Na Miłość nie ma rady

Niedawno wróciłem z cmentarza… Wiecie, z tego miejsca, gdzie się zasusza ludzkie zwłoki. Gdzie ciała kisną i gniją, co sprawia mi wielką przykrość, bo mam bardzo wyczulone zmysły. Ale nie o tym chciałem pisać…

Otóż przyglądając się sprzątającym nagrobki ludziom, przyszła mi do głowy przykra refleksja. Pomyślałem sobie, „jaka szkoda, że nie dbacie tak o swoje dusze, o swoje serca, o jakość myśli, tak jak robicie to w stosunku do tych martwych kamieni i gnijących szczątków ludzkich…”.

W ogóle miałem dziś kiepski humor, widząc ludzi bez uśmiechu, bez wyrazu, bez jakże ważnej części twarzy, dopóki nie spotkałem pewnej młodej kobiety, znajomej zresztą, ślicznej, zgrabnej, emanującej zdrowiem i energią, bez symbolu zniewolenia, w pełni wolnej i zadowolonej…

I chyba się zakochałem 🙂

Tyle że ja bardzo szybko się zakochuję i błyskawicznie odkochuję. Czasem zakochuję się w czyichś oczach, czasem w czyimś uśmiechu, czasem w głosie, a czasem w czyjejś dobroci…

Tak czy siak, wpadłem po uszy. Bo przecież mówią, że na Miłość nie ma rady. Ale dzięki temu wyjątkowemu uczuciu poprawił mi się humor. Ludzie przestali mnie irytować, przykry zapach rozkładających się pod marmurowymi płytami szczątków zmalał, zmartwychwstała chęć do czynów.

Podbiegłem do mej ukochanej, wciągnąłem Ją w swe ramiona i publicznie oznajmiłem, że Ją kocham… A wtedy Ona…

No, dobrze. Nie podbiegłem, nie przycisnąłem do serca i nie wyjawiłem swoich uczuć. Ale doprawdy warto było się zakochać na tę jedną, krótką chwilę…

Uświadomiłem sobie jednak, że to nie pierwszyzna. Że nie po raz pierwszy zapałałem miłością do tej kobiety. W zasadzie dość często o Niej myślę. Sam nie wiem, dlaczego przewija się przez moją głowę? Dziś też o Niej przelotnie pomyślałem, a potem dziwnym zbiegiem okoliczności spotkaliśmy się na cmentarzu.

Opuszczając Miasto Umarłych w doskonałym humorze i w miłosnym uniesieniu, spotkała mnie kolejna wesoła niespodzianka.

Otóż odczytałem dwa napisy na jednym z samochodów: „Pieprzyć COVID-19” oraz „Pokaż cycki, dam ci ciastko”. A potem rozbłysło na niebie słońce i wyzłociło polską złotą jesień.

I jak tu nie wierzyć w cuda, kiedy cuda naprawdę się zdarzają?

Cóż, siedzę teraz sobie, piszę i jeszcze trochę pomarzę o gładkolicej sarnie z wielkimi oczami, z karminowymi ustami i z długą szyją…

Radomir Gelhor