Klatki dla małych gojów

Wczoraj wspominaliśmy z kolegą czasy z dzieciństwa. Siedzieliśmy na zarośniętym trawą boisku do koszykówki, w miejscu dawnego placu zabaw dla dzieci, i porównywaliśmy przeszłość z teraźniejszością. Niestety teraźniejszość wypadła mało pozytywnie i blado w porównaniu do tego, co było dawniej.

Przede wszystkim – wolność, swoboda i bezpieczeństwo. Jako dzieci nigdy nie odczuliśmy ograniczenia wolności, pomimo że wychowywaliśmy się w okresie tzw. komuny. Dnie spędzaliśmy albo w szkole, albo na podwórku. Nawet szkoła była dla nas pewnym placem zabaw. Na przykład w czasie trwania przerwy, biegliśmy na boisko pokopać piłkę lub graliśmy na korytarzach w karty albo w hacele. Hacele to takie metalowe elementy wkręcane do końskich kopyt. W czasach mojego dzieciństwa, w okolicznych wsiach było pełno koni, toteż widok wozów na ulicach nie był niczym nadzwyczajnym.

Po lekcjach nie zawsze wracaliśmy do domu. Niekiedy poszliśmy pograć w nogę lub w siatkę, wykąpać się w stawie, zimą zaś graliśmy w hokeja. Dla wiadomości młodszych czytelników: temperatury zimą w Polsce często przekraczały -20 stopni, więc o lodowisko nie było trudno. Nie brakowało też śniegu. Ale też nikt nie manipulował pogodą, nikt nie rozciągał toksycznej folii nad naszymi głowami i nie robił z Polski piekarnika czy mikrofalówki.

Sezonową grypą też się nikt nie przejmował. Ospa, świnka czy różyczka to był pikuś. Dzieci przechodziły je bezstresowo, bez toksycznych szczepionek, bez otoczki sensacji i propagandowych mydlin wtłaczanych dzisiejszemu społeczeństwu przez kartele farmaceutyczne za pomocą polskojęzycznych mediów i telewizji reżimowej.

Ale mniejsza o to. Postanowiłem, że będzie krótko i tylko w temacie.

Wyćwicz matkę i ojca, przyzwyczaj dzieciaka do więziennych kratek

Wychowywałem się na ulicy, co oznacza tylko tyle, że trudno było mnie zagonić do domu. Od najmłodszych lat upajałem się wolnością i swobodą. Na szczęście rodzice nie ograniczali mnie śmiesznymi nakazami i zakazami. Po pierwsze ufali mi, a po drugie widzieli, że nie do końca przypominam normalne dziecko. Wiecznie się buntowałem przeciwko wszystkiemu i wszystkim. Robiłem zawsze na odwrót. W zasadzie nic się pod tym względem nie zmieniło.

Ale właśnie ta zadziorna cecha charakteru uodporniła mnie na jakąkolwiek propagandę, indoktrynację, kłamstwo i manipulację. Podważając wszystko i wszystkich, spoglądam na świat własnymi oczami, mając w nosie wszelkie reguły, zasady, prawa czy opinie, i będąc zawsze sobą…

I kiedy widzę bawiące się polskie dzieci w okratowanych zagrodach dla małych gojów, gdy patrzę na wybrukowane place zabaw, gdzie dziecko biegnąc, może się pośliznąć, rozedrzeć kolana, rozwalić sobie głowę, gdy widzę syntetyczne place zabaw pozbawione roślinności, bez drzew, pod którymi można byłoby usiąść i schować się przed palącym słońcem, i gdy widzę to wszystko, to żal mi tych dzieci i rodziców, bo odnoszę wrażenie, jakby zamknięto ich w więzieniach.

Irytuje mnie również regulamin więzienny, który zamontowany jest na każdym placu zabaw.

Dlaczego dawniej place zabaw były otwarte? Dlaczego porastała je trawa? Dlaczego rosły na nich drzewa? Dlaczego nikt nie pisał dla rodziców instruktażu, jak się mają zachowywać? Dlaczego tresuje się Polaków od małego i przyzwyczaja do krat więziennych? Dlaczego programuje się podświadomie te dzieci?

Bo co takie dziecko zapamięta, wychowując się w ograniczonej przestrzeni otoczonej stalową siatką? Ile skorzysta z Natury, skoro nie ma z tą Naturą kontaktu?

Kto w ogóle projektuje tego typu place zabaw? Projektanci więzień czy skrzywieni psychicznie architekci? Co mają w głowach, projektując karykaturalne miejsca rozrywki?

Dlaczego place zabaw nie mogą przypominać parków lub ogrodów? Z miejscem zielni, gdzie można się rozłożyć na kocu, z drzewami dającym cień i ochłodę?

Mało tego. Co prawda nie widziałem tego osobiście, ale słyszałem, że w sąsiedztwie terenów przeznaczonych dla dzieci, a nawet na samych placach zabaw, stawiane są maszty GSM należące do karteli telekomunikacyjnych.

Tyle że to oczywista oczywistość! Przecież dzieci gojowskie nie mogą być zdrowe. Dzieci gojów muszą być kalekie, schorowane, upośledzone umysłowo. Zgadzacie się ze mną, o! eugeniczni zbrodniarze? Prawdę mówię, o! kainowe pomioty Szatana?

Jak to jest, że dawniej na placach zabaw było pełno zwierząt? Psy, koty, chomiki, świnki morskie, króliki. Dzieci często zabierały zwierzęta z domów i po pierwsze pyszniły się nimi, a po drugie każdy miał radochę z takiego towarzystwa. Wszyscy chcieli pogłaskać królika, nakarmić świnkę morską, pobawić się z psem, przytulić kota…

Dawny plac zabaw

Powyżej niewielki fragment dawnego, bardzo dużego placu zabaw dla dzieci, na którym spędziłem dzieciństwo; doskonałe, bezpieczne miejsce wypoczynku dla rodzin z dziećmi; od wielu lat miejsce niewykorzystywane, zdemontowano wszystkie huśtawki, wycięto część drzew; na zdjęciu widoczne są słupki, gdzie było boisko do piłki siatkowej i koszykówki; obok jest również nieczynne, zasypane żwirem boisko do gry w piłkę nożną; dziś dzieci spędzone są do niedużej, wybrukowanej klatki o kilkadziesiąt metrów dalej, a takie cudne miejsce pomiędzy blokowiskami się marnuje.

Nikomu również nie przeszkadzało, że uwalaliśmy się po czubki głów w piachu i w ziemi, a nawet w czarnym żużlu, którym wysypano boisko do siatkówki. Nikt nie lamentował, że jemy zielone jabłka prosto z drzewa czy brudnymi paluchami pałaszujemy kanapkę.

Teoretycznie byliśmy z higieną na bakier, lecz w praktyce tryskaliśmy zdrowiem i energią. Dlaczego dziś dzieci są takie słabe i pozbawione wigoru? A przecież tyle dostają minerałów w różnego rodzaju produktach reklamowanych przez korporacje, tyle spożywają witaminowych „dopalaczy”, żeby utrzymać się w umysłowej i fizycznej kondycji. Czy to nie jest paradoks?

Jak to jest, że żyjemy w niby lepszych czasach, odżywiamy się niby lepszym jedzeniem (tak przekonują nas korporacyjni kapłani), że poddani jesteśmy niby lepszej opiece zdrowotnej, że niby bardziej niż dawniej dbamy o higienę osobistą, a mimo to jesteśmy bezustannie zmęczeni, wyzuci z energii, pozbawieni ochoty do życia?

Nic dziwnego, że dzieciaki są coraz słabsze i chorowite, skoro nie mają gdzie nabrać odporności, kiedy ledwo zdążywszy otworzyć oczy, szprycowane są chemicznymi związkami z toksycznych szczepionek, gdy bombardowane są mikrofalami z telefonów komórkowych i urządzeń WiFi.

No, ale przecież to dzieci gojowskie… One muszą być słabe, zidiociałe (zobaczcie ile mamy poradni psychologicznych dla dzieci w każdym mieście – szok), a teraz jeszcze seksualnie poddańcze… Czy nie mam racji, o! wstrętni sodomici i pedofilskie plemię? Mało się nagrabiliście? Mało namordowali? Teraz zabieracie się za najmłodszych?

Ale to też oczywista oczywistość, albowiem gojowskie dzieci nie mogą mieć normalnego dzieciństwa, nie wolno im żyć beztrosko i niewinnie (tak jak robiły to jeszcze do niedawna), muszą zostać za młodu okaleczone seksualnie, żeby chętniej oddawały się starym, zwyrodniałym prykom i amerykańskim żołnierzom, najemnikom z okupacyjnej armii Usraela.

Poza tym Talmud zezwala na seks z trzyletnią i jeden dzień dziewczynką, nieprawdaż? („Tęczowa zaraza, LGBT, Żydzi i pedofilia” – Zbiór wpisów z bloga Radomira Gelhora, 2017-2020).

Idzie nowe, mają rozwinąć się nowe branże, pedofilia ma zawitać pod strzechy, tęczowe media mają wypromować sodomię, a żydomasoneria ma uczynić z ludzkiego bydła niewolników o uniwersalnej orientacji seksualnej, żeby zniszczyć tradycyjną rodzinę, podnieść zyski korporacyjnym mafiom i oficjalnie wprowadzić kult Szatana.

Zbliżamy się do cienkiej granicy czasu, w której chcąc nie chcąc będziecie musieli opowiedzieć się, po której stoicie stronie i przekonać się naocznie, czy jesteście ludźmi odważnymi czy też macie za kołnierzem tchórza…

Jeśli nie rozumiecie, o czym piszę, sięgnijcie do literatury, przejrzyjcie internet; ja nie będę za Was tego robił; nie będę Wam podawał wszystkiego na tacy; myślenie nie boli, a samodzielne doszukiwanie się prawdy dobrze wpływa na logiczne myślenie i pogłębia świadomość.

Konkluzja

Porównując przeszłość z teraźniejszością, cieszę się, że urodziłem się w innych, dużo lepszych i normalniejszych dla dzieci czasach. Że przeżyłem rzeczy, których dziś nie miałbym szansy doświadczyć. Jednocześnie przykro mi patrzyć na degradację społeczeństwa polskiego, na krzywdę dzieci, na użytecznych idiotów, którzy wraz z okupacyjną, polskojęzyczną władzą są współodpowiedzialni za negatywne zmiany w Polsce.

Ale najbardziej jest mi przykro, bo zawiedli mnie sami Polacy. Nie te świńskie ryje u koryta, ale ci na dole. Nie jest to tylko moje tak przykre doświadczenie. Wielu blogerów, youtuberów, ale także zwykłych ludzi czuje podobnie. Nigdy jeszcze naród polski nie był tak podzielony. Nigdy nie było tylu zdrajców w kraju. I nigdy Polacy nie byli tak bardzo zmanipulowani jak obecnie.

Niestety to jest straszne z mojego punktu widzenia, albowiem czuję się jakbym żył w domu wariatów, jakbym miał do czynienia z istotami pozbawionymi inteligencji, jakby społeczeństwo polskie zostało zahipnotyzowane i żyło w oderwaniu od rzeczywistości.

Dlatego powtarzam – wyłączcie lub wyrzućcie telewizor. Zacznijcie myśleć samodzielnie, łączyć fakty, sprawdzać źródła. Naprawdę niewiele wysiłku trzeba, aby się we wszystkim zorientować. Tyle że trzeba się ruszyć z miejsca.

Od pokoleń zamykani jesteśmy w coraz ciaśniejszych klatkach. Naród tresowany jest za pomocą nakazów, zakazów i żmijowych, terrorystycznych ustaw i rozporządzeń. Staje się bezwolny i słaby, dając się oszukiwać, manipulować sobą, bezpodstawnie zamykać w domowych aresztach czy zakuwać w szmaciane kagańce – w masoński symbol uległości i poddaństwa.

I o to chodzi masonerii, żydostwu i bogatym psychopatom…

Nie wierzycie? Nie wierzcie. Zbadajcie to sami, poszukajcie dobrych źródeł informacji, porozmawiajcie z rodziną, z kolegami, z sąsiadami, wymieńcie się spostrzeżeniami, obserwujcie świat swoimi oczami i żyjcie świadomie…

Rozumiem, że nie jest łatwo temu, kto przez całe życie pokornie wykonywał polecenia władz i wierzył czarnej skrzynce. A jednak dziś taką postawą niczego się nie dokona, nic nie zmieni, niczego nie zatrzyma.

Ignorancja zaś doprowadzi Was na szafot, a raczej najpierw do dojni, gdzie Was doszczętnie wydoją, a potem do rzeźni…

Tylko ci, którzy się buntują, odkryją Prawdę

Radomir Gelhor