Jestem szczęśliwy, a tu straszą, tam straszą, wszędzie straszą

Jeśli dobrze się przyjrzycie mediom tzw. głównego nurtu, dość szybko odkryjecie, że „tu straszą, tam straszą, wszędzie straszą”. W zasadzie programy informacyjne, które powinny być blokami przedstawiającymi rzetelne fakty z kraju i ze świata, oparte są na negatywnych, destrukcyjnych dla zdrowia psychicznego i fizycznego przekazach.

Strach jest narzędziem zniewolenia

Największym ulubieńcem polskojęzycznych mediów, niepolskich nadawców, i polskojęzycznej telewizji reżimowej w okupowanej przez naród osobliwy Lechii, jest strach podawany we wszystkich możliwych formach.

Od największej obecnie koronaświrusowej ściemy, przez propagandowe dezinformacje o zbliżających się konfliktach, wojnach, kataklizmach, krachach i aferach, aż po wydawać by się mogło drobne sprawy, typu: „mężczyzna utopił się w wannie”, „naćpany nastolatek wjechał w przystanek autobusowy”, „będą wyższe kary dla właścicieli psów”, „wzrosną obowiązkowe ubezpieczenia OC”, „tęczowy sodomita nasikał na krzyż przed kościołem”.

Wszystkie tego typu informacje zawierają ogromną dawkę strachu, pomimo że wiele z nich wygląda niewinnie i na pierwszy rzut oka, nie zdajemy sobie z tego sprawy. A jednak podświadomość wychwytuje je wszystkie, zapisuje do pamięci i w niewidoczny sposób przetwarza, tworząc nowe lub modyfikując stare elementy wzorca, który mamy w głowie.

Te wzorce zawierają nasze przyzwyczajenia, przyjemności, wiarę, przekonania, uprzedzenia, strachy, tradycję, zabobony, doświadczenia i tak dalej, i tak dalej.

Można zatem śmiało powiedzieć, że ten fałszywy wzorzec jest nami, a my jesteśmy tym wzorcem i posługujemy się nim jak drogowskazem, jak GPS-em, jak wyrocznią.

Ale nie będzie dzisiaj o wzorcach, umysłach i drogowskazach. Nie będzie również o mediach, terrourzędnikach czy naszych polskojęzycznych okupantach.

Dziś będzie o czymś bardzo pozytywnym 🙂

Szczęście przychodzi znienacka

A to dlatego, że naprawdę czuję się szczęśliwy. To szczęście wyrasta ze mnie, z głębi serca. Ono (to szczęście) tylko po części jest związane z zewnętrznym światem. Cała esencja tego cudownego uczucia znajduje się u Źródła.

Tak, u Źródła, bo kiedy połączycie się sami ze sobą, gdy wnikniecie w swojego ducha, albo raczej to on Was przeniknie, wtedy stanie się coś nieprawdopodobnego. Ogarnie Was bezkresny ocean szczęśliwości, przeniknie nieopisywalna radość, wyzwoli wszechmoc uczuć oraz poczujecie, że nie ma takiej siły, która byłaby Was w stanie przed czymkolwiek powstrzymać.

Tak się teraz czuję. W takim stanie jestem, kiedy piszę te słowa, i chciałbym w nim pozostać do ostatnich dni swojego fizycznego życia.

Wszystko, co było we mnie negatywnego, rozwiało się, roztopił się wzorzec w głowie, przeszłość umarła, przyszłość przestała mieć znaczenie, czas się zatrzymał, nie istnieje nic poza tą piękną chwilą.

Jestem tu, w teraz, w tym konkretnym miejscu i jest mi tak dobrze…

[ bardzo, bardzo długa przerwa ]

W tym miejscu oderwałem się od pisania, albowiem nie byłem w stanie zapanować nad emocjami.

„JA”, w relacji „DO”

Miliony ludzi na całym świecie zastanawia się, jak być szczęśliwymi. Co zrobić, żeby zaznać odrobinę radości? Większość utożsamia szczęście z dobrobytem, z pieniędzmi, z bogactwem.

Ludzie oszukują się, że mając to czy tamto, zaznają nagle szczęścia. Że przedmiot pożądania pozwoli im osiągnąć stan błogiego uniesienia, ale „to wszystko ino kurz na skórzniach”, jak mówi bohater mojego opowiadania, Wyklęty Anioł – Yormūn.

Dlaczego w ogóle pragniemy szczęścia, skoro pragnienie jest cierpieniem i wyzbyte jest Miłości? Pragnienie jest walką, a tymczasem Miłość nie walczy, Ona zwycięża bez walki.

Dlaczego otaczamy się ludźmi, przedmiotami, odgradzamy się murem obojętności od wszystkich, którzy nie są nam potrzebni? Czy żyjąc w strachu, bojąc się utraty zgromadzonego majątku, jesteśmy w stanie przeżyć choćby namiastkę prawdziwego szczęścia?

I czy do tego szczęścia potrzebny jest nam ktokolwiek lub cokolwiek?

Czy nienawidząc lub nie lubiąc siebie, można być szczęśliwym? Co czujemy, gdy patrzymy w swoje odbicie w lustrze? Czy są to pozytywne emocje?

A jak postrzegamy innych ludzi? Tych bliskich i tych nieznanych? Czy mamy do nich szacunek? Czy widzimy w nich istoty żywe, czujące, wrażliwe, pełne emocji? A może stoją nam na drodze do lepszej pracy, do sławy, do szczęścia, albo po prostu są nam obojętni?

Co czujemy, patrząc na drzewa, na ptaki, na góry, na zachód słońca lub na czyste błękitne niebo?

Jakie są nasze relacje do obiektów, które nas otaczają, z którymi dzielimy tę samą przestrzeń?

Czy jest możliwe, abyśmy będąc z kimkolwiek lub z czymkolwiek w dysharmonii, poczuli w sercu szczęście, radość, Miłość?

Dlaczego szukamy szczęścia na zewnątrz, nie będąc szczęśliwymi wewnątrz?

Ilu z Was, moi drodzy, zagląda w głąb własnej duszy? Ilu z Was poświęca przynajmniej dziesięć minut swojego „cennego” życia na rozmowę z samym sobą? Ilu wsłuchuje się w głos serca, w szept sumienia, w podszepty ducha?

Ilu?

Czy można być szczęśliwym, nie znając samego siebie? Nie rozumiejąc, czym są wzorce w głowie? Żyjąc nieświadomie? Wykonując bezmyślnie polecenia tej czy tamtej osoby, tej czy tamtej organizacji, tego czy tamtego rządu?

Jak rozróżnić, że coś jest dobre, mając błędne pojęcie o dobru („Jak być dobrym”, ZWzBRG, 2017-2020)? Dlaczego oczekujemy szczęścia, zamiast kreować to szczęście?

Rzeczywistość na żądanie

Obudziłem się dziś w zupełnie innym świecie. W świecie bez bólu i cierpienia, bez wojen, bez agresji, bez brudnej polityki i przekupnych polityków, bez banków i zachłannych bankierów, bez mafijnych korporacji i czcicieli Złotego Cielca. Całkowicie wolny od Systemu zysku i wyzysku. I co się stało?

Wyszedłem na świeże powietrze, zdjąłem buty i łaziłem po przyjemnie zroszonym trawniku. Słońce opalało me skronie, ogrzewało ciało, ziemia odbierała elektrostatyczne ładunki, a łagodny wiaterek oczyszczał moje myśli.

Wrosłem w ziemię i przemieniłem się w drzewo. Nie w jedno, a we wszystkie drzewa. Połączyłem się z układem energetycznym naszego globu i układem nerwowym Matki Ziemi, a później skontaktowałem się z samym sobą.

I wtedy przepełniło mnie szczęście…

Bo być szczęśliwym to być wszystkim we wszystkich i czuć wszystko i wszystkich w sobie. Dopóki istnieje choćby najmniejsza rozdzielność na fałszywe „JA” i fałszywe „TY”, fałszywe „MY” i fałszywe „WY”, dopóty szczęście jest iluzją.

„JA”, nie zawsze oznacza „JA”

A jednak, żeby to zgłębić, musimy przejść wewnętrzną rewolucję. Najsampierw zrozumieć i pokochać siebie, albowiem poprzez to wewnętrzne zrozumienie i tę Miłość do swojego prawdziwego „JA”, będziemy w stanie pojąć świat zewnętrzny, świat iluzoryczny, zbudowany na fałszu.

A ponieważ zewnętrzne jest wewnętrznym, jest naszym lustrzanym odbiciem, oznacza, iż jesteśmy nieprawdziwi. Posługujemy się fałszywymi programami, które składają się na większą część naszej świadomości.

Nasza prawdziwość bezustannie próbuje się do nas przedostać, podczas gdy my smacznie sobie śpimy i śnimy o nieistotnych sprawach, a co gorsze wierzymy, iż ten sen jest prawdziwy.

Dlaczego uważacie, że Wy to Wy? Że jesteście sobą? Zastanówcie się, które programy z Waszego życia są Wasze, a które są Waszych rodziców, dziadków, kolegów, przyjaciół, księży, guru, polityków, całego systemu nauczania, całego systemu zniewolenia?

Które tak naprawdę programy należą wyłącznie do Was? Nie te, z którymi się identyfikujecie i zgadzacie w mniejszym lub w większym stopniu, lecz te, które współgrają z Waszym jestestwem, z Waszym sercem i duchem. Do których macie stuprocentową pewność, że są prawdziwe i nie pochodzą z zewnątrz, oraz nie są wynikiem strachu lub pożądania czy przyjemności.

Czy zauważyliście, jak często córka upodabnia się do matki, a syn do ojca? Jak wielu ludzi naśladuje innych, stając się niemalże ich kopiami? Kim są ci ludzie, udający kogoś innego niż są w rzeczywistości?

Jak można być sobą, będąc czyimś naśladowcą? A przecież rodzimy się indywidualnymi, niepowtarzalnymi jednostkami.

Wobec tego zakończmy ten wpis podsumowującym pytaniem:

Czy nie będąc sobą, czy udając całe życie kogoś innego lub robiąc rzeczy, które nie zawsze są zgodne z naszym sumieniem, możemy zaznać prawdziwego szczęścia?

Moja odpowiedź jest oczywista – nie możemy. To jest technicznie awykonalne, albowiem dysharmonia pomiędzy prawdziwym a fałszywym „JA” (graczem), jest nazbyt duża. A zatem żyjemy w konflikcie wewnętrznym z samym sobą. To tak jakbyśmy próbowali zostać na siłę Supermanem, Spidermanem lub królewną Śnieżką.

Przemyślcie to sobie, proszę. Nie dlatego, że chcę, żebyście się ze mną zgodzili, lecz dlatego, abyście odnaleźli siebie wewnątrz siebie, abyście poczuli to, co ja czuję, abyście się uwolnili od wszelkiego strachu i zaznali prawdziwego szczęścia w jedności ze światem, z wszechświatem, ze Źródłem.

Życzę Wam tego z całego serca, bo jak powiedział Wyklęty Anioł do Anny: „Jam w tobie, tyś we mnie, Anno”. Innymi słowy, Wasze szczęście jest również moim szczęściem („Cieszyć się szczęściem innych”, ZWzBRG, 2017-2020).

Radomir Gelhor