. Nie da się przeskoczyć z jednego poziomu na drugi, np. używając kłamstwa czy manipulacji.

Wyzbywając się czegoś „negatywnego” z naszej przestrzeni, z naszego życia, usuwając z umysłu poprzez zrozumienie dany program, wadę, coś, co nas ogranicza i nie pozwala się wznieść nieco wyżej, otrzymujemy w zamian nagrodę, bonus w postaci niespodzianki. Nie wiemy, co spotka nas na kolejnym poziomie. Nie mamy wpływu na to, co otrzymamy, ale możemy być pewni jednego, że nowy dar ułatwi nam przejść kolejny etap, który wcale nie musi być trudniejszy od poprzedniego, albowiem poziomy w tej grze, nie mają stopni trudności.

Chcecie się piąć po jednym stopniu, proszę bardzo. Chcecie przeskoczyć kilka szczebli, nie ma problemu, ale pamiętajcie, że wspinanie potrafi być mozolne i trudne, spadanie zaś jest niezwykle łatwe i szybkie.

Skrzynka z darami

Co możemy otrzymać w zamian za przemianę?

Wszystko. Absolutnie wszystko, co najlepiej posłuży nam w dalszej drodze, w danym momencie. Natura nigdy się nie myli, obdarzy nas tym, czego akurat potrzebujemy.

Mogą to być rzeczy mało oczywiste, jak nagła zmiana zamieszkania, środowiska, ludzi, którzy nas otaczają, a którzy będą nam „przydatni” do pokonania kolejnych przeszkód. Możemy również otrzymać dary bardziej niezwykłe. Jak dar widzenia rzeczy niewidocznych, np. aury. Możemy nagle zacząć mieć wizje, prorocze sny, odczuwać wibracje przedmiotów żywych, odczytywać czyjeś emocje na podstawie niewidocznych impulsów twarzy.

Mogą być to przeczucia, wewnętrzne ostrzeżenia przed niebezpieczeństwem. Możemy przyciągać do siebie konkretnych ludzi lub trzymać z dala tych, którzy są dla nas zagrożeniem.

Możemy odkryć w sobie dar leczenia. Ktoś, kto miał dotychczas problemy z wysłowieniem, nagle może zostać doskonałym mówcą. Ktoś inny, zahukany przez społeczeństwo, wyśmiewany czy poniżany, ni z tego, ni z owego stanie się kimś wielkim, wyjątkowym, któremu ludzie zaczną zazdrościć. Niemuzykalny stanie się muzykiem, niepiśmienny pisarzem, a ktoś jeszcze inny odkryje w sobie zdolności lingwistyczne.

Tu nie ma przypadków, nic nie dzieje się przypadkiem. Są to narzędzia, które powinny dopomóc konkretnej jednostce wspiąć się na wyższy poziom.

Poziomy to nie są poziomy

W rzeczywistości to nie są poziomy w klasycznym znaczeniu. Poziomy sugerują, jakobyśmy byli na różnych etapach, jakbyśmy o coś ze sobą konkurowali. Tymczasem zwycięzcami są wszyscy, którzy wydostaną się poza umysł, poza przeszłość, poza pożądanie, uprzedzenia, wiarę, dogmaty, poza wzorzec, który mamy w głowie.

Nikt nie jest na wyższym, czy niższym poziomie, albowiem dla każdego te poziomy mają indywidualne znaczenie i nie są one konkurencyjne, nie służą ocenie, nie są tworzone na ich podstawie statystyki.

Poza tym, ktoś, kto, przyjmijmy na chwilę, znajduje się na najniższym poziomie, taki „nieoświecony” tępak, naraz, za jednym podejściem, może wyjść z Matrixa. Przeskoczyć wszystkich. A ten, który już prawie osiągnął „doskonałość” (myślę, że nie da się osiągnąć doskonałości – zawsze będzie coś do poprawienia) i jest u wyjścia, zlecieć na łeb i szyję i wszystko stracić…

Są to indywidualne wzloty i upadki, i nie należy ich rozpatrywać ani oceniać, gdyż nie mamy pełnych danych o danym człowieku (nie jesteśmy tym człowiekiem, nie znamy jego myśli, uczuć), abyśmy mogli się wypowiadać na ten temat.

A jednak bezustannie to robimy. Non stop kogoś opiniujemy, szufladkujemy, przypisujemy mu kategorię, status, hierarchię…

Wytykanie kogoś palcami, porównywanie do siebie, do ludzi lub do ustalonych norm społecznych, jest naszą słabością, która więzi nas w klatce umysłu, i dopóki tego nie zrozumiemy, dopóki będziemy każdego ważyć, mierzyć i oceniać, nasze życie będzie schematyczne, płytkie duchowo i pozbawione kreatywności.

Proponuję zastanowić się wszystkim niekonstruktywnym krytykom, trollom i plotkarzom, którzy zalewając się dzień w dzień żółcią, tocząc jad z ust i opluwając innych, skazują się na życie w miernocie duchowej, ubóstwie umysłowym, wiecznym niezadowoleniu i bezustannej walce.

Jak chcecie zachować zdrowie fizyczne, skoro jesteście psychicznie poważnie chorzy?

Mówiąc o poziomach, miejmy tego świadomość. I nie traktujmy nauczycieli, kapłanów czy guru jako ludzi stojących wyżej, ponad nami. Jako drogi do zbawienia, wyzwolenia, czegokolwiek, bo oni mogą być co najwyżej wskazówką, kompasem, drogowskazem. Wielu z nich to podli kłamcy, karierowicze, oszuści, którzy wybrali łatwy sposób na życie wśród naiwnego społeczeństwa.

Sami dla siebie bądźcie guru. Nie potrzebujecie kapłanów i nauczycieli. Wszystko, co jest Wam potrzebne, jest w Was. W waszych sercach. Po prostu dajcie mu się wypowiedzieć.

Mnie również nie wierzcie, bo mogę nie mieć racji. Sprawdźcie to, co mówię… Zbadajcie na własną rękę, bądźcie ciekawi. Podlegamy tym samym zasadom. Bierzemy udział w tej samej rozgrywce i stoimy na tym samym poziomie, pomimo że ulegamy iluzji wartości, iluzji hierarchii, iluzji podziału, iluzji obcości i współzawodnictwa.

Gra o wolność

Nie gramy o pieniądze. Nie gramy o materialne śmieci. Nie gramy nawet o władzę czy zwycięstwo. Gramy o wolność.

Naszymi przeciwnikami nie są otaczający nas ludzie, skorumpowani służebnicy (urzędnicy), polskojęzyczni terroryści z Wiejskiej, farmaceutyczni kapłani, lichwiarze okradający społeczeństwo czy psychopatyczni mesjasze pokroju Billa Gatesa, Rockefellera lub Rothschilda. Nie są nimi Rosjanie, Chińczycy, Amerykanie czy Irakijczycy. Nie jest nim nasz sąsiad Ferdek, nielubiana ciotka Klotka, chuligan z ulicy czy pijak szczący na klatce schodowej…

My. My sami dla siebie jesteśmy przeciwnikami, z którymi musimy się zmierzyć, których musimy okiełznać, zrozumieć, pokochać, wyjść poza obręb klatki i poczuć się wolnymi.

To dlatego gra o wolność jest taka trudna, albowiem nie dostrzegamy, że spętani jesteśmy grubą liną ułudy, którą gdybyśmy tylko chcieli, moglibyśmy z łatwością rozerwać.

Ale najpierw musimy otworzyć oczy, zbudzić się z imaginacji, dostrzec w sobie złożony problem, zburzyć stare i zbudować nowe. A wtedy świat zewnętrzny samoistnie się przedzierzgnie, dostosuje się do nas, pokaże nam, kim tak naprawdę jesteśmy, co osiągnęliśmy i dokąd zmierzamy.

A zatem na co czekamy? Zróbmy to, albowiem nagroda jest ogromna. Jest nią wolność. Wolność nie od czegoś lub od kogoś, ale wolność absolutna.

Radomir Gelhor